Genderowe oswajanie nieznanego - filmy o transeksualistach

Genderowe oswajanie nieznanego - filmy o transeksualistach

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dziewczyna z portretu / The Danish Girl (2015)
Dziewczyna z portretu / The Danish Girl (2015) / Źródło: UIP
Przed kilkunastoma miesiącami historia Bruce’a Jennera zalała wszystkie media. Sportowiec, lekkoatleta, a ostatnio w głównej mierze celebryta, przez ponad 60 lat był uwięziony w ciele, które nie stanowiło integralnej całości z jego tożsamością. W końcu stał się Caitlyn, dzięki czemu otworzył świat na problem transseksualności.

To nie jest jednostkowy przypadek, a kinematografia coraz częściej przedstawia takich bohaterów. Nie są już marginalnymi dodatkami, stereotypowymi i barwnymi karykaturami, ale pełnoprawnymi postaciami wysuwającymi się na pierwszy plan. Wychodzą z cienia, dzielą się swoją historią. Dodają przy tym odwagi innym i zachęcają do tego, aby prowadzić życie zgodnie z przekonaniami i poczuciem własnej tożsamości.

Mów mi Marianna”, dokument Karoliny Bielawskiej, wychodzi naprzeciw skromnemu i cichemu opowiadaniu o człowieku. Historia Marianny staje się humanistyczną wędrówką po samotności, porzuceniu, ale przede wszystkim traktatem o sile walki o własną tożsamość. Bielawska nie bawi się w metaforykę, reżyserskie dopowiedzenia czy gadające głowy, ale całkowicie oddaje głos swojej bohaterce, która zachwyca determinacją i chęcią podzielenia się swoimi przeżyciami. Transseksualizm jawi się tutaj nie jako kolorowa parada i stereotypowo postrzegane seksualne rozbuchanie, lecz przypomina zdeterminowaną walkę o ponowne narodziny. To nie fanaberia, tylko błąd natury, który można naprawić. A wyobcowanie z jednej społeczności może otworzyć człowieka na nowe doświadczenia i znajomości.

W podobnej konwencji zanurzony jest film „Nie czas na łzy” Kimberly Peirce. To powściągliwy i duszny dramat o dziewczynie, która od urodzenia czuje się mężczyzną. Hilary Swank unika manieryzmów, prezentując postać, która nie jest definiowana tylko i wyłącznie poprzez płeć. I tutaj, tak jak u Bielawskiej, mamy do czynienia z wyobcowaniem, odrzuceniem, a ostatecznie ucieczką od przeszłości i najbliższych. Oni nie są w stanie zrozumieć sposobu postrzegania siebie przez Teenę, która uważa się za Brandona. Los ciągle rzuca jej/mu kłody pod nogi. Sprawia, że musi uciekać: przed sądem, bratem i znajomymi, ale, co najważniejsze, nie poddaje się i próbuje ułożyć swoje życie od nowa. Peirce niczego nie manifestuje, ale fenomenalnie zwraca uwagę na stereotypowość płci. Osadzenie akcji w Teksasie, gdzie wciąż silnie utrzymuje się podział na role płciowe – mężczyzna powinien być ucieleśnieniem siły, odwagi i testosteronu, a kobieta opiekunką ogniska domowego – daje przestrzeń na wybrzmienie aspektu nie tylko fizycznego, ale również psychologicznego rozumienia płci.

Filmy o tematyce genderowej w dużej mierze skupiają się na uczuciu wyobcowania, braku wsparcia ze strony rodziny i najbliższych. Nie inaczej jest w „Pięknym bokserze” Ekachaiego Uekrongtham, „Śniadaniu na Plutonie” Neila Jordana czy w „Różowych latach” Alain Berliner. Każdy z przedstawionych bohaterów już od najmłodszych lat czuje się inny. Wie, że nie pasuje do ciała, które zostało mu podarowane przez Boga. Ludovic („Różowe lata”) znajduje wytłumaczenie dla tej pomyłki i w dziecinny, nieco pokrętny sposób, próbuje przekazać swoim rodzicom, z czym się boryka. Uważa, że Stwórca patrzy na świat, a kiedy w rodzinie ma pojawić się dziecko, z genetycznego zestawu X-ów i Y-ów wybiera odpowiednią kombinację i zsyła na Ziemię. W ten sposób rodzi się chłopiec albo dziewczynka. Niestety czasami zdarza mu się pomylić albo nieznośny wiatr zmienia jego plany. Wtedy rodzi się dziewczyna w ciele chłopca albo chłopiec w ciele dziewczynki – tak powstają osoby transseksualne. Idąc tropem bajki wymyślonej przez siedmioletniego chłopca, Berliner stworzył edukacyjną przypowiastkę, nakazującą tolerancję i wzajemne zrozumienie. Film jest niczym szkolna, poprawna lektura, przez co razi łopatologią pogadanki o akceptacji. Stąd lepiej wypada „Piękny bokser”, choć momentami bawi wizualnymi przerysowaniami.

Historia Nong Toom wywołuje łzy wzruszenia. To humanistyczna opowieść o człowieku, który walczył o swoją tożsamość, będąc pod ostrzałem mediów i konserwatywnych fanów. Nienachlany sposób opowiadania i ciche zmaganie się ze swoimi pragnieniami sprawiają, że Toom nie wpada w stereotyp męczennika o wolność. Choć na zdjęciach jawi się jak karykaturalna gejsza z ironicznie przerażonym uśmiechem, nie można odebrać mu uroku i kobiecości. W końcu Toom, wychowywany w bardzo tradycyjnej i konserwatywnej rodzinie, już jako dziecko został wpleciony w ramy płciowości. Przez swoją determinację i synowskie obowiązki stał się jednym z lepszych kick bokserów, ale nie zapomniał o swojej kobiecej naturze. Tutaj również jesteśmy świadkami walki jednostki z całym światem, który nie jest w stanie zrozumieć i zaakceptować odmiennej tożsamości płciowej swojego idola.

O transseksualizmie można opowiadać w sposób patetyczny i przygnębiający, ale Neil Jordan w „Śniadaniu na Plutonie” puszcza oko do widza. Wykorzystuje większość dobrze znanych stereotypów: kolorowe ciuszki, szalone życie i uciekanie w używki, ale tworzy postać nietuzinkową, wzbudzającą sympatię. Patricia , pełna energii i uśmiechu. Choć „Śniadanie na Plutonie” uderza w przaśno-cukierkowe tony, to rozsiewa entuzjazm, którego nie sposób zignorować. Łatwo przychodzi nam się śmiać z niedoświadczonych i karykaturalnych postaci, które zagubione w gąszczu kobiecych przymiotów, próbują odnaleźć siebie, a stają się nieco groteskowe. Jednak Patrick stający się Kicią nie jest śmieszny. To postać prawdziwa i szczęśliwa, z umiejętnościami zaklinania rzeczywistości dzięki poczuciu humoru. Szczególnie, że seksualność  i wewnętrzne rozterki nie stanową clue programu, a jedynie barwny dodatek do zwariowanej osobowości. Patrick niczym Forest Gump wpada w wir kulturalnych wydarzeń i niczego nieświadomy czerpie przyjemność z bycia sobą.

Nuta dystansu do tematu pojawia się w „Transamerice” Duncana Tuckera. Bree jest pełna spokoju dojrzałej kobiety, która przeszła już kompletną przemianę. Zakończyła wewnętrzną walkę, zaakceptowała siebie, a teraz jest gotowa na finalny krok, czyli operację. Bohaterce Tuckera najbliżej do Marianny z opowieści „Mówi mi Marianna”. Obie mają za sobą rodzinną przeszłość, porzucenie i wyobcowanie. Bree, zostawiona sama sobie, wciąż szuka przyjaciół i uczy się nowego życia, ale potrafi o sobie opowiadać. Jej kobiecość tkwi w małych gestach, pruderyjnej powściągliwości i przenikliwym spojrzeniu. Ani grama makijażu i skromne ubranie plasują ją gdzieś w rejonach ubogiej krewnej, troskliwej ciotki, która tylko z grzeczności interesuje się drugim człowiekiem. „Transamerica” niczym nie szokuje, jest poprawna i wyjątkowo powściągliwa, ale w tym tkwi jej siła. To opowieść o pełnej akceptacji samego siebie.

Czytaj także:
Być kobietą, być kobietą… Recenzja „Dziewczyny z portretu” na DVD

Dziewczyna z portretu” Toma Hoopera staje w opozycji do wcześniej przedstawionych filmów. Tutaj nikt nie rozrywa szat, nie odrzuca i nie wyśmiewa Einara, który pod wpływem impulsu zgadza się na od dawna skrywaną w sobie kobiecość.  Uczy się gestów, mimiki i kobiecej powściągliwości, czując się coraz bardziej pewną swojej tożsamości. Hooper bazuje na prawdziwej historii, ale tworzy lekko baśniową aurę, w której Lili zyskuje zrozumienie swojej żony Gerdy i wsparcie otoczenia. Subtelna opowieść działa bardzo wizualnie, a początkowa sympatia do Einara przekłada się na emocjonalne zrozumienie jego kobiecej duszy. To historia oparta na faktach, hollywoodzka opowieść pod hasłem jednostka kontra świat, o człowieku, który dla fizycznej i psychicznej integralności był skłonny do największych poświęceń.

Sean Baker podchodzi najbardziej dynamicznie do tematu transseksualizmu. Choć w jego filmie „Mandarynka” występują transseksualne osoby, ich płciowość nie jest przedmiotem opowieści. To ich emocje, aspiracje, pragnienia i codzienne sytuacje stanowią oś fabuły, która rozgrywa się w ciągu wigilijnego dnia w Los Angeles. Baker przedstawia świat jak najbardziej rzeczywisty, ale puszcza oko do widza, nie puszy się, próbując dodać fabule znaczeń czy moralizatorskiego wydźwięku. Szalone tempo nie daje przestrzeni na silnie emocjonalne rozterki, dzięki czemu Sin Dee i Alexandra zyskują cechy charakteru, które są odbierane niezależnie od ich płci. Tutaj nie ma wielkich przemian, dojrzewania do zaakceptowania siebie, życie po prostu się dzieje.

Czytaj także:
Byłoby kłamstwem, gdybyśmy nie pokazali tej historii – rozmowa z Seanem Bakerem

Każda z filmowych postaci musiała sobie radzić z odrzuceniem i własnymi wątpliwościami, aby zacząć żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Na szczęście nie dają się wpisać w stereotypowe postrzeganie osób transseksualnych jako zmanierowanych przebierańców. Przez wiele lat transwestyci i transseksualiści byli przedstawiani jako wyzwoleni seksualnie i moralnie. Nocne imprezy, frywolność i zatapianie swoich smutków oraz niepowodzeń w litrach alkoholu, oparach dymu i narkotykowych transach było elementem nieodłącznym osób poszukujących swojej tożsamości seksualnej. Nieustanne balansowanie na granicy tylko zagłuszało ból samotności i rozczarowania. Na chwilę odbierało świadomość tego, że nie należy się do kręgu szanowanych ludzi, ale do spychanych na margines wybryków natury. Każda z tych postaci niesie w sobie trudną historię, która tworzy oddzielną opowieść. Przedstawione przeze mnie filmy mogą odczarować przez lata powielane stereotypy, uczyć życiowej mądrości i tolerancji. W końcu nienachalne opowiadanie o sprawach trudnych przynosi najwięcej pożytku w zrozumieniu odmienności, która nie powinna być piętnowana. 

Czytaj także