GNIEW - rozmowa z duetem reżyserów

GNIEW - rozmowa z duetem reżyserów

Dodano: 
Ludwig i Paul Shammasian
Ludwig i Paul Shammasian / Źródło: BestFilm
“Gniew” w reżyserii Ludwiga i Paula Shammasian jest opartą na prawdziwych wydarzeniach opowieścią o (nie)radzeniu sobie z traumą z przeszłości, opartą na doświadczeniu samego scenarzysty. Skrypt autorstwa Geoffa Thompsona tak zachwycił Orlando Blooma, że sam zgłosił się do braci Shammasian, prosząc o możliwość udziału w projekcie. Film trafił na ekrany polskich kin 12 stycznia, a my mieliśmy możliwość porozmawiać z duetem reżyserów o procesie powstawania dzieła.

Michał Kaczoń, FILM: Wasz film “Gniew” rozwija pomyły, które eksplorowaliście już w filmie krótkometrażowym, „Romans 12:20”. Czy od samego początku planowaliście długi metraż?

Ludwig Shammasian: Szczerze mówiąc, zupełnie tego nie planowaliśmy. „Romans 12:20” to była nasza pierwsza współpraca ze scenarzystą, Geoffem Thompsonem, który oparł całą historię na własnym doświadczeniu. Kiedy natrafiliśmy na historię w jednej z jego książek (rozdział nazywał się niewinnie - „Uścisk Dłoni”), poczuliśmy że to jest coś, co chcemy zbadać w formie krótkiego metrażu. Spotkanie z oprawcą, uścisk dłoni, przebaczenie. Poczuliśmy, że to jest niezwykle filmowe. I tak się stało. W 2008 roku film ujrzał światło dzienne. Dopiero wiele, wiele lat później Geoff wrócił do tej historii i stwierdził, że jest w stanie opowiedzieć ją w pełniejszym zakresie, w dłuższym formacie. Sądzę, że jego stosunek do samej historii i do własnych doświadczeń zmienił się przez te lata. Spojrzał na te wydarzenia z innej strony i stwierdził, że jest w stanie powiedzieć coś więcej na temat molestowania, pokazać sprawę z szerszej perspektywy.

Uważam, że głównymi tematami wersji pełnometrażowej są wstyd, poczucie winy oraz niezrozumienie ze strony najbliższych. Ogromne tematy, których nie poruszyliśmy w krótkim metrażu, skupiając się raczej na samym bólu, stracie i kwestii przebaczenia. Przez lata Geoff dojrzał jednak, aby ugryźć także te aspekty historii.

Czy scenariusz pełnometrażowej wersji to w takim razie jedynie dzieło Geoffa Thompsona czy może Wy też dołożyliście swoje „trzy grosze” do nowego skryptu?

Ludwig Shammasian: Jako, że pracujemy ze sobą już od jakiegoś czasu, mamy to ogromne szczęście, że niezwykle sobie ufamy. Rozumiemy się wzajemnie i szanujemy swoje pomysły. Dlatego też, kiedy Geoff przedstawił pierwszą wersję scenariusza, nie mieliśmy oporów, by dopytać go o niektóre szczegóły i aby zastanowić się wspólnie, jak jeszcze lepiej moglibyśmy opowiedzieć tę historię. Praca nad skryptem, choć jest on zdecydowanie autorstwa Geoffa, polegała więc na tym, że przekonywaliśmy się wzajemnie do swoich pomysłów i wspólnie tworzyliśmy kolejne wersje tekstu.

Paul Shammasian: Tym, co w szczególności przykuło naszą uwagę w scenariuszu, była postać matki oraz jej skomplikowana relacja z synem. Wiedzieliśmy, że chcemy ten temat rozwinąć jeszcze bardziej. Gdy powiedzieliśmy o tym Geoffowi, a on zaczął pracować nad tym wątkiem, stwierdził, że czuje się nieswojo. Ten dyskomfort utwierdził go jednak w przekonaniu, że właśnie dlatego musi zmierzyć się z tym tematem, rozwinąć go jak najbardziej się da. Książką oraz krótkim metrażem poradził sobie w jakiś sposób z osobą księdza. Teraz uświadomił sobie, że spora część jego gniewu, jego niezgody, wynika z reakcji matki i jej zaprzeczenia całej sprawie. Wiedział wtedy, że musi uporać się z tymi uczuciami, przelać je na papier.

Dlaczego zdecydowaliście się, że kanwą opowieści będzie biblijny cytat, fragment Listu do Rzymian?

Paul: W naszej opowieści chodzi przede wszystkim o przebaczenie i siłę, która może z niego wynikać. Przebaczenie jako pierwszy krok ku odbudowaniu swojego życia, który pozwala oswobodzić się spod kieratu czyjejś dominacji. Często przyczyną molestowania jest bowiem poczucie bycia pod czyjąś kontrolą. Wybaczenie pozwala tę kontrolę odzyskać. Umożliwia oswobodzenie się spod odczuwalnej siły oprawcy. Wielu filozofów i myślicieli rozważało na temat roli przebaczenia i odkupienia, mogliśmy więc skorzystać z wielu dzieł kultury. Było jednak coś symbolicznego w tym, że to właśnie Biblia pomogła bohaterowi poradzić sobie z traumą, wywołaną przez księdza.

Wykorzystanie Biblii można czytać też w kontekście tego, że ludzie w podobnej sytuacji nie odrzucają religii jako takiej, bo są w stanie oddzielić czyn jednostki od samej instytucji i własnej wiary. To trochę jak z anegdotą o lekarzu dietetyku, który sam czasami jada w fast-foodach. Nie musisz zgadzać się z życiowymi wyborami lekarza, by słuchać jego rad i uznać je za warte uwagi. Tak samo jest tutaj – czyny jednostki nie są w stanie zachwiać twoją wiarą, jeśli jest ona silna i wynika z twoich własnych przekonań.

Ludwig: W alternatywnej wersji tej historii, moglibyśmy uciąć wszystkie religijne aspekty, a i tak w centrum opowieści pozostałyby te same tematy – strach, strata, wstyd i przebaczenie. Uznaliśmy jednak, że kontekst religijny jest ważny i dodaje coś tej historii. Ustawia ją w szerszym kontekście, wzmacnia przekaz i staje się głosem w sprawie.

W obydwu wersjach – krótkim i długim metrażu - widzimy, że ciało bohatera zdobią tatuaże. W obu wersjach różnią się one jednak od siebie. Jakie było dla Was znaczenie tatuaży i tych konkretnie wzorów dla całej historii?

Paul: Tatuaże były dla nas ważnym elementem od samego początku. Bohaterem naszego filmu jest mężczyzna molestowany seksualnie w dzieciństwie, chcieliśmy więc pokazać fizyczną manifestację tego czynu. Długo rozmawialiśmy na ten temat z Geoffem, który był niewielkim, niemal zniewieściałym chłopcem, który jednak w późniejszej części życia nabrał niemal podwójnej masy mięśniowej, aby w ten sposób stworzyć pewnego rodzaju mur, chroniący go od świata. Pomyśleliśmy, że także tatuaż może stać się tego rodzaju ochroną, czymś, co odgradza Cię od innych, sprawia, że wyglądasz groźniej. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się umieścić tatuaż na twarzy Malky’ego w krótkim metrażu.

W filmie fabularnym zdecydowaliśmy się jednak pójść inną ścieżką, nie tylko dlatego, że nie chcieliśmy szpecić pięknej facjaty Orlando Blooma. Zależało nam przede wszystkim, aby zaskoczyć widownię. W momencie, w którym Malky zdejmuje koszulkę i naszym oczom ukazuje się ciąg różnorodnych tatuaży, chcieliśmy by widz pomyślał – „ten facet jest wewnętrznie udręczony, cierpi”.

Jeśli zaś chodzi o sam design, to jest to dzieło makijażystki, Giny Trinchese, której przedstawiliśmy całą koncepcję naszego filmu i przekaz, jaki ma stać za wzorami na ciele bohatera. Chcieliśmy czegoś, co nie jest oczywiste i nie wiąże się bezpośrednio z przemocą, jak wielki nóż i sztylet, tylko odzwierciedla raczej psychologiczny aspekt całego problemu. Gina narysowała właśnie to, co widzimy na ekranie, a my instynktownie wiedzieliśmy, że to będzie stosowny wzór.

Niemal na samym początku filmu dostajemy scenę, w której Malky znęca się nad sobą, dokonując samogwałtu. Dlaczego zależało Wam, aby pokazać ten moment w tak drastyczny sposób i zrobić to na tak wczesnym etapie?

Paul: Zależało nam, aby pokazać tę scenę blisko początku, aby na jej podstawie ludzie zaczęli oceniać naszego bohatera i zastanawiać się dlaczego postępuje w ten sposób. Początkowy brak zrozumienia był zamierzonym efektem. Równocześnie sam akt jest silnie związany z rzeczywistym zachowaniem ofiar molestowania. Bardzo wiele osób opowiadało nam, że tak właśnie się zachowywało, przeżywając traumę. Stają przed lustrem (ten element jest bardzo ważny) i mówią do siebie: „Nienawidzę tego dzieciaka! Jest taki bezradny”. Sam czyn samogwałtu staje się wtedy sposobem na odzyskanie kontroli, na odzyskanie siły we własnym ciele. Powielając mechanizm wykorzystania, kontrolują „tego bezradnego dzieciaka”, który dopuścił, że coś takiego mu się przytrafiło. Ta scena miała być więc nieprzyjemna. Sądzę jednak, że wiele osób utożsami się z tym momentem.

W podobny sposób, w „Romans 12:20”, pokazaliście scenę samego ataku i molestowania. Co sprawiło, że zdecydowaliście się jej nie powielać w pełnym metrażu?

Ludwig: Nie sądzę, aby to była w pełni świadoma decyzja. Czuliśmy po prostu, że chcemy, aby pełnometrażowa wersja rozgrywała się w całości w czasie teraźniejszym, szła do przodu, do zwieńczenia. Nie widzieliśmy tu miejsca na retrospekcję. Poza tym, rozszerzając tematykę filmu, nie chcieliśmy powielać tego, co zrobiliśmy poprzednio. Traktowaliśmy to jak całkiem nowy projekt i szukaliśmy nowych sposobów, aby jak najlepiej opowiedzieć tę wersję historii. Scena molestowania nie miała tu racji bytu.

Uważam, że była to trafiona decyzja. Czasami zasugerowanie czegoś jest bardziej sugestywne niż pokazanie tego wprost. Nie wracając do przeszłości, mogliście pokazać konsekwencje samego czynu. Jedną z nich jest poczucie braku zrozumienia przez innych. Najmocniejszą sceną filmu jest dla mnie moment, w którym słyszymy, że matka mówi Malky’emu „To Ci się nie przytrafiło”. Jak sądzicie, dlaczego tak trudno jest niektórym uwierzyć w oskarżycielskie słowa najbliższych?

Paul: Wydaje mi się, że wcale nie chodzi tu o brak wiary. Chodzi raczej o to, że ludzie są nieprzygotowani na to, aby stawić czoła prawdzie. Uważam, że w naszym filmie matka w swoim wnętrzu wierzy synowi, ale poprzez sposób w jaki była wychowana, w sposób, w jaki uczestniczyła dotąd w życiu społeczności, przyzwyczaiła się, że trudne rzeczy raczej zamiata się pod dywan, a nie nadmiernie analizuje. Stawienie czoła problemowi wiąże się nie tylko z radzeniem sobie z poczuciem wstydu, ale także z odpowiedzialnością i pytaniami o to czy dało się takiej sytuacji uniknąć. Nie jesteśmy przygotowani do takich trudnych rozmów, a zatem, aby ich uniknąć, wolimy udawać, że nic się nie stało.

Ludwig: Innym problemem jest fakt nieumiejętności radzenia sobie z wszystkimi reperkusjami, które niesie za sobą uznanie takiego oskarżenia. Nie posiadając narzędzi, które mogłyby pomóc w tak trudnej sytuacji, człowiek w ramach mechanizmu obronnego i dla zachowania własnego dobrostanu, odruchowo zaprzecza takim słowom.

Paul: Uznanie prawdy wiąże się bowiem z kwestią całkowitego wywrócenia życia. Człowiek buduje swoje życie w społeczności, jest jej częścią, a z chwilą, w której musi uporać się ze spektrum emocji, wywołanych przez akt przemocy, wszystko wokół się zmienia. Stąd nie ma już odwrotu. W pewien sposób wszystko się traci i startuje z innej pozycji. Ludzie wokół są nagle „z tobą” albo „przeciwko tobie”; wierzą ci albo podważają twoje słowa. Nagle coś, co wydawało się oczywiste, staje się tematem do dyskusji.

Ludwig: W kontekście samej historii, wydaje mi się też, że matka jest nawet bardziej zagubiona od Malky’ego. On w końcu odnajduje jakiś zalążek sposobu na poradzenie sobie z traumą, na oswobodzenie się z poczucia winy, gniewu i demonów przeszłości. Ona nie. Jej do samego końca nie udaje się poradzić sobie z uczuciami, które wywołało to oskarżenie. Uważam, że przez to postać matki jest w zasadzie postacią tragiczną.

Niestety, nie da się nie zauważyć podobieństw między tym, o czym opowiada Wasz film, a tym co dzieje się obecnie w Hollywood, z oskarżeniami o molestowanie, które pojawiają się niemal z każdej strony. A przy tym wszystkim nadal ludzie zastanawiają się nad winą oskarżonych – po części dlatego, że ofiary mówią o tym, co je spotkało „po tak długim czasie”. Jak sądzicie – dlaczego tak właśnie się dzieje?

Paul: Sądzę, że jednym z największym problemów jest tak naprawdę wygodna pozycja, w której ludzie wygłaszają swoje sądy. Nie są zestresowani, nie stoją w sytuacji, w której od ich decyzji zależy reszta życia. Tak naprawdę nikt nie wie jak zachowa się w sytuacji kryzysowej. Ludzie nie wiedzą, jak naprawdę zareagują w chwili, w której przed ich oczami wybuchnie pożar. To, że myślą, że to wiedzą, to jedno, prawdziwa reakcja w czasie rzeczywistym, to coś zupełnie innego. Łatwo jest mówić: „to po co szła do tego pokoju hotelowego?”, kiedy siedzi się wygodnie na swojej kanapie, nie mając żadnej styczności z rynkiem filmowym i zasadami nim rządzącymi. To jest sytuacja, w której istnieje grupa osób, od których zdania zależy twoja przyszła kariera. Kiedy więc ktoś taki jak Harvey Weinstein, swego czasu jeden z najważniejszych producentów Hollywood, zaprasza cię do swojego pokoju hotelowego, w twojej głowie rodzi się wiele sprzecznych myśli, stajesz się zestresowana, narażona na atak, bezbronna. Nie wiesz co robić, ale boisz się o swoją karierę. Co zrobisz w takiej sytuacji?

Koronnym przykładem na różnicę między deklarowanym sposobem zachowania, a prawdziwym sposobem zachowania, niech będzie atak nożownika w londyńskim metrze kilka tygodni temu. W pełnej ludzi kolejce, trzech mężczyzn było w stanie sterroryzować tysięczne masy. Gdyby jednak zapytać kogokolwiek z tych ludzi, czy tysięczny tłum, mógłby stać się ofiarą trzech oprawców, wszyscy zgodnie powiedzieliby, że nie ma na to najmniejszej szansy. A jednak to właśnie się stało. Nikt nie wie jak zachowa się w danej sytuacji, ani jak poradzi sobie potem. Trudno jest więc oceniać innych, bez wglądu we wszystkie czynniki, które doprowadziły do konkretnej sytuacji.

Ludwig: Uważam zresztą, że to co dzieje się teraz to jedynie czubek góry lodowej. Sądzę, że problem jest dużo większy niż to, co zostaje w tym momencie nagłośnione. Uważam, że w całą sprawę zamieszane jest dużo więcej wpływowych osób i że jednym z problemów jest kultura współudziału. Nawet nie bezpośredniego, ale tego że zamiata się pewne rzeczy pod dywan, nie mówi o nich, nawet gdy wie się, że miały miejsce. Gdyby to dotyczyło pojedynczych jednostek, to sprawa wyjaśniłaby się szybko. Zostaliby zdemaskowani, potępieni, a temat zostałby zamknięty. Myślę, że to że te oskarżenia wyszły na jaw, było jedną z najlepszych rzeczy, które przytrafiły się w 2017 roku. Jeszcze rok temu ktoś, kto wygłaszał takie oskarżenia, mógł być odsunięty, uciszony. Teraz stało się to wreszcie tematem powszechnej dyskusji. Na dodatek fakt, że dopiero teraz możliwa jest rozmowa wprost na ten temat, pokazuje jak bardzo skażone i skorumpowane jest to środowisko. Dlaczego potrzeba było zmiany prądu morskiego, aby odkryć coś, co leżało na dnie?

W tym wszystkim warto wynotować też, że to, co się teraz dzieje, rzeczywiście ma związek z postawą „jesteś z nami lub przeciwko nam”. Spójrzmy na rozdanie Złotych Globów i czarny dress-code, w ramach solidarności z ofiarami. Od razu było wiadomo kto stoi po czyjej stronie. Nastąpiła diametralna zmiana w życiu wielu osób, a nie wszyscy są na to gotowi.

[UWAGA. Następne pytanie dotyczy zakończenia filmu, jego ostatniej sceny. Jeśli nie chcesz znać zakończenia przed seansem, prosimy o powrócenie do tego tekstu po obejrzeniu filmu].

W obydwu wersjach historii, film kończył się dramatycznym aktem dokonanym przez księdza. Zdecydowaliście się jednak zmienić miejsce akcji - z kościoła na łąkę przed rodzinnym domem. Dlaczego?

Paul: Szczerze mówiąc, pierwotnie film kończył się sceną wybaczenia. Później jednak dotarło do nas, że to nie jest prawdziwy koniec tej historii. Mieliśmy poczucie, że gdybyśmy skończyli film w tym momencie, poniekąd można by uznać, że „teraz wszystko jest w porządku. Malky wybaczył swojemu oprawcy, może ruszyć ze swoim życiem dalej”. I tak, i nie. Wybaczenie to tak naprawdę jedynie pierwszy krok w dalszej drodze radzenia sobie z traumą. Nie jest to rozwiązanie natychmiastowe, ani takie, które wymazuje dawne krzywdy. Oczywiście, dzięki niemu jakiś ciężar spadł wreszcie z pleców bohatera (tak jak ciężar spadł z pleców Geoffa), jednak trauma i jej reperkusje nadal pozostały, wciąż dotykają i bolą, wciąż są elementem życia. Zależało nam na tym, aby pokazać, że takie krzywdy nigdy tak naprawdę nie giną, a temat nie niknie.

Ludwig: Równocześnie ma to silny związek z czymś o czym rozmawialiśmy wcześniej – z tym, że molestowanie i jego następstwa nie są problemem jednostkowym, tylko dotykają wielu osób. W szczególności - rodziny ofiary. I problemu jak poradzić sobie ze świadomością, że jako rodzic nie obroniliśmy swojego dziecka przed tak wielką krzywdą. Z tego powodu zależało nam też na tym, aby mała dziewczynka była świadkiem tego wydarzenia. Chodziło przede wszystkim o to, że w ten sposób, któregoś dnia rodzice będą musieli jej wyjaśnić dlaczego stało się to, co się stało. Gdyby film skończył się po prostu sceną śmierci, mielibyśmy poczucie, że koszmar się skończył. Sprawiedliwości stało się zadość. Wydało nam się to jednak nieprawdziwe i nieszczere. Mimo swoistej sprawiedliwości, która została wymierzona, sam temat i haniebny czyn, nie został wymazany. On nadal będzie ciernią w boku wielu ludzi. Sęk tkwi w tym, że gdy dochodzi do tak haniebnych czynów, jak molestowanie nieletnich, koszmar nigdy się nie kończy. Kończąc nasz film w sposób, który widzimy na ekranie, temat molestowania i krzywda dokonana przez księdza dalej będzie zbierać swoje żniwo.

Warto dodać, że takie zakończenie spotkało się z całkowicie polaryzującymi opiniami. Niektórzy uznali je za karygodne i niepotrzebne. Jedna kobieta powiedziała nam nawet, że była zniesmaczona tym, co zobaczyła na ekranie. Tak jednak miało być – cały sęk tkwi w tym, byśmy czuli się wstrząśnięci i nie zgadzali na to, co widzimy. W pełni zgadzam się z tą kobietą. Ja też czuję się zniesmaczony tym, że dziecko musiało zobaczyć tak straszny czyn na własne oczy. Uważam jednak, że kończąc film w ten sposób udało nam się uniknąć poczucia, że oto „wymierzono sprawiedliwość” i teraz wszystko będzie dobrze. Nic nigdy nie będzie dobrze. Jedyne co możemy robić, to nauczyć się radzić sobie z traumą.

/ Źródło: FILM.COM.PL

Czytaj także

 0

Czytaj także