Not a cool party… - The Party (2017)

Not a cool party… - The Party (2017)

Dodano: 
Not a cool party… - The Party (2017)
Not a cool party… - The Party (2017) / Źródło: Aurora Films
Sally Potter w nieco ponad godzinę metrażu osiąga w „The Party” sukces, którego pozazdrościć może wielu wybitnych reżyserów. Jej film nie tylko bawi swoim absurdem, czy też rzuca odważne komentarze dotyczące politycznego „stanu rzeczy”, ale zachwyca swoją skromną formą, stawiając na piedestale sztukę aktorstwa.

Przewrotna komedia Sally Potter to dyskusja inteligenckich „wyższych sfer”, które stają w obliczu przyziemnych, ludzkich emocji. Gdy Janet (Kristin Scott Thomas) zostaje mianowana ministrem służby zdrowia, postanawia wyprawić małe przyjęcie dla kilku gości. Spotkanie szybko zamienia się w prawdziwy koszmar, w którym pierwsze skrzypce gra niechciana prawda.

Gdy w otwierającej scenie drżąca dłoń Janet mierzy pistoletem prosto w kamerę, Sally Potter oznajmia widzowi, że tytułowe spotkanie towarzyskie nie mogło przebiec po myśli protagonistki. Reżyserka w bardzo rozsądny, przemyślany sposób dochodzi do tej kulminacji. Pozornie śpieszy jej się z wprowadzeniem wszystkich bohaterów. Robi to jednak tylko po to, by dać im potem czas na ekranowy rozkwit. Wzajemne tarcia przeróżnych osobowości stanowią bowiem o sile „The Party”. Idealiści ścierają się z materialistami, zaś oderwani od rzeczywistości z pragmatykami. Janet, która jest wierna partyjnej myśli, nie pasuje do wypalonego Billa (Timothy Spall), przeintelektualizowany Gottfried z damulkowatą April to doradcy, których szybko mamy dosyć, zaś naćpany Tom (Cillian Murphy) służy jako monumentalny symbol zepsutego kapitalizmu. Dyskutują oni o wszystkim, co drażliwe – o religii, o in vitro, o karierze. Zaś im głębiej Sally Potter wierci w ich umysłach, tym bardziej obnaża ich prawdziwe oblicza, wciągając jednocześnie widza w ten wyśmienity spektakl.

Prawdziwą sztuką jest zatem nakreślenie tych postaci oraz relacji ich łączących. Reżyserkę interesują emocje – skrywane pod górnolotnymi wywodami, chowane za wymówką o karierze i zmęczeniu. Jej bohaterowie to wulkany, które z kieliszkami w dłoniach wypiją zdrowie Janet, z przyklejonymi uśmiechami na twarzach. Potter nie chce jednak doprowadzić do eskalacji przemocy, niczym Quentin Tarantino w „Nienawistnej ósemce”. Jej bohaterowie to zwykli ludzie, którzy złapani we własne pułapki, wzajemnie zmuszają się do tego, by się z nich uwolnić.

Tytułowe „party” w filmie Potter można zatem rozumieć dwuznacznie. Z jednej strony to okazja do spotkania, które na oczach widza przemienia się w pseudo-psychologiczną sesję grupowego katharsis. Z drugiej zaś to partia, której niefizyczna obecność jest kluczowa dla fabuły. Potter zadaje więc pytanie – czy gdyby bohaterowie „The Party” odstawili na bok swoje napuszone wyznania i ideały, a pozwolili emocjom wyjśc z cienia znacznie wcześniej, mogliby uniknąć całego zamieszania? 

Autor: Kajetan Wyrzykowski, Unusual Motion Pictures

Czytaj także

 0

Czytaj także