Szkice (auto)biograficzne. Recenzja „Od Munka do Maślony” Barbary Hollender

Szkice (auto)biograficzne. Recenzja „Od Munka do Maślony” Barbary Hollender

Dodano: 
Szkice (auto)biograficzne.  Recenzja „Od Munka do Maślony” Barbary Hollender
Szkice (auto)biograficzne. Recenzja „Od Munka do Maślony” Barbary Hollender / Źródło:
Borys Lankosz, bohater „Od Kutza do Czekaja”, trafił w punkt: „Wydawało się nam, że wiemy o sobie wszystko, Barbara Hollender odkryła więcej”. Dziennikarka nie porzuciła swej misji poznawczej i po zaledwie rocznej przerwie wydała trzecią część szkiców o ludziach kina, „Od Munka od Maślony”. Jak wskazuje sam tytuł, autorka książki skierowała promień rentgena nie tylko na artystów-ikony, ale też na debiutantów.

Wśród ikon znaleźli się między innymi Andrzej Munk, Andrzej Żuławski i Władysław Pasikowski. Wśród debiutantów: laureaci Złotych Lwów, Jan P. Matuszyński i Piotr Domalewski. Barbara Hollender przygląda się przedstawicielom różnych pokoleń i nurtów, dzięki czemu jej najnowsza publikacja przybiera postać spójnej opowieści o rodzimej kinematografii, jej historii widzianej oczyma polskiej śmietanki artystycznej. Dziennikarka z pasją podsumowuje dorobek zasłużonych twórców, lecz nie zamyka się na teraźniejszość. Próbuje usystematyzować współczesne tendencje, zarysować dominanty. W szkicu poświęconym Pawłowi Maślonie na pierwszy plan wysuwa katastrofizm właściwy debiutom trzydziestolatków: (…) Bo oni, wbrew pozorom, wcale nie są tak silni, jak się wydaje. Życie dużo im obiecywało. A ich codzienność to ataki terrorystyczne, facet, który – strzelając z hotelowego okna – zabija kilkadziesiąt osób bawiących się na koncercie, ciężarówki wjeżdżające w ludzi na bajecznie pięknym nicejskim deptaku, znicze płonące w obronie niezawisłości sądów, kobiety, które w czarnych strojach, pod parasolkami, protestują przeciwko temu, by ktoś inny podejmował za nie najważniejsze życiowe decyzje. To wszystko wzmaga lęk. Nawet ten irracjonalny, zagnieżdżony w duszy”.

Barbara Hollender odznacza się nie tylko dalekowzrocznością, ale też niespotykaną życzliwością. Bezstronna badaczka nie pozwala sobie na ironię, kpinę, czy choćby kroplę dziennikarskiego jadu. Swoich rozmówców słucha z otwartym umysłem, a w podzięce otrzymuje często rozbrajająco szczere wypowiedzi. Jeden z bohaterów książki, Władysław Pasikowski, słynie z niechęci do mediów. „Jak ktoś jest ciekaw mojego życia, to jego problem, bo ja tej ciekawości nie muszę zaspokajać” – mówi. Mimo tego autorce „Od Munka do Maślony” zdradza niemało – opowiada o karnawale Solidarności, początkach w show-businessie, ważnych lekturach, spojrzeniu na współczesną Polskę i kino. Karma wraca; szacunek okazywany artystom rozwiązuje ich języki.

Choć palma pierwszeństwa zawsze przypada rozmówcom, to dużą rolę odgrywa w szkicach sama Hollender i jej pamiętnikarskie zacięcie. Dziennikarka – córka Wilhelma Hollendra, filmowca, producenta oraz scenarzysty – branżę zna od najmłodszych lat. Do najbardziej osobistych w omawianym zbiorze należy tekst poświęcony Andrzejowi Munkowi, z którym to Wilhelm Hollender nie tylko się przyjaźnił, ale też pracował nad „Pasażerką”. „Jedno z pierwszych wspomnień, jakie zostało we mnie z dzieciństwa: mój ojciec w drzwiach mieszkania mówi: »Andrzej nie żyje«. Do dziś mam przed oczami jego twarz: kompletnie białą, jakby odpłynęła z niej cała krew” – wyznaje badaczka, gdy mowa o tragicznym wypadku samochodowym z września 1961 roku. Intymny ton i relacja z pierwszej ręki sprawiają, że „Od Munka do Maślony” urasta ponad zestaw suchych faktów, z biografii przeradza się w autobiografię.

Rzetelne, bezstronne i dopracowane formalnie „Od Munka do Maślony” stanowi cenną lekcję dziennikarstwa filmowego dla wszystkich próbujących swych sił w tym fachu. Pozostali czytelnicy nie zakończą lektury ubożsi – Barbara Hollender opisuje dwadzieścia pięć wybitnych osobowości, sama zaś stanowi dwudziestą szóstą.

/ Źródło: FILM.COM.PL

Czytaj także

 0

Czytaj także