Warcraft: Początek - fantastyczna przygoda

Warcraft: Początek - fantastyczna przygoda

Dodano:   /  Zmieniono: 1
kadr z filmu
kadr z filmu "Warcraft: Początek" (2016) / Źródło: Filmostrada
Po wielu latach batalii toczonej o ekranizację gry komputerowej „Warcraft”, stery adaptacji powierzono twórcy rewelacyjnego „Moon” z 2009 roku – Duncanowi Jonesowi. Efektem jest film, który choć nie udźwignął oczekiwań i w wielu aspektach rozczarował fanów, imponuje szatą wizualną i pozwala mieć nadzieję, że planowana saga jeszcze wzniesie się na poziom klasyków kina fantasy.

Fabuła „Warcraft: Początek” przedstawia zetknięcie dwóch ras – żyjących w ciągłym ogniu wojny wojowniczych orków oraz ceniących pokój ludzi. Gdy ci pierwsi są zmuszeni opuścić swoje rodzime ziemie, przewodniczący im mag Gul’Dan (Daniel Wu) otwiera portal do Azeroth, czyli świata rządzonego przez króla Llane’a (Dominic Cooper). Zjednoczone plemiona żądnych krwi orków zalewają królestwo ludzi, zaś ich niszczycielską inwazję przerwać mogą jedynie czarodziej Khadgar (Ben Schnetzer) oraz prawa ręka Llane’a – Lothar (Travis Fimmel).

W 2009 roku James Cameron ubrał disneyowską „Pocahontas” w nowe szaty, wgniatając w fotel widownię światem wyczarowanym w 3D. Postawił tym samym poprzeczkę bardzo wysoko dla kolejnych widowisk ze świata fantasy i science fiction. Przyklaskując Duncanowi Jonesowi można jednak śmiało twierdzić, że strona wizualna „Warcraft: Początek” jest co najmniej równie zachwycająca, co ta w „Avatarze” Camerona. Stworzeni komputerowo orkowie to prawdziwe dzieła sztuki, które paradoksalnie, są bardziej „ludzkie” niż mimozy zamieszkujące królestwo Llane’a. Z zastępów komputerowo wygenerowanych osiłków maszerujących pod batutą demonicznego Gul’Dana, najbardziej wyróżnia się Durotan (odegrany przez Toby’ego Kebbella). Jego osobista krucjata względem potężnego przewodnika orków to nie tylko najlepiej poprowadzony, ale najbardziej wiarygodny wątek. Do samego wyglądu orków należy dołożyć zróżnicowanie świata Azeroth, które także wprawia w zachwyt. Od mroźnych krain, przez soczyście zielone lasy i knieje, a skończywszy na wyschniętych równinach – całość jest wizualnie „wychuchana” i przepysznie barwna.

Niestety, ten przepych nie może spuścić zasłony dymnej na ewidentne wady eposu Jonesa. Największych rozmiarów bolączką jest obsada. Travis Fimmel jako Lothar to postać pozbawiona uroku, rzucająca kiepskimi żartami na prawo i lewo, jakby desperacko szukając atencji pośród publiczności. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż jak mówi przysłowie - im dalej w las, tym ciemniej. Dominic Cooper kole w oczy drewnianym aktorstwem w roli jednowymiarowego, przerysowanego do granic możliwości króla Llane’a, zaś Ben Schnetzer jako mag Khadgar jest fatalnie dobrany do swojej roli i wprost irytująco nijaki.

Kolejnym problemem filmu Duncana Jonesa jest fabuła. Świat znany z gry „Warcraft” jest na tyle obszernym, złożonym i trudnym tematem, że jakakolwiek próba jego filmowej adaptacji musiała wymusić szereg skrótów i cięć. To jest powodem rozlicznych dziur fabularnych, które dla części widowni niezaznajomionej z materiałem źródłowym, będą po prostu wyglądały jak scenariopisarski bubel. Z jednej strony Jones prezentuje nam zatem rozsądnie poprowadzony wątek Durotana, w którym motywy bohatera są zrozumiałe i wiarygodne, ale zaraz obok pojawia się marionetkowy Llane i jego mgliste rozumowanie, czy poboczna historia Khadgara, która nie ma jasnego przełożenia na przebieg konfliktu orków i ludzi.

Oglądając „Warcraft: Początek” nie sposób nie odnieść wrażenia, że to jedynie niedopracowany wstęp, szykujący grunt pod epicką sagę. Ambicja jest w nim wszechobecna. Jednak, aby dołączyć do grona wielkich pokroju Władcy Pierścieni, Jones musi dokonać gruntownego rekonesansu inwentarza w swoich szeregach. Skoro wreszcie otrzymaliśmy próbkę - wadliwą, ale wizualnie zachwycającą - tego, co filmowy „Warcraft” może nam dać, stało się jasne, jakie widowisko da się z tego materiału wykrzesać.

Ocena: 6/10

 1
  • Kolega Ignacy IP
    Ja tam nie odniosłem wrażenia że "to jedynie niedopracowany wstęp" ale może dlatego że kiedyś grałem we wszystkie części Warcrafta a film jest przeniesieniem fabuły gry na duży ekran. Zresztą robiony jest przez fanów gry i głównie dla fanów których na świecie są miliony. Największą głupotą jednak w recenzji tego filmu to popisał się redaktor z Guardiana który napisał że jest to prawicowa propaganda a orkowie to niby imigranci którzy szturmują Europę. Przypomnę że pierwsza sfilmowana część gry powstała w 1994 roku i ciekawi mnie co napiszą o drugiej części gdy orkowie trafią do obozów internowania.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także