„O mój Boże, to Luke Perry!”. DiCaprio i Pitt o swojej reakcji na widok aktora na planie 9. filmu Tarantino

„O mój Boże, to Luke Perry!”. DiCaprio i Pitt o swojej reakcji na widok aktora na planie 9. filmu Tarantino

Dodano: 
Brad Pitt, Leonardo DiCaprio, Quentin Tarantino, Margot Robbie
Brad Pitt, Leonardo DiCaprio, Quentin Tarantino, Margot Robbie / Źródło: Newspix.pl / RYSTAL PICTURES
Luke Perry, który zmarł w marcu 2019 roku po przebytym udarze, ma na świecie rzeszę fanów. Zaliczają się do nich także Brad Pitt i Leonardo DiCaprio, którzy poznali aktora na planie „Once Upon a Time in Hollywood” – nowego filmu Quentina Tarantino, który we wtorek miał swoją premierę na Festiwalu Filmowym w Cannes.

O współpracy, w kontekście Luke'a Perry'ego, na planie najnowszego filmu Quentina Tarantino „Once Upon a Time in Hollywood” Brad Pitt oraz Leonardo DiCaprio opowiedzieli w rozmowie z magazynem „Esquire”. Jak się okazuje, byli oni zawstydzeni, gdy poznali artystę, którego fanem byli od czasów „Beverly Hills, 90210”. Perry wcielał się tam w rolę Dylana McKaya. Jego ostatnią rolą, jak już wiemy, jest właśnie ta w filmie Tarantino. Wcielił się tam w Wayne'a Maunder'a, aktora, który zagrał w telewizyjnym westernie „Lancer”. Perry'ego widać też w zwiastunie filmu (2:05).

– Pamiętam minę mojego przyjaciela, Vinny'ego, który także gra w tym filmie – wspominał DiCaprio. – Weszliśmy i od razu obydwaj mieliśmy motyle w brzuchu: „O mój Boże, to Luke Perry!” – opowiadał o tym, jak po raz pierwszy zobaczył na planie swojego idola.

– To Luke Perry! Byliśmy jak dzieci w sklepie ze słodyczami, ponieważ pamiętam, że gdy chodziłem z innymi od studia do studia to Dylan z „Beverly Hills 90210”, był dla nas ikoną najbardziej odjazdowego nastolatka – dodał Pitt. – To był taki dziwny wybuch podniecenia, którego nie mogłem ogarnąć. On był tak niesamowicie skromny, wspaniały i zaangażowany. Nie mógł być bardziej przyjaznym i wspaniałym facetem, z którym miło spędza się czas. Pomyślałem od razu, że chcę usiąść i po prostu pogrążyć się z nim w rozmowie. To było naprawdę wyjątkowe – dodał aktor.

Quentin Tarantino, który stworzył ostatni film, w którym zobaczymy Luke'a Perry'ego, przekazywał, że ostatnią scenę z jego udziałem sfilmowano zaledwie na trzy dni przed jego pogrzebem. Reżyser przyznał, że śmierć Perry'ego dała mu do myślenia. – Grunge'owe zespoły uwielbiały film „Wściekłe psy” (...) Jego wielkim fanem był np. Kurt Cobain, aż do tego stopnia, że wspomniał o mnie na albumie. I nigdy go nie spotkałem. Jego ludzie zadzwonili do mnie i zapytali: „Hej, czy nie chciałbyś się spotkać?”. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie, ale jestem w fazie przedprodukcyjnej filmu „Pulp Fiction”, więc może nieco później. I nigdy do tego nie doszło – opowiadał.

Czytaj także:
Plejada gwiazd na premierze filmu „Once Upon a Time in Hollywood” w reżyserii Quentina Tarantino

Galeria:
Cannes. Premiera „Once Upon a Time in Hollywood”

Czytaj także