Pół na Pół

Pół na Pół

Dodano: 
Pół na Pół
Pół na Pół / Źródło: Hagi Film
„Pół na Pół” Alexandry Leclere, czyli komedia o nietypowym układzie małżeńskim to film, na którego pomysł mogli wpaść jedynie Francuzi.

Jean (Didier Bourdon) zdradza żonę. Ta dowiaduje się o tym w pierwszej scenie obrazu, przeglądając jego SMSy od kochanki. Następnie, w akcie zemsty, drukuje je i przychodzi na jego zajęcia szkolne, aby odczytać wiadomości. Mąż, czując się upokorzony, zrywa z Virgine (Isabelle Carré). Szybko jednak okazuje się, że jest z tego powodu niezwykle nieszczęśliwy. Sandrine (Valérie Bonneton) wpada więc na pewien przewrotny pomysł, który ma za zadanie przynieść radość wszystkim zainteresowanym. Otóż - kobiety podzielą się czasem mężczyzny, który będzie mieszkać raz u jednej, raz u drugiej. Tak zaczyna się szalona opowieść o nietypowej sytuacji rodzinnej, która zamiesza w życiu każdego z bohaterów.

„Pół na Pół”, przedstawiając niezwykle specyficzną sytuację, dotyka ważnych tematów. Przede wszystkim, reżyserka zdaje się zastanawiać co przynosi szczęście w małżeństwie i jak utrzymać zainteresowanie drugiej strony po latach wspólnego życia. Ważnym jest jednak, że film „dotyka” tych problemów, a nie w pełni je rozważa. Sytuacja wyjściowa staje się bowiem raczej pretekstem dla serii grubociosanych dowcipów, z których tylko nieliczne są naprawdę zabawne i urzekające, aniżeli analizą jakiegoś szerszego zjawiska.

Obraz staje się najciekawszy w chwilach, w których kobiety, początkowo pozytywnie nastawione do siebie nawzajem, zmieniają swój układ w żywą rywalizację o względy mężczyzny. Sposoby, w które próbują uprzykrzyć sobie wzajemnie życie, wykorzystując do tego celu samego męża, jest niezwykle pomysłowy i potrafiący budzić emocje.

Równocześnie „Pół na Pół” stanowi nietypową lekcję tolerancji wobec decyzji innych ludzi. Najlepiej widać to w scenie imprezy z okazji piętnastolecia małżeństwa, podczas której kochanka całuje męża na oczach wszystkich, a tłum… oklaskuje to, co widzi. Scena ta początkowa budzi pewną konsternację. Nie wydaje się to bowiem moment, który powinien zyskać czyjkolwiek przyklask. Z drugiej strony taki obrót spraw, pokazuje akceptację znajomych na świadomą i przemyślaną decyzję samych zainteresowanych. Skoro małżonkowie dobrze czują się w takim układzie, to czemu nie cieszyć się ich szczęściem? Mimo, że zaproponowane przez bohaterów rozwiązanie jest niekonwencjonalne i niespotykane, nie spotyka ich z powodu jego wprowadzenia żaden ostracyzm społeczny. W prosty sposób pokazano więc, że znajomi nie mają problemu z czymś, co wydaje się przynosić szczęście gospodarzom. Żyj i daj żyć innym, zdaje się mówić reżyserka.

Jest jednak w tym filmie kilka scen, które pojawiają się raz i nie mają żadnego wpływu na akcję, a wydaje się, że w jakikolwiek powinny zostać rozwinięte. Jedną z nich jest chociażby moment w sklepie, gdy matka kupuje puszkowane jedzenie dla psa, a syn pyta ją wtedy: „będziemy mieli pieska?”. Kobieta, zamiast odpowiedzieć dziecku, tylko… uderza go w twarz. Moment dziwny i niepotrzebny, gdyż nie jest niczym uzasadniony, ani nie wnosi nic do akcji. Jedynie dystansuje nas od bohaterki, której mogliśmy dotychczas kibicować. A choć wiem, że Francuzi uważają uderzenie w policzek gorszym niż klaps w tyłek, należy się zastanowić dlaczego w ogóle matka zdecydowała się tak odpowiedzieć na w pełni uzasadnione pytanie syna. Jej reakcja wydaje się co najmniej dziwna. Jeszcze dziwniejsze jest to, że scena ta nie ma żadnego odniesienia do reszty obrazu i nie zostaje ani razu poruszona (mowa o uderzeniu, nie o przeznaczeniu psiego jedzenia). W filmie, który sporo czasu poświęca na opowiedzeniu historii o konsekwencjach swoich czynów, umieszczenie takiego momentu, bez żadnego rozwinięcia, wydaje się dużym błędem.

Mimo wszystko „Pół na Pół” całkiem przyjemnie się ogląda. Kilkakrotnie z ekranu padną ciekawe uwagi, (jak ta, że tylko „winni i prawdziwie zakochani kupują kwiaty”), niektóre zaskoczą nas swoją bezpośredniością, a inne po prostu wpiszą się w sztafaż zagrań znanych z francuskich komedii. Film wprawdzie nie zostanie w naszych głowach na dłużej, ale też nie będziemy narzekać, że mieliśmy szansę go obejrzeć. Dzieło jest więc, tak jak zapowiadał sam tytuł, pół na pół.

Ocena: 6/10 

/ Źródło: FILM.COM.PL

Czytaj także

 0

Czytaj także