Thor: Ragnarok - kolorowy świat

Thor: Ragnarok - kolorowy świat

Dodano: 
Thor: Ragnarok - kolorowy świat
Thor: Ragnarok - kolorowy świat / Źródło: Disney.com
„Thor: Ragnarok” Taikiego Waititi, czyli zwieńczenie trylogii o Bogu Piorunów, jest zakręconym filmem, który wyróżnia się na tle całego Marvel Cinematic Universe, posiadając w sobie chyba najwięcej luzu i swobody ze wszystkich dotychczasowych obrazów studia.

Jest to o tyle zaskaujące, że tytułowy „Ragnarok” oznacza „zagładę Asgardu”, krainy zamieszkiwanej przez Thora i jego pobratymców. Takie podejście wynika jednak z unikatowej ręki reżysera, który zasłynął komediami sytuacyjnymi „Co robimy w ukryciu” (paradokument o wampirach zamieszkujących Nową Zelandię) oraz „Dzikie Łowy” (rozpędzona komedia akcji o policyjnym pościgu za domniemanym porywaczem młodego chłopca) i który nasączył swój najnowszy film swoim specyficznym poczuciem humoru.

Film ogląda się z nieskrywaną radością, gdyż poprowadzony jest z rozmachem, przysłowiowym „jajem” i werwą. W ciekawy sposób łączy pstrokate elementy wizualne Planety Sakaar z większą powagą, stonowaniem i pozłacanym światem Asgardu, w który wkrada się zielony mrok pod postacią Heli. Lekki ton Sakaar stoi w kontrze do najazdu Bogini Śmierci na Planetę, gdzie próbuje oddać się powagę sytuacji z najazdu nowego tyrana. Wypada to nieźle, głównie ze względu na udział Cate Blanchett, która choć gra dość typowego „villaina”, dzięki samemu byciu na ekranie, dodaje filmowi uroku.

Strzałem w dziesiątkę była też ścieżka dźwiękowa, w której obok elektronicznej muzyki, pojawiająej się w każdej scenie z Planety Arcymistrza (świetna, przegięta rola Jeffa Goldbluma), możemy bujać się do szlagieru Led Zeppelin „Immigrant Song”, które wybrzmi z ekranu nie raz, a dwa, stając się niejako leitmotivem tej części przygód Boga Piorunów.

„Thor Ragnarok” to także świetne aktorstwo i ciekawa mieszanka gatunków. Wspomniany wcześniej luz widać w każdej interakcji Thora z Hulkiem, czy obu panów ze „Złomiarką 142”, która sprzedała Thora do walki w mistrzostwach. Widać, że aktorzy mieli ogromną swobodę na planie i próbowali wielu różnych wariantów scen (co można zauważyć choćby po tym, że niektóre żarty ze zwiastunów są zupełnie inne na ekranie), przez co efekt końcowy robi naprawdę miłe wrażenie. Trochę jakbyśmy byli na miłej wycieczce ze starymi znajomymi. Dużo bowiem jest elementów niewymuszonego luzu, który nadaje całości niezobowiązującej atmosfery. Wyczynem było więc opowiedzieć przy tym także dramatyczną historię, która będzie rezonować z widze. A jednak się udało.

„Thor Ragnarok” sprawdza się także świetnie jako zwieńczenie trylogii opowieści o Thorze, nie tylko umiejętnie kontynuując wątki z poprzednich filmów, ale także pozwalają historii zatoczyć pewnego rodzaju koło. Symbole wykorzystane w tym celu są aż nadto widoczne.

Ocena: 7,5/10 

Czytaj także

 0

Czytaj także