Matka. Małomiasteczkowa zbrodnia.

Matka. Małomiasteczkowa zbrodnia.

Dodano: 1
kadr z filmu "Matka" (2016)
kadr z filmu "Matka" (2016) / Źródło: Aurora Films
„Matka” („Ema”) Kadri Kõusaar - tegoroczny estoński pretendent do Oscarowej nominacji to historia kryminalna, ubrana w szaty rodzinnego dramatu.

Historia przedstawiona w „Matce” rozgrywa się w większości w jednym domostwie i przydomowym ogrodzie. To tutaj Elsa (Tiina Mälberg) opiekuje się swoim sparaliżowanym synem, codziennie myjąc go, przewijając i podając jedzenie. Mężczyznę odwiedza także pielęgniarka, jak i wielu znajomych, przyjaciół, czy wreszcie… policjantów. W trakcie trwania obrazu dowiemy się bowiem, że Lauri (Siim Maaten) został sparaliżowany w wyniku udziału w strzelaninie. Przyczyny zbrodni są nieznane. Sprawą zajmuje się lokalny policjant, który relokował się do małego miasteczka, uznając, że w takich warunkach zazna więcej spokoju. Do pewnego momentu rzeczywiście tak było. Teraz za wszelką cenę próbuje rozwikłać przyczynę tragedii. Odkrywanie poszlak to jednak żmudny proces. Jedynym punktem zaczepienia jest to, że przed śmiercią, Lauri wypłacił ze swojego konta dużą sumę pieniędzy. Sęk tkwi w tym, że nikt nie wie co się z nimi stało. A pokaźny przypływ gotówki to przecież znakomity motyw zbrodni.

Dochodzenie toczy się jednak zupełnie gdzie indziej. Uwaga widza kierowana jest na powtarzalną codzienność życia matki oraz sparaliżowanego syna, który staje się powiernikiem sekretów swoich znajomych. To zaś sprawia, że niemal w każdej scenie zastanawiamy się czy osoba, która w danym momencie odwiedza chłopaka, mogłaby być tą, która dosłownie umiejscowiła go w tym położeniu.

„Matka” pod wieloma względami stanowi przekrój małomiasteczkowości - wzajemnych powiązań między sąsiadami oraz unaocznieniem, że w takiej społeczności żadne sekrety nie pozostaną ukryte - każdy wie o sobie niemal wszystko. Poprzez kolejnych gości Lauriego dowiadujemy się także coraz więcej o ewentualnych powodach, które mogły doprowadzić do tragedii.

Tym, co przyciąga w szczególności, jest wrzucenie widza w sam środek tego małomiejskiego sposobu bycia. Dzieje się tak w ogromnej mierze za sprawą ciekawej pracy kamery. Wielokroć dostajemy jazdy kamery niczym z ręki, a poszczególne fragmenty historii oglądamy z perspektywy uchylonych drzwi. Obiektyw staje się przez to jak gdyby trzecim widzem, osobą która z ukrycia podsłuchuje, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami domostwa. Warte wynotowania jest w szczególności to, że sami bohaterowie kilkakrotnie rzeczywiście podsłuchują pod drzwiami, co sprawia, że taka praca kamery każe domyślać się widzowi czy to matka rzeczywiście słyszy to, co ma miejsce w pokoju syna, czy tym razem jest to tylko scena skierowana do zewnętrznego obserwatora w sali kinowej.

„Matka” to kino powolne, stonowane, rozgrywające dramaty pod powierzchnią. Wielokrotnie ukazując rzeczy, które stereotypowo rzekło się pokazywać w kinie europejskim (bohaterowie raz za razem jedzą brzydkie potrawy, na które w dużej mierze składają się ziemniaki), reżyser odciąga uwagę widza od kryminalnej kwestii swojej historii, by w finale obrócić wszystko do góry nogami. Końcówka obrazu każe widzowi zrewidować to, co widział do tej pory i samemu ułożyć puzzle z porozrzucanych w trakcie seansu elementów. Jeśli nie będzie chciał tego zrobić, może, tak jak ojciec bohatera, usnąć na fotelu przed ekranem. Wybór należy do nas.

Czytaj także

 1
  • Andrzej Lisiak IP
    Nie oglądałem i prawdopodobnie nigdy nie będę oglądał - przynajmniej w całości. Z pewnością bzdet, który i tak w końcu trafi do kanału telewizyjnego: "kino mówi" albo do bzdetów które promuje Torbicka czyli "kocham kino".
    Rozpisałbym się szerzej nawet na podstawie tej zapowiedzi, ale tu nie ma z kim podyskutować o kulturze kinowej, bo tu sami wielbiciele "talentu" Torbickiej, która ma za zadanie pseudo nowoczesnością zniszczyć normalne kino.
    Dodaj odpowiedź 0 3
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także