Wyleczcie moją żonę! – Suka (2017)

Wyleczcie moją żonę! – Suka (2017)

Dodano: 
Wyleczcie moją żonę! – Suka (2017)
Wyleczcie moją żonę! – Suka (2017)
Marianna Palka proponuje w „Suce” zwariowany eksperyment. Na pierwszy rzut oka to niewyobrażalnie głupia komedia. Jednak im dłużej zostaniemy z filmem reżyserki, tym więcej mądrości w nim zobaczymy. W połączeniu ze świetnym aktorstwem Jasona Rittera i równie awangardową ścieżką dźwiękową, otrzymujemy jeden z ciekawszych filmów tegorocznej edycji wrocławskich Nowych Horyzontów.

Małżeństwo państwa Hart tylko pozornie wygląda na szczęśliwe. Bill (Jason Ritter) całe dnie spędza w pracy, romansując z jedną z koleżanek, zaś Jill wegetuje w zawodzie „mama”, z czwórką dzieci na głowie. Pewnego dnia, czara goryczy się przelewa, zaś kobieta dostaje przedziwnej choroby psychicznej – zamienia się w psa. Bill zrobi wszystko, by wyleczyć żonę i wrócić do stanu rzeczy, który zna.

Opis filmu „Suka” definitywnie wskazuje na kretyński, filmowy wygłup – coś, do czego alkohol na podorędziu byłby niezbędny. Wyjściowy koncept zwiastuje katastrofę – główna bohaterka zamyka się w piwnicy, zaczyna szczekać i robić pod siebie. Następnie jej mąż mdleje, gdy odpowiedzialność za dzieci spada na niego, wietrząc problemy w pracy. Wszystkiemu przygrywa eksperymentalny nu-jazz. Po piętnastu minutach można zadać sobie tylko jedno pytanie: czy leci z nami pilot?

To wszystko to jednak tylko pozory, którym nie można dać się zwieść. Bowiem gdy postać grana przez reżyserkę filmu wprawia w ruch całą maszynę absurdu, to właśnie Bill – w tej roli Jason Ritter – dźwiga ciężar całego filmu. I robi to absolutnie znakomicie. Bill to nie tylko stereotypowy dupek, siedzący za biurkiem i szukający okazji do szybkiego numerku z atrakcyjną dziewczyną z pracy. Gdy jego żona przechodzi całkowite załamanie, mężczyzna zrzuca całą winę na... rozmiar swojego członka, twierdząc, że gdyby był mniejszy, nie byłoby problemu. Miejsce szoku i niedowierzania zaistniałą sytuacją szybko zajmuje zimny pot wywołany perspektywą utraty swojego idealnego życia. Bill miota się w nowej sytuacji, jego życie zmienia się diametralnie, zaś kłopoty mnożą się co minutę. Jedno pytanie wisi zaś w powietrzu – czy ten gość naprawdę jest aż tak wyprany z uczuć do swojej żony?

Marianna Palka dba o to, by jej film stanowił eksperyment na wielu płaszczyznach. Nie ma wątpliwości co do tego, że fabuła „Suki” to jedna wielka próba „co zadziała” i barowanie się z widzem. W ślad za tym idzie ścieżka dźwiękowa. Mocno improwizowany, skierowany do koneserów jazz wwierca się w umysł widza z siłą równą co absurd fabuły. Zamknięty zaś w kilku wnętrzach film staje się duszny i hermetyczny, dzięki czemu widz ma okazję poczuć się jak Bill – w sytuacji tak trudnej do zrozumienia, że racjonalnie myślący człowiek jej zwyczajnie nie sprosta.

„Suka” w sprytny sposób miesza elementy całkowicie odjechanej komedii, thrillera i dramatu. Palka doskonale żongluje fabułą. Wplata sceny rodem z horroru, a gdy robi się zbyt surrealistycznie, przerzuca ciężar na komediowe popisy Rittera. Gdy i ta konwencja zaczyna blednąć, „Suka” wchodzi na tory dramatu o tym, jak obcy potrafią być dla siebie ludzie mieszkający pod jednym dachem. Wszystko jest utrzymane w klimacie z przymrużeniem oka, ale przekaz filmu jest zaskakująco gorzko-prawdziwy. Reżyserka jasno sygnalizuje, że w biegu dzisiejszego życia zapominamy o najbliższych, patrząc jedynie na własny czubek nosa. I potrafi uchwycić to w zadziwiająco świeży, ale również dobitny sposób.

„Suka” to film odważny – mówi o czymś, co znamy, ale w sposób awangardowy. Szalony pomysł fantastycznie uwypukla problem jałowości emocjonalnej, coraz częściej obecnej w nowoczesnym, zdigitalizowanym świecie. Niech film Palki będzie zatem przestrogą, że o bliskich należy dbać, nie tylko finansowo. Bowiem w tym jednym aspekcie przypominamy psy – najbardziej ze wszystkiego pragniemy uwagi. I o nią – prędzej czy później – każdy z nas zaszczeka.

Ocena: 7,5/10 

Autor: Kajetan Wyrzykowski

Czytaj także

 0

Czytaj także