Berlinale '16 - Dzień 1 - relacja

Berlinale '16 - Dzień 1 - relacja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ave, Cazar!, Hail, Caesar! (2016)
Ave, Cazar!, Hail, Caesar! (2016) / Źródło: Universal Pictures
Pierwszy dzień 66. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Berlinale był dniem obfitującym w intrygujące wydarzenia. Dwie światowe premiery, otwierające dwie sekcje festiwalu (Konkurs Główny oraz Panoramę), dwie konferencje prasowe z gwiazdami pierwszego formatu oraz czerwony dywan z bliska, to bilans pierwszego dnia naszego wysłannika, Michała Kaczonia.

Hail Casear!” Joela i Ethana Coenów, to ciekawe, zabawne dzieło, z nostalgią odbudowujące Hollywood lat 50. Film rozpoczynający się nietypowym porwaniem znanej gwiazdy filmowej, zahacza o różnorodne tematy, dotykające branży rozrywkowej i samego Hollywood w Złotej Erze Systemu Studiów Filmowych. Podążając za losami Eddiego Mannixa (Josh Brolin), przyglądamy się nietypowym rzeczom, którym musi zajmować się na codzień. Pomijając tajemnicze porwanie oraz niesnaski na tle reżyser - główny aktor (świetne sekwencje z udziałem Ralpha Fiennesa i Aldena Ehrenreicha), Mannix musi zajmować się także życiem prywatnym swojej młodej popularnej gwiazdy - DeeAnny Moran (Scarlett Johannson) oraz meandrować w głębokich wodach informacji i dezinformacji prasy, w osobie wyśmienitej Tildy Swinton, grające w filmie podwójną, niezwykle humorystyczną rolę.

Film jest najciekawszy w momentach najmniej rozwiniętych czasowo - w wątkach, które są wyjątkowo krótkie, jedynie zaznaczone, wspomniane w niewielkiej skali. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia adopcji własnego dziecka, dla zachowania dobrego wizerunku „grzecznej gwiazdy”, czy niezwykle urokliwy wątek trudów przejścia słynnego aktora westernowego do filmów dźwiękowych. Wątki te nie dostają zbyt wiele czasu ekranowego, jednak są tak dobrze poprowadzone, że chciałoby oglądać się je dłużej. Uczucie niedosytu jest jednak w biznesie rozrywkowym lepsze niż uczucie przesytu, więc może dobrze, że wątki te zostały ograniczone do minimum, dzięki czemu mogą silnie oddziaływać na widza.

Najnowszy film Coenów jest niezły, chwilami bardzo zabawny, a mimo wszystko jest to raczej dzieło jednorazowego użytku, do którego nie będzie wracać się z nostalgią. Na jeden porządny seans sprawdza się jednak w sam raz. 

Ocena: 6,5/10

Drugą premierą był światowy debiut czesko-polskiej koprodukcji „Ja, Olga Hepnarova” Petra Kazdy i Tomasa Weinreba. To ciekawa próba wiwisekcji zwichrowanego umysłu młodej Czeszki, która czując się niezrozumiana przez świat i swoje otoczenie, postanawia zemścić się na innych, aby zaznaczyć bolączki zarówno swoje, jak i osób, które spotkał podobny los. Olga (Michalina Olszańska) czuje się bowiem nękana przez rodzinę, znajomych i społeczeństwo jako takie. Znajdując drastyczny i dramatyczny sposób na to, aby odegrać się na świecie, chce zwrócić uwagę na „szerszy problem”. Ciekawy, oparty na faktach temat, z wykonaniem, które lepiej sprawdziłoby się w krótkim metrażu. Obraz bowiem na siłę wydłuża czas swojego trwania, wielokrotnie powielając sceny o tym samym emocjonalnym wydźwięku. Cała rola Hepnarovej w wizji filmowców opiera się bowiem na patrzeniu w przestrzeń i wydmuchwaniu papierosowego dymu. Twórcy lubują się też w ukazywaniu licznych zbliżeń seksualnych dziewczyny. Niby obie te rzeczy mają nadać rysu charakterologicznego bohaterce, jednak powtarzane nadmiernie, przestają nieść ze sobą jakiekolwiek znaczenia.

Twórcy na konferencji po pokazie mówili, że chcieli skupić się bardziej na emocjach związanych z tą opowieścią, a nie na poszczególnych faktach, wydarzeniach. Pewnie dlatego ich opowieść zarysowuje jedynie główne zarzewie problemu i tak naprawdę nie dowiadujemy się zbyt dużo o postaci Olgi Hapnarovej. Co jednak gorsze - nie odczuwamy też szczególnie wiele emocji, oglądając beznamiętny sposób zachowania głównej bohaterki, która wszystkie stany emocjonalne przeżywa wewnętrznie. „Skąd taka smutna mina”, pyta ją w którymś momencie jeden z bohaterów. „To nie smutna mina, ja po prostu taką mam twarz”, odpowiada bohaterka. Ten beznamiętny wyraz twarzy, niestety udziela się także widzowi, który z podobną miną kończy seans filmu „Ja, Olga Hapnarova”. Film z niewykorzystanym potencjałem.

Ocena: 4/10



Konferencja prasowa „Hail Caesar!” upłynęła w wyjątkowo luźnej miłej atmosferze, niemalże jak z kumplami na piwie. Wszystko za sprawą luzu, charyzmy i komediowego wyczucia George’a Clooneya, który rozpoczął od rewelacji, że Coenowie nie są tak naprawdę braćmi, a następnie przechodząc do bycia moderatorem pytania o to, jak jest pracować u Coenów. Kierując pytanie do Aldena, powiedział: „Jak czułeś się, gdy Coenowie zadzwonili do CIebie, żeby zaoferować Ci rolę? A, Ty przecież brałeś udział w castingu, to inaczej”, co wzbudziło gromki śmiech zgromadzonej na sali męskiej części obsady. Żartom nie było końca, a miła atmosfera udzieliła się zebranym na sali dziennikarzom.

Zachęcamy też do częstych odwiedzin naszych social-media: Facebooka, Twittera, a w szczególności Instagrama, gdyż tam, na bieżąco prowadzimy relację foto, gdzie odnaleźć można takie perełki, jak ta poniżej.


Czytaj także

 0

Czytaj także