Kino à la Xavier Dolan

Kino à la Xavier Dolan

Dodano: 
Xavier Dolan
Xavier Dolan / Źródło: The Irish Times
,,Wraz z wiekiem coraz trudniej jest zostać zrozumianym, dlatego muszę tworzyć filmy, które będą tożsame ze mną. Bez żadnych kompromisów” - mówił zwycięzca Grand Prix 69. canneńskiego festiwalu filmowego, Xavier Dolan.

Xavier Dolan. Jedni zwą go królem kiczu, zarzucając tendencję do nadekspresji i maksymalizmu. Drudzy bronią, określając mianem genialnego portrecisty ludzkich uczuć – tego, co najgłębiej skryte i niewypowiedziane. Reżyser bez wątpienia ewoluuje na naszych oczach. Z filmu na film podejmuje próbę okiełznania artystycznego temperamentu, czego kulminację osiąga w najnowszym filmie,,,To tylko koniec świata”. Czy przekona nim do siebie sceptyków? Potraktujmy nadchodzącą premierę nowego obrazu Kanadyjczyka jako zaproszenie do krótkich odwiedzin jego twórczego świata. Oprowadza: Kamil Kisiel

Enigma?

Co tak naprawdę wiemy o reżyserze „Wyśnionych miłości”? Z ekranu możemy śmiało wywnioskować, że jego relacje (szczególnie na linii matka-syn) należą do wyjątkowo burzliwych. Twórca nie czyni tajemnicy również ze swojej orientacji seksualnej, która wyraźnie wpłynęła na jego tożsamość artystyczną. Debiutanckim filmem wpuścił nas do swojego „prywatnego” życia. To sprawiło, że wielu widzów przywykło do poszukiwania w kolejnych odsłonach filmografii Kanadyjczyka równie jawnych, osobistych tonów. Jednak Xavier Dolan odcina się od tego typu interpretacji jego dzieł. Podejmuje bliskie sobie, niezwykle intymne tematy, ale już bynajmniej nie w formie autobiograficznej wiwisekcji.

Bezkomparomisowość i odwaga bezsprzecznie stanowią elementarz twórcy, któremu przyświeca idea realizowania własnej wizji kina – skupionej na postaciach, obnażającej je wręcz z póz, masek oraz uzewnętrznianiu światów wewnętrznych: myśli, marzeń oraz pragnień. Podąrzając za iście freudowskimi fascynacjami, reżyser zagląda pod powierzchnię, dotykając tłumionych popędów. Twórca „Zabiłem moją matkę” posiada wnikliwy dar opisywania tego, co nieopisane, odkrywania tego, co szczelnie ukryte. Jego domeną jest szczerość, lecz skrojona w elegancki frak egzaltacji, szyty czasem na kampową modłę Susan Sontag.

Xavier Dolan wykreował oryginalną markę, dotykając nie tylko,,dramatów pościelowych”, ale i prywatnych doświadczeń, bliskich każdemu z nas. Seksualność, manifestacja własnej osobowości, różne kształty miłości, czy brak zrozumienia i alienacja - to najczęstsze tematy u kanadyjskiego twórcy.

Na czym jednak zasadza się żywiołowość artystyczna młodego twórcy? Krytycy i dziennikarze szufladkują: głos pokolenia, nowa nadzieja Kanady, czy kina LGBT, a z drugiej strony arthousowa przeciwwaga dla Denisa Villeneuve’a, który tworzy filmy gatunkowe. Wszelkie próby klasyfikacji, czy porównań tracą szybko na aktualności, gdyż reżyser stale zaskakuje zmianą konwencji i gatunkowej tonacji. Twórca wymyka się wszelkim definicjom, wytyczając swoje własne pole oczekiwań.

Narodziny autora

Początkowo Dolan nie myślał o tworzeniu filmów. Chciał być aktorem, jak jego ojciec. Po pierwszej fali popularności, jako,,twarz” sieci aptek Jean Coutu, reżyserzy castingu o nim zapomnieli. Wtedy postanowił wziąć los we własne ręce. Skoro nie ma propozycji, postanowił sam dla siebie napisać najlepszą rolę. Ze swoich oszczędności i z pomocą finansową przyjaciół stworzył,,Zabiłem moją matkę” (2009), opartą na krótkim opowiadaniu, które napisał w wieku 17 lat. Obnaża w nim własne traumy okresu dojrzewania. Szczególnie te dotyczące homofobii, która spotkała go w rodzinnym Québecu.

Już w debiucie Dolan wysuwa na pierwszy plan relacje z najbliższymi osobami - przede wszystkim z wychowującą go samotnie matką. „Przez ten film chciałem ją ukarać”- mówi. Tego właśnie dokonuje jego alter ego – Hubert, grany przez samego reżysera. Metaforycznie usuwa rodzicielkę ze swojego życia. Chce zrozumieć własne doświadczenia, a jednocześnie stara się, by jego emocje były komunikatywne dla widza. Dolan zachęca ich do współodczuwania swoich stanów emocjonalnych z okresu, gdy był nastolatkiem. Ma świadomość, że to właśnie widz uzupełnia jego uczuciowy dialog z własnymi przemyśleniami wyrażany za pomocą kolorów. Z jednej strony mamy choćby czarno-białą sekwencję,,spowiedzi”, gdzie Hubert-Dolan zdradza nam, co czuje. Z drugiej natomiast pojawiają się wizualne impresje, które intensyfikują stany emocjonalne bohatera. Chociażby dripping á la Jackson Pollock, przedstawiony jako ekwiwalent namiętności w momencie seksualnego uniesienia.

Autor każe się zastanowić widzom nad istotą „paradoksu młodości”. W jego perspektywie „być, albo nie być”, szczególnie w okresie dojrzewania, zależy od rodziców. Dolan twierdzi, że potrzebujemy od nich wzorców. Oczekujemy od nich bezwarunkowej miłości, a przede wszystkim akceptacji. Jednocześnie, nienawidzimy ich i buntujemy się przeciwko nim, „dla zasady”. Wspomniana wcześniej figura „matki” stanowi w twórczości Dolana zarówno centrum wydarzeń, jak i źródło wszelkiego „zła”. To nowość na gruncie kanadyjskiego kina. Reżyser Robert Lepag („Jezus z Montrealu”) w jednym z wywiadów wyznaje:,,My (mieszkańcy Québecu), nie jesteśmy społeczeństwem patriarchalnym, zaś matriarchalnym”. Xavier Dolan swoim filmem uderza więc w fundament nie tylko własnej tożsamości, ale i kultury, z której się wywodzi.

,,Zabiłem moją matkę” zyskało rozgłos większy niż można było się spodziewać. Zdobyło uznanie publiczności na prestiżowym Festiwalu w Cannes, otrzymując ośmiominutowe owacje na stojąco oraz szereg nagród, a także tytuł kanadyjskiego kandydata do Oscara. To był jednak tylko przedsmak tego, co miało dopiero nadejść.

Głód na więcej

Sukces pierwszego filmu nadał tempa karierze młodego twórcy. Na kolejne osiągnięcia nie trzeba było długo czekać. Już po roku wrócił do Cannes z nową produkcją.,,Wyśnione miłości” (2010) opowiadają historię toksycznego trójkąta dwudziestolatków, którzy za wszelką cenę manifestują swoją wolność i indywidualność - poprzez strój czy styl bycia. Dolan nie tylko zajął się reżyserią, ale także napisał scenariusz, zagrał główną rolę, wyprodukował i zmontował film. Dostarczył tym samym świeżej pożywki dla wszelkiej maści malkontentów, traktujących jego wiek i wielozadaniowość jako objaw zgubnej młodzieńczej pychy.

Akcję kolejnego filmu,,,Na zawsze Laurence” (2012), Dolan przeniósł do Kanady lat '90, czyli okresu swojego dzieciństwa. Poruszył w nim temat wykraczania poza normatywność społeczną, dążąc do pełni szczęścia. Podporządkowuje szkielet fabuły melodramatowi i przedstawia historię trudnej miłości transseksualnego Laurence'a i Freda na kilku płaszczyzn czasowych. Film stanowi wariację na temat znanych kulturowych tropów, jak choćby „miłość silniejsza niż czas”, „silniejsza od społecznych murów”. Tematyczne skojarzenia z arcydziełem Szekspira, które mogą przyjść do głowy, są uzasadnione.

Nowy rozdział?

Po trzech filmach, w twórczości Dolana dokonała się wolta. Kręcąc „Toma”, po raz pierwszy sięgnął po materiał nie swojego autorstwa. To zmieniło jego postrzeganie tekstu i umożliwiło skupienie się nie tyle na samej historii, co na jej reprezentacji na ekranie.,,Tom à la Ferme" (2013), jest adaptacją sztuki Michela Marca Boucharda o tym samym tytule. Główny bohater, grany przez reżysera, jedzie na farmę swojego zmarłego partnera. Chce poznać jego rodzinę i pożegnać się z nim po raz ostatni. Trafia na matkę, Agathe, nieświadomą, czy też niechcącą przyjąć do wiadomości, że jej syn był homoseksualistą oraz brata, Francisa, który z całych sił stara się zataić przed nią prawdę. Między bohaterami dochodzi do gry pozorów. Kontrapunktem jest prosta, wręcz banalna przestrzeń inscenizacji – oddalona od zgiełku wielkiego miasta osamotniona farma.

To pierwszy tak chłodny i nierozegzaltowany film w dorobku reżysera. Krytycy wyczuli w,,Tomie” echa twórczości Romana Polańskiego czy Alfreda Hitchcocka. Porównanie z reżyserem „Psychozy” jest o tyle ciekawe, że Dolan próbował przekonywać, iż nie miał wcześniej do czynienia z jego twórczością. W ten sposób gra na nosie nadgorliwym krytykom, pąsowiejącym od wyszukiwania kolejnych analogii i trawestacji w jego twórczości. Kanadyjczyk w wywiadach zdradza jednak, że inspirował się nie tyle historią kina, co fotografii. Młody reżyser fascynuje się postacią samozwańczej fotografki Nan Goldin Jej,,Ballada o seksualnej zależności” od początku stanowiła dla reżysera cenną lekcję na temat zasad kompozycji. Jednocześnie twórca nawiązuje do atmosfery tych zdjęć, przenosząc ich klimat na duży ekran. Ta fascynacja przyczyniła się do powstania kolejnych dzieł – ,,Mamy”,w której czuć ducha,,Nan and Brian in bed” z 1983, oraz,,To tylko koniec świata” (,,David H. looking down”, ‘98).

Cannes, rok 2014. Xavier Dolan dzieli nagrodę specjalną Jury ex aequo z żywą legendą festiwalu, Jean-Luc Godardem. Pięć lat po,,Zabiłem moją matkę", reżyser powraca do swojego markowego tematu. Tym razem to nie syn, a matka będzie grała pierwsze skrzypce.,,Tym filmem pozwalam jej się zemścić" – mówił w wywiadach. Diane, główna bohaterka „Mamy” stanowi rewers wizerunku matki przedstawionej w debiucie. Jest nastolatką w ciele dojrzałej kobiety, której wychowawcze problemy z agresywnym synem, Stevem, oddalają ją od wymarzonego życia. Z ratunkiem jednak przychodzi tajemnicza sąsiadka, traktująca kontakt z chłopcem jako substytut terapii po stracie własnego dziecka.

Stale obecny nacisk na wyrazistość formy, zyskuje w „Mamie” dodatkowego wymiaru. Korzystając z anachronicznego formatu 1:1 w bardzo graficzny sposób dobitnie ukazuje ograniczenia swoich bohaterów. Dodatkowo zabieg ten ukazuje jego twórczy zamysł – pozwala umieścić człowieka w samym centrum kadru, w epicentrum zdarzeń. W ten sposób oglądamy nie tylko świat ograniczeń chorego Steve’a, pędzącego ku wolności, ale przede wszystkim pełny obaw świat Diane. W obu wypadkach widzimy rzeczywistość pozbawioną fundamentu. Fundamentu, jakim jest szczęśliwa rodzina. Przypomnijmy najsłynniejszą sekwencję z filmu: Steve jedzie w kierunku widzów na deskorolce i rękoma rozszerza ramy ekranu do panoramicznych rozmiarów, wpuszczając tym samym powiew upragnionego powietrza do klaustrofobicznej przestrzeni. Jest to chwila, w której widać, że bohaterowie wyszli na prostą. Na nowo tworzą rodzinę. Choć przez chwilę.

To tylko początek...

,,Home is where it hurts” („Dom jest tam gdzie boli”) śpiewa Camille Dalmais na początku najnowszego filmu twórcy – „To tylko koniec świata” – pointując uczucia zagubionego bohatera, który po dwunastu latach rozłąki wraca w rodzinne strony, by pożegnać się z „bliskimi”. Pojawia się strach, nie tyle przed krewniakami, co przed dotkliwą konfrontacją z własną przeszłością. Zaczyna się spektakl. Bohatera wita zaskoczona rodzina: młodsza siostra, Suzanne, która była bardzo mała, kiedy wyjechał; szwagierka, Catherine, której nigdy nie poznał; matka oraz starszy brat, Antonine. Reżyser zachęca nas do uważnego obserwowania postaci. Nie to, co wypowiedziane wprost, a to, co jedynie zasugerowane przez wzrok, podkreślone przez artykulację czy zaakcentowane zwykłym milczeniem, jest bowiem tutaj kluczowe.

Wyprowadzka bohatera pozostawiła sporą wyrwę w rodzinie. Teraz wszyscy usilnie starają się ją załatać. Tylko jedna osoba jest w stanie zrozumieć prywatny dramat Luisa. Znamiennym jest, że jest nią Catherine, kobieta, którą dopiero poznał. Będąc osobą z zewnątrz i nie posiadając wspólnej historii, może łatwiej odnaleźć z nim nić porozumienia. Rola Catherine nie kończy się na byciu terapeutą. Ich porozumienie nabiera wręcz mistycznego charakteru. Patrząc mu głęboko w oczy, prawdopodobnie demaskuje jego faktyczny cel wizyty i staje się przez to Aniołem Stróżem skrywanej przez Louisa tajemnicy.

Poprzez nieumiejętną i nieudaną próbę rehabilitacji zwichrowanych relacji, na naszych oczach Louis staje się martwy za życia, ale tytułowy koniec świata nie dotyczy tylko jego osoby. Każda z postaci, na swój sposób, przeżywając najpierw cud jego swoistego zmartwychwstania, reprezentowanego przez powrót to rodziny a następnie buntując się przeciwko niemu i powzawaljąc mu odejść, zmienia się. Dzięki temu,,Dolan wpisał w ten film całe życie” - spointował Tadeusz Sobolewski.

Co dalej?

Podążając za śladami innych twórców z Quebecu, takimi jak: Denis Villeneuve (,,Pogorzelisko”,,,Labirynt”), Jean-Marc Vallée (,,C.R.A.Z.Y.”,,,Młoda Wiktoria”), czy Philippe Falardeau (,,Pan Lazhar”,,,W dobrej wierze”), którzy wyemigrowali do Hollywood po międzynarodowych sukcesach rodzimych filmów, Dolan dotarł do wspólnego punktu w ich karierach. Od czasu,,Mamy” wyreżyserował przecież kultowy teledysk do piosenki Adele (,,Hello”), stworzył najnowszy film z francuską aktorską ekstraklasą, po czym zajął się anglojęzycznym debiutem -,,The death and life of John F. Donovan” z gronem najbardziej rozchwytywanych amerykańskich gwiazd: Jessicą Chastain, Nicholasem Houltem, Kitem Haringtonem, czy Natalie Portman.

Pięć minut sławy, na które liczą wszyscy twórcy, w przypadku Xaviera Dolana zdaje się trwać wiecznie. W tak niedługim czasie 27-letni Kanadyjczyk osiągnął tyle, na ile wielu czasami (bez)skutecznie pracuje dekady. To była jednak długa droga: od zbuntowanego megalomana, który krzyczy ze swoich filmów o uwagę, przez prowadzącego nas za rękę przedwonika, zasypującego potokiem wizualnych impresji, po bardziej powściągliwego twórcę. Człowiek i jego wewnętrzne stany emocjonalne nadal stanowiąc głównych bohaterów jego dzieł. Zmieniło się tylko bardziej świadome dopasowanie kompleksowych środków wyrazu względem opowiadanej historii.

Xavier Dolan został bez wątpienia wizytówką kraju klonowego liścia, dołączył do grona persona grata najważniejszych festiwali filmowych, stał się sam w sobie rozpoznawalną marką, a przede wszystkim zyskał uznanie międzynarodowej publiki, jakiej można mu tylko pozazdrościć. A zatem to nie koniec świata.

Autor: Kamil Kisiel

 0

Czytaj także