5 powodów dla których warto obejrzeć „Małżeńskie Porachunki”

5 powodów dla których warto obejrzeć „Małżeńskie Porachunki”

Dodano: 
kadr z filmu "Małżeńskie Porachunki" (2017)
kadr z filmu "Małżeńskie Porachunki" (2017) / Źródło: M2Films
„Małżeńskie porachunki” - duńska komedia o dwóch przyjaciołach, którzy postanawiają się rozwieść ze swoimi żonami, już od jutra w polskich kinach. Z tej okazji zebraliśmy dla Was kilka powodów, dla których warto sięgnąć po film.

1.Kiedy zabójstwo jest tańsze niż rozwód, wiedz, że coś się dzieje.

Punkt wyjściowy filmu można by streścić w krótki sposób: Z miłości robi się dziwne rzeczy. Dla seksu robi się dziwne rzeczy. Jednak brak seksu sprawia, że robi się najdziwniejsze wariactwa.

Dwóch przyjaciół, niezadowolonych ze swojego pożycia małżeńskiego, stwierdza, że najwyższy czas zmienić swoje życie. Jednak, kiedy okazuje się, że rozwód będzie niezwykle kosztownym interesem, a na dodatek żony dostaną ponad połowę ogromnego majątku, przyjaciele popadają w rozpacz. A wtedy idą pić. Podczas pijackiej nocy jeden z nich „przypadkowo” zamawia przez Internet płatnego zabójcę. Jakże jest zdziwiony, gdy ten następnego dnia pojawia się w miasteczku. „Nie próbujcie tego w domu”, chciałoby się rzec, oglądając kolejne sceny komedii omyłek, które rozpocznie się w tym momencie.

2. Marcin Dorociński, jakiego jeszcze nie znacie

Zabójcą, wynajętym przez przyjaciół, okazuje się Igor, mieszkaniec wschodniej Europy, który nie tylko pije niespotykane ilości alkoholu, ale także żyje wedle niezwykle prostej filozofii życiowej: „Jeśli inni nie są szczęśliwi, po prostu ich zabijam”. Życie bez szczęścia to w końcu żadne życie. Dosłownie. Dorociński jest w swojej roli niczym eksplodujący wulkan, który swoją charyzmą, specyficznym poczuciem humoru i dosadnością postaw, wielokrotnie kradnie ekran tylko dla siebie. Wytatuowany pijak, który bez trudu rozwiązuje problemy innych, to rola, jakiej w karierze aktora jeszcze nie było. Polak, grający Ukraińca, z rodziną w Rosji, to prawdziwa mieszanka wybuchowa i jeden z ciekawszych elementów całego obrazu.

3. Humorystyczne wykorzystanie stereotypów

Pijany Rosjanin, który nie rozstaje się z butelką wódki; Duńczycy, którzy w zachowawczych pozach starają się nie okazywać nadmiaru emocji; arabski taksówkarz, kłócący się z klientami, czy homoseksualny instruktor tańca, który swoim południowoamerykański luzem, próbuje nauczyć bohaterów czym są prawdziwe uroki życia - to jedynie kilkoro z bohaterów, którzy przewiną się przez świat wykreowany przez Ole Bornedala. Reżyser świadomie i konsekwentnie angażuje różnorodne stereotypy, uwypukla różnice w temperamencie i podejściu do życia, aby w ten sposób pokazać, że mimo różnic, bohaterów łączy wspólny cel - pragnienie szczęścia.

4. Mieszanie gatunków komedii

Reżyser postawił sobie za zadanie jak najbardziej rozbawić widza. Do tego celu wykorzystuje cały zaprzęg różnorodnych stylistyk, żarcików, heheszek, czy bon-motów - od humoru bazującego na różnicach temperamentu, przez slapstick czy rubaszną dosadność rodem z „American Pie”. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Na ekranie wielokrotnie widać zamiłowanie reżysera do produkcji Todda Phillipsa (seria „Kac Vegas”), czy Paula Feiga („Druhny”), które przerabia jednak na własny sposób, a następnie rzuca dosłownym odniesieniem do „Głupiego i Głupszego” Braci Farrelly.

5. Duński dream-team

Nicolas Bro i Urlich Thomsen to aktorzy, którzy przewijają się w najważniejszych duńskich produkcjach od lat. W tym tych, które z dużym sukcesem trafiają na polskie ekrany - „Jabłka Adama” Jensena, „Komuna” Vinterberga, „Bracia” i „Druga Szansa” Susanne Bier, czy „Zakochani widzą słonie” Dagura Kariego to tylko kilka z tytułów filmów, w których mogliśmy oglądać ich przez lata. Teraz pokazują swoje nowe oblicze, grając parę przyjaciół, którzy uzupełniają się jak sandały i białe skarpetki, raz za razem wywołując uśmiech widowni.

Czytaj także

 0

Czytaj także