Strach wykalkulowany – recenzja „Obecności 2”

Strach wykalkulowany – recenzja „Obecności 2”

Dodano:   /  Zmieniono: 
„Obecność 2” / „The Conjuring 2: The Enfield Poltergeist” (2016)
„Obecność 2” / „The Conjuring 2: The Enfield Poltergeist” (2016) / Źródło: Warner Bros.
Podobno prawdziwi Ed i Lorraine Warrenowie byli zaangażowani w sprawę nawiedzenia w Enfield jedynie w niewielkim stopniu, a niechciany „domownik” wyniósł się po wizycie pewnego księdza. W „Obecności 2” nie chodzi jednak o prawdę, lecz o zbicie większych kokosów na przygodach najsympatyczniejszej pary demonologów w dziejach.

Bo czyż Warrenowie nie są uroczy? Ona z troską podtrzymuje domowe ognisko, on potrafi rozbawić towarzystwo swoimi interpretacjami hitów Elvisa Presleya. Wraz z córką tworzą kochającą się, modelową wręcz rodzinę. Ci dobrzy ludzie nigdy nie odmawiają pomocy komuś w potrzebie, więc mimo złych przeczuć Lorraine udają się do Enfield w północnym Londynie. Tam pewna matka i czworo jej dzieci zmagają się ze złośliwym duchem, który upodobał sobie zwłaszcza 11-letnią Janet. Dziewczynka przemawia głosem zmarłego przed laty mężczyzny, lewituje i teleportuje do innych pomieszczeń. Chodzą jednak słuchy, że całe nawiedzenie to maskarada, dlatego Kościół ociąga się z interwencją. Wiarygodność sprawy potwierdzić mają Warrenowie, którzy – jak nietrudno się domyślić – ostatecznie zabawiają w Enfield znacznie dłużej, niż planowali. 

Obok tej sprawy od początku stawiano liczne znaki zapytania. Obecnie wielu badaczy uważa nawiedzenie za sfingowane, co dało tej historii potencjał na przejmujący dramat psychologiczny. James Wan obrał jednak ścieżkę ukształtowaną przez klasyczne wzorce horroru – ścieżkę, która wyklucza wszelkie niedopowiedzenia. Jeśli ktokolwiek wątpi w szczerość Janet, to są to bohaterowie, nie widz. Reżyser nie kombinuje, nie mędrkuje. On po prostu chce wystraszyć nas na zabój.

„Obecność” była niezbitym dowodem na to, że Wan sztukę tę opanował do perfekcji. W przypadku sequela gubi go przerost ambicji. Największe stężenie grozy „Obecność 2” osiąga w pierwszej połowie, kiedy duch z Enfield poczyna sobie jeszcze nieśmiało. Niebezpieczeństwo (którego źródło nie jest do końca pewne) dopiero rośnie, a nieoczywiste zdjęcia uruchamiają wyobraźnię. Z czasem napięcie słabnie, a dokładniej – ginie w natłoku rekwizytów. Nawiedzonych przedmiotów przybywa, sił nieczystych również (przy czym Crooked Man wydaje się „postacią” całkiem nietrafioną), krzywe gęby czają się w każdym kącie. Reżyser zupełnie zapomina, że mniej znaczy więcej, przez co „Obecność 2” staje się bezmyślną zbieraniną strasznych motywów. To nie jest horror, który wyzwalałby pierwotne lęki (w czym specjalizują się Japończycy), brak mu też nuty szaleństwa (którą potrafili wydobyć Amerykanie w latach 70. i 80.). 

Czuć jednak, że za „Obecnością 2” stoją duże pieniądze. Kino grozy rzadko może się pochwalić tak dopracowaną scenografią czy charakteryzacją. Ta dbałość o szczegóły wraz z wartkim tempem historii oraz sympatycznymi bohaterami o twarzach Very Farmigi i Patrica Wilsona pozwalają zapalczywie kibicować Warrenom przez bite dwie godziny projekcji. Dopiero później, gdy sala kinowa pustoszeje, do głowy przychodzi następująca refleksja: serce horroru nie jest z dolara.  

Ocena: 6/10

Czytaj także