BFG - Cannes '16

BFG - Cannes '16

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu "BFG" (2016)
Kadr z filmu "BFG" (2016) / Źródło: Walt Disney Pictures
"The BFG" (Bardzo Fajny Gigant) Stevena Spielberga, czyli połączenie filmu aktorskiego i animacji, jest opowieścią o przyjaźni małej dziewczynki i… olbrzyma o gołębim sercu.

Historia rozpoczyna się, gdy Sophie (Ruby Barnhill) samotnie przechadza się po korytarzach sierocińca, nie mogąc usnąć. Cierpiąc na bezsenność zajmuje się domostwem, jak i utrzymaniem spokoju innych mieszkańców. Kiedy o trzeciej nad ranem, w “prawdziwą godzinę duchów”, jak sama mówi, przypadkiem napotka na swej drodze olbrzyma (o mimice i głosie Marka Rylence’a), będzie szczerze przerażona. Ta, widziana już w jednym ze zwiastunów scena, jest zresztą jedną z najciekawszych, które oferuje obraz. Posiada tajemniczy klimat i zwiastuje nieoczekiwaną zabawę.

Niestety jest to obietnica na wyrost, gdyż gdy tylko bohaterowie przeniosą się do Krainy Gigantów, obraz ugrzęźnie w rozwleczonej akcji i nieciekawej aranżacji pomysłów. Film powstały na podstawie powieści Roalda Dahla, jest poważnie za długi. Trwając bowiem dwie godziny, posiada ciekawej akcji na jakieś 30 minut. Problemem jest przede wszystkim jakikolwiek brak humoru. Wymiany zdań między bohaterami, mimo, że zawierają wiele niecodziennych słów, czy utarczek wynikających z charakteru postaci, wypowiadane są w tak udramatyczniony sposób, że nawet uśmiech nie wejdzie na naszą twarz, nie mówiąc już o gromkim śmiechu. Pewnie dlatego najlepszą jest sekwencja rozgrywająca się w Buckingham Palace, gdy dziewczynka i olbrzym próbują przekonać Królową, by im pomogła. Choć wypełniona dowcipami skierowanymi do najmłodszej widowni, to sam fakt akcentowania humoru, stawia te momenty wyżej nad pozostałymi.

Drugim mankamentem jest brak magicznej atmosfery dzieła. Mimo prób stworzenia takowej przy pomocy muzyki (o czym za chwilę) i zabaw kolorem, trudno poczuć prawdziwie niespotykaną, mistyczną atmosferę. Zaskakuje to tym bardziej, iż niektóre kadry są rzeczywiście piękne i miło się na nie patrzy. Niestety, nie wywołują żadnej reakcji emocjonalnej, bo trudno poczuć takową od samych bohaterów. Biorąc zaś pod uwagę, iż olbrzym zajmuje się łapaniem snów (wyglądających niczym ogniste płomyki, jak z “Meridy Walecznej”), brak magii jest wręcz irytujący. Potencjał na intrygującą opowieść przy takim “zawodzie” bohatera był przecież ogromny. Cóż jednak z tego, że profesja olbrzyma wygląda świetnie na papierze, kiedy w rzeczywistości jednym ze snów, o którym opowiada bohater, jest ten, w którym chłopiec śni, że dzwoni do niego prezydent Stanów Zjednoczonych. Niezbyt egzotyczne marzenie, należy przyznać. (Nota bene chyba najzabawniejszym dowcipem staje się rozmowa telefoniczna Królowej - “Nancy, czy jest z Tobą Ronnie?”).

Trzecim problemem jest zaś skrótowość niektórych rozwiązań. Skupiając się w detalu na rozwoju relacji między dwójką bohaterów, (która i tak nie zmienia się drastycznie), obraz niewiele rozwija inne postaci. Złowieszczość pozostałych olbrzymów jest umowna i tak delikatnie zarysowana, że aż dziw bierze, gdy dziewczynka wielokrotnie wykrzykuje: jaki masz plan, jaki masz plan, (aby ich się pozbyć)? To zaś sprawia, że nawet obmyślenie planu działania nie budzi żadnych emocji.

Wspomniana już ścieżka dźwiękowa stanowi natomiast wariację na temat muzyki z “Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego”. Zamiast tworzyć wspaniały nastrój przygody, jak w tamtym filmie, przez to nachalne podobieństwo, jedynie denerwuje.

Być może częścią problemu mojego bardzo chłodnego przyjęcia obrazu jest nieznajomość pierwowzoru, który umożliwiłby mi poczucie nostalgii, że oto wreszcie widzę na dużym ekranie ekranizację ulubionej historii. Biorąc jednak pod uwagę, że Timowi Bartonowi udało się poprowadzić ciekawą (choć niepozbawioną swoich wad) historię “Charliego i Fabryki Czekolady”), mam wrażenie, że da się ciekawiej podejść do prozy Dahla. Hollywood chyba po prostu nie ma szczęścia do gigantów. Nie udało się z “Jackiem, pogromcą olbrzymów”, nie udało się i teraz. Szkoda talentu Spielberga i całej ekipy na takie nieudane produkcje.

Ocena: 4-/10

Czytaj także