"Obcy: Przymierze" - pomost między "Prometeuszem" a resztą serii

"Obcy: Przymierze" - pomost między "Prometeuszem" a resztą serii

Dodano: 12
kadr z filmu
kadr z filmu "Obcy: Przymierze" (2017) / Źródło: Imperial-Cinepix
"Obcy: Przymierze" Ridleya Scotta jest filmowym pomostem między "Prometeuszem", a serią "Obcy", który w ciekawy sposób dodaje elementów do mitologii świata przedstawionego.

"Obcy: Przymierze” jest bowiem umiejętną mieszanką najlepszych motywów z „Prometeusza”, z tym za co pokochaliśmy serię „Obcy” wiele lat temu. Nie obyło się wprawdzie bez błędów i uchybień. Film wyraźnie rozdzielony jest na dwie części. Każda z nich swoim poziomem przywodzi na myśl wspomnianych poprzedników, wraz z ich wadami. Efekt końcowy jest jednak zadowalający, a niektóre sceny czy sekwencje wręcz zachwycające.

Widać, że scenarzyści poszli po rozum do głowy i bardziej przemyśleli historię, która chcą opowiedzieć. Mimo, że w pierwszej połowie filmu znów zdarzają się kuriozalne sytuacje, rodem z „Prometeusza”, zdają się one być napisane z wiedzą, że są wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, a jednak pchają akcję na odpowiednie tory. (Jednym z takich kuriozów jest facet, który podczas eksploracji niezbadanego terenu, robi sobie przerwę na papierosa*). Na szczęście druga połowa zdecydowanie nadrabia swoim poziomem i zamazuje początkowe uchybienia.

W tym momencie warto zaznaczyć bardzo ciekawą rzecz, związaną z promocją obrazu. W ostatnich tygodniach do sieci trafiło bowiem kilka krótkich filmików, które szykowały widza na spotkanie z bohaterami na dużym ekranie. Wyglądały one jak elementy wprost z filmu, który właśnie wchodzi do kin. Nie będzie zbyt dużym zdradzeniem, że po filmie wygląda, że były to materiały, które wycięto na stole montażowym. Jest to o tyle ciekawe i ważne, że dzięki takiemu zagraniu twórcom udało się nie zdradzić za wiele z fabuły najnowszego obrazu przed jego premierą, a wręcz dodać do oglądanej historii. Nie dość, że umożliwiło widzom wczucie się w klimat filmu i poznanie bohaterów zanim rzeczywiście oglądamy ich na ekranie, to jeszcze stanowi dodatkowy smaczek, który nie jest niezbędny do zrozumienia prowadzonej historii. A choć wycięcie „Ostatniej wieczerzy”, czyli sceny, w której poznajemy członków załogi w segmencie przypominającym swoim stylem podobny moment z oryginalnego „Obcego”, nie musiało następować, rozpoczęcie filmu czymś na wzór cold-openingu (pomijając prolog), było dobrym rozwiązaniem, które zdynamizowało akcję.

„Obcy: Przymierze” nie tylko kontynuuje najważniejsze wątki zapoczątkowane w „Prometeuszu”, ale także opowiada nową, niezależną historię. W tym celu wprowadza wiele nowych postaci. Bez prologu w postaci wspomnianej „Ostatniej wieczerzy”, tylko niektóre z nich poznamy lepiej. Kilka stanowić będzie jedynie tło wydarzeń, czy wręcz motor napędowy akcji. Nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż ekran kradnie dla siebie wielokrotnie Michael Fassbender, któremu przyszło nie tylko ponowić swoją rolę Davida, ale który wciela się także w nowego androida, Waltera. Fassbender wyśmienicie wyczuł konwencję swojej postaci, a sceny, w których dwa roboty rozmawiają ze sobą, stanowią jedne z najciekawszych momentów całego obrazu. (Zwłaszcza, że Scott nie bał się także wykorzystać fantazji, jaka stoi za taką inscenizacją). Wiele dobrego można powiedzieć też o Katherine Waterston, która prostymi środkami wyrazu stworzyła postać, która może pretendować do konkurowania z Ripley, jeśli chodzi o trzeźwość umysłu oraz ogólny poziom tzw. „badassowatości”.

„Przymierze” to także film, który w pełni wykorzystuje swoją kategorię wiekową R, czyli skierowaną do dorosłych widzów. Fani wreszcie dostaną to, czego od dawna oczekiwali. Krew obficie leje się z ekranu, a kolejne sceny walk prześcigają się w przekraczaniu pewnej granicy obrzydliwości. Tak krwawego „Obcego” jeszcze nie oglądaliście. Najlepsze jest jednak to, że sceny te spełniają swoje zadanie i wywołują prawdziwe emocje. Nie to, co dziwne akcje z zombie w „Prometeuszu”, które wywoływały jedynie śmiech i zażenowanie. Akcja w najnowszym filmie chwilami prawdziwie chwyta za gardło. Jeśli jednak nie lubicie krwi na ekranie, zostaliście ostrzeżeni.

„Obcy: Przymierze” wygląda dobrze w kontrze do niedawnych filmów science-fiction, w których pojawiały się podobne elementy. Początek obrazu przypomina na przykład niedawnych „Pasażerów”, a przynajmniej to, jak powinien wyglądać początek tamtego filmu. Posiada też momenty, które przypominają „Life”, (które same było wariacją wokół „Aliena”), pokazane jednak w sposób, który budzi emocje. Porównanie niemal identycznych scen z obydwu filmów, dobitnie unaocznia jak bardzo kontekst, sposób prowadzenia dramaturgii sceny, czy nawet samo umiejscowienie jej w odpowiednim momencie historii, ma znaczenie.

„Obcy: Przymierze” jest filmem godnym tytułowej serii. Na dodatek druga połowa seansu z nawiązką rekompensuje błędy pierwszej godziny. Ba, rekompensuje nawet niektóre głupoty „Prometeusza”, a to już naprawdę niezły wyczyn. Z czystym sumieniem wystawiam więc ocenę 7/10. Może nawet 7,5? Innymi słowy - warto się wybrać!

PS. *nie wspominając o innym bohaterze, który siedząc w statku kosmicznym, krzyczy: „nienawidzę kosmosu”. Zdaje się, że źle dobrał zawód

 12
  • Dudikon IP
    Z ciekawości przeczytałem tę recenzje i również odniosłem nieodparte wrażenie, że chyba oglądałem zupełnie inny film. TEN film jest po prostu nudny. I choć pomysł Prometeusza i Obcy:P. jest genialny to sama realizacja wydumana i głupia. Wzbudzenia jakie następowały od czasu do czasu nie utrzymywały należytego napięcia. Przerażające podczas oglądania Obcy:Przymierze było to, że nie czułem niepokoju ani strachu co było udziałem Obcego:Nostromo. Film obejrzałem i zapomniałem. Mój kolega też był i od tygodnia nikt z nas nie nawiązał rozmowy na temat filmu. Przeszedł bez echa. Szkoda.
    Dodaj odpowiedź 2 0
      Odpowiedzi: 0
    • Mariash IP
      Byłem, ale czytając recenzję wychodzi mi, że oglądaliśmy 2 różne filmy! To, że coś jest lepsze od "Prometeusza" to akurat żaden wyczyn, bo od tamtej bździny lepsza jest nawet reklama środka na hemoroidy! Toto jest zaledwie poprawne, ale porównywać poziomem do kanonicznej "czwórki" "Obcych" to nieporozumienie.
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • GGGGG_2005 IP
        Zgadza się!Film jest rzeczywiście świetnie zrobiony,wizualnie to mistrzostwo świata!Daję 7 momentami...8.Reszta malkontentów poniżej lub powyżej nie jest warta uwagi.Polecam film jako przednią rozrywkę dla fanów serii.
        Dodaj odpowiedź 1 2
          Odpowiedzi: 0
        • Green IP
          Ten film to zabałaganiony, dziurawy jak sito, pogubiony między różnymi stylami i polany pseudo-intelektualnym sosem niestrawny bigos, gorszy nawet niż Prometeusz. Okręślenie tego czegoś mianem godnego następcy tytułowego filmu, to po prostu kpina.
          Dodaj odpowiedź 5 1
            Odpowiedzi: 0
          • Olololo IP
            Chyba oglądaliśmy różne filmy. Za mną siedziała gimbaza i się jarała. A ja byłem zarzenowany tym widowiskiem. Obcymi 1 i 2 i proza tym już nic. Scott już jest za stary i kręci filmy dla malolatow.
            Dodaj odpowiedź 7 1
              Odpowiedzi: 1
            • Xenomorph IP
              Szkoda tylko że reżyserem jest Scott a nie Cameron bo aliens w jego reżyserii był o niebo lepszy niż alien Scotta który zresztą niemal zniszczył serię o obcym kręcąc Prometeusza gorszego nawet niż obcy3 i farsa pod tytułem obcy 4
              Dodaj odpowiedź 2 4
                Odpowiedzi: 1
              • dobrzejest IP
                Wreszcie zadowalająca mnie recenzja :)
                Dodaj odpowiedź 2 7
                  Odpowiedzi: 0
                • Cześć Jolu IP
                  Opisałeś się bratku. Dodałeś debilną zajawkę o PKiN, typową dla pokolenia zrodzonego już nie z męskiego nasienia, a ze styropianowego złomu rozpylonego w każym możliwym miejscu tego kraju - to rozumiem. Trzeba zarobić na chlebek i przypodobać się bezpośredniemu "jego wieliliciestwu". Ale film to odgrzewany kotlet, gniot. Żałosna kalka czegoś, co już ("Prometeusz") było ropnym pryszczem opatrzonym plastrem technologii FX. A tu nagle zrodziło się arcydzieło. Nie, nie wierzę, że nawet takiemu "bhawowi" mogło się to spodobać. To co? Dałeś się przekonać dystrybutorowi? Wycieczka dla dwóch osób. "Bhawo ty".
                  Dodaj odpowiedź 10 11
                    Odpowiedzi: 1

                  Czytaj także