Lepiej późno niż później – recenzja serialu „Grace and Frankie”

Lepiej późno niż później – recenzja serialu „Grace and Frankie”

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z serialu „Grace and Frankie” (2015)
Kadr z serialu „Grace and Frankie” (2015) / Źródło: Netflix
„Grace and Frankie” to jeden z najświeższych i najoryginalniejszych seriali komediowych minionego roku. Idealny do obejrzenia tuż przed snem, z kieliszkiem wina w ręku. Poza aspektem komediowym twórcom udało się przemycić całkiem sporo treści iście dramatycznych, które zmuszają do refleksji.

Serial skupia się na losach dwóch 70-latek, przyjaciółek i jednocześnie rywalek. Z dnia na dzień dowiadują się one od swych mężów, iż są oni parą homoseksualistów i nie chcą ich dłużej okłamywać. Perfekcyjna Grace i kompletnie szalona Frankie zmuszone są zacząć układać swe życie na nowo. Wszystko wskazuje na to, że są zdane na same siebie...

„Grace and Frankie” to serial komediowy, w którym postawiono przede wszystkim na komizm wynikający z ogromnych różnic charakterologicznych pomiędzy głównymi bohaterkami. Grace (Jane Fonda) to ułożona i zawsze idealnie wyglądająca była właścicielka wielkiej firmy z branży kosmetycznej. Frankie (Lily Tomlin) jest z kolei prawdziwą artystką, szaloną duszą, która żyje w całkowicie wykreowanym przez siebie świecie. Te dwie tak bardzo różne postaci zmuszone są zamieszkać razem pod jednym dachem, we wspólnym domku na plaży. Już po pierwszych dniach wyjdzie na jaw, iż to, co tolerowały w sobie nawzajem w czasie comiesięcznych spotkań, okaże się nie do zniesienia w codziennym życiu. Wspólne nieszczęście z czasem bardzo zbliży, a nawet połączy przyjaźnią dwie porzucone przez mężów kobiety. Grace otworzy się na nowo na cały świat, a Frankie zadba o to, aby wprowadzić w jej życie nieco zamieszania...

Serial skupia się również na losach „nowo narodzonych” byłych mężów głównych bohaterek oraz na ukazaniu ich relacji z Grace i Frankie po rozmowie, w której przyznali się do swej orientacji seksualnej. Robert, mąż Grace, podobnie jak jego była żona, twardo stąpa po ziemi i skupia się przede wszystkim na ułożeniu sobie przyszłości. Jego relacje z Grace nie są zbyt dobre, tzn. rozmawiają ze sobą, ale w każdej z tych rozmów pada mnóstwo wyrzutów. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku Frankie i Sola. Tych dwoje było nie tylko partnerami, ale również swymi najlepszymi przyjaciółmi. To właśnie dlatego tak ciężko jest im oswoić się z nową sytuacją... Sytuacja Frankie i jej byłego męża jest na tyle skomplikowana, że ich przyjacielskie relacje są częstym powodem do zazdrości Roberta. Serial w bardzo zabawny sposób ukazuje też to, jak Robert i Sol próbują odnaleźć się w starym, znanym otoczeniu, jako geje, którzy właśnie „wyszli z szafy”. Na pochwałę zasługuje fakt, iż twórcy odcięli się od stereotypów i nie odarli obu panów z typowo męskich cech.

Nie sposób nie wspomnieć o aspekcie wieku głównych bohaterów. Wydawać by się mogło, że każde z nich lata świetności ma już za sobą, a tymczasem okazuje się, że nowa sytuacja życiowa daje im wachlarz możliwości... Najbardziej poruszające są te momenty, które ukazują, jak bardzo poszczególne pary przywiązały się do siebie przez minione lata, jak np. scena, w której Frankie bez namysłu wsiada do samochodu podstawionego przez Sola, zupełnie zapominając, że na jej miejscu powinien znajdować się obecnie ktoś inny... W każdym z odcinków pojawia się też wątek dorosłych już dzieci głównych bohaterów, które też próbują poradzić sobie z nową, całkowicie zaskakującą sytuacją. „Grace and Frankie” to nie jest serial, przy którym będziecie zrywać boki jak przy „Teorii wielkiego podrywu”. Na Waszych twarzach nie raz pojawi się jednak szeroki uśmiech i bardzo przywiążecie się do tych nieco już zdziwaczałych kobiet. Trzeba przyznać, że Fonda i Tomlin przeszły same siebie i udało im się stworzyć jeden z najlepszych serialowych duetów ostatnich lat.

Jeśli chcecie zobaczyć, jak Frankie sporządza jadalny lubrykant albo Grace pozwala sobie na chwilę zapomnienia z młodszym o 30 lat kryminalistą, nie czekajcie dłużej. Serial stacji Netflix na pewno Was nie zawiedzie.

Czytaj także