Bodom - fiński las pełen tajemnic

Bodom - fiński las pełen tajemnic

Dodano: 
kadr z filmu "Bodom" (2016)
kadr z filmu "Bodom" (2016) / Źródło: FestMakabra.pl
Skandynawskie kino ma swoją tradycję w kinowej sztuce straszenia. Fiński thriller „Bodom”, chociaż daleki od szalonego „Zombie SS”, czy krwiście brutalnego „Hotelu zła”, także wpasowuje się w ten osobliwy nurt naszych północnych sąsiadów. Jest tajemniczo, klimatycznie, a nawet z artystycznym zacięciem, lecz przede wszystkim – nieprzewidywalnie.

Czworo znajomych ze szkoły wybiera się na biwak do miejsca, gdzie na początku lat 60. doszło do brutalnego morderstwa. Chcąc dokonać rekonstrukcji wydarzeń sprzed lat, bohaterowie szybko pojmują, że zagrożenie czyha nie tylko ze strony tajemnic skrywanych przez to przeklęte miejsce.

Już od pierwszych minut, Taneli Mustonen - reżyser „Bodom” - udowadnia, że jego film nie będzie tandetnym, slapstickowym slasherem. Próżno szukać w tym fińskim thrillerze taniej, dosłownej przemocy, rodem z amerykańskich produkcji pokroju „Piły” czy „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”. Mustonen znajduje bowiem inny sposób, by uwieść widza, wodząc go za nos figlarną fabułą. Na pierwszy plan wysuwa wzajemne relacje czwórki bohaterów, a wnikając w retrospekcje z ich życia i dobudowując spory kawałek fabuły wokół nich, znacznie wykracza poza sztampowy motyw nastolatków zażynanych w lesie.

Ta szalona fabuła sprawia mu czasem problemy – reżyser gubi odpowiednie tempo, czego efektem są nudniejsze fragmenty, pozbawione polotu. Zbyt wiele czasu poświęca na wprowadzenie widza w samą historię, którą i tak następnie tnie perwersyjnie na kawałki i rozbiera na czynniki pierwsze. Nie powala również obsada. Mimo tego, że czwórka bohaterów nie jest napędzana jedynie seksualnymi potrzebami, jak w tego typu horrorach często bywa, nie buduje też wyraźnej więzi z widzem. W efekcie, ich los – a przynajmniej części z nich – będzie nam zatem całkowicie obojętny.

„Bodom” nadrabia jednak tę sinusoidalną tendencję samym wykonaniem, stroną techniczną. Ujęcia z lotu ptaka nadają bezkresnym lasom chłodu i pewnego hermetycznego odosobnienia, zaś dynamiczna kamera buduje napięcie, gdy Mustonen daje swoim bohaterom w kość. Czuć przez to inspiracje nowoczesnymi thrillerami, jak chociażby „Labiryntem” Denisa Villeneuve’a, „Siedmioma dniami” Daniela Grou, czy niektórymi filmami Davida Finchera. Fiński reżyser czerpie garściami z poprzedników, ale robi to świadomie – nie próbuje redefiniować gatunku. Jego celem jest raczej udowodnienie, że film o grupce nastolatków w lesie nie musi być nieznośnie głupi.

„Bodom” jest przyjemną odmianą dla fanów mocnych wrażeń. To film z zaskakująco świeżą i nieprzewidywalną fabułą, która zmusza widza do zabawy w Sherlocka Holmesa. Przymykając zatem oko na oczywiste mankamenty propozycji Mustonena, warto dać jego thrillerowi szansę. Bowiem w dobie horrowej posuchy XXI wieku, każda odmiana jak właśnie „Bodom”, jest na wagę złota.

Autor: Kajetan Wyrzykowski, autor bloga Unusual Motion Pictures

 0

Czytaj także