Wypędzanie demonów i historie intymne w młodym polskim kinie

Wypędzanie demonów i historie intymne w młodym polskim kinie

Dodano: 
Bartłomiej Topa i Sandra Korzeniak w filmie "Dziura w Głowie" Piotra Subottki
Bartłomiej Topa i Sandra Korzeniak w filmie "Dziura w Głowie" Piotra Subottki
Kryzys uchodźców, traumy historii, niepokoje XXI wieku. Wszystko to jest w młodym polskim kinie. Jednak reżyserzy zamiast tworzyć filmowe eseje, odnajdują te problemy w historiach prywatnych i intymnych. A czasem, jak w przypadku aktora z „Underdoga”, Mameda K., życie dopisuje do nich dopisuje nieoczekiwane finały.

Koszaliński festiwal Młodzi i Film pozwala złapać oddech. Podczas gdy nagradzani mistrzowie wciąż mierzą się z wielkimi tematami politycznymi i społecznymi, kino debiutantów – przynajmniej filmy pokazywane w tym roku – zazwyczaj trzyma się z daleka od bieżących spraw, od doraźności. Opowiada intymne historie, rozdrapuje prywatne rany lub – rzadziej – pozwala podglądać osobiste chwile szczęścia. Nawet film, który w założeniu dotyka aktualnych problemów, jak „Via Carpatia” Klary Kochańskiej i Kaspra Bajona, jest w równej mierze opowieścią o kryzysie uchodźczym, co o zmęczonym rutyną małżeństwie z klasy średniej. Przypatrywanie się otaczającej nas rzeczywistości znów przypada w udziale filmom dokumentalnym: „Złotej” Tomasza Knittla (choć to znów raczej intymne spojrzenie na szerszy problem) czy „Mój kraj taki piękny” Grzegorza Paprzyckiego, chyba na wyrost nagrodzony na festiwalu w Krakowie.

Oczywiście czasami owa rzeczywistość wkracza w filmowe realia w sposób nieoczekiwany i niezamierzony. W dniu festiwalowego pokazu „Underdoga” Macieja Kawulskiego jeden z aktorów „Underdoga” z gwiazdora MMA stał się nagle Mamedem K. – rzekomo w realu grał mniej fair niż na sportowej arenie. Ale przecież nawet ów „Underdog”, znany już publiczności z kin, jest opowieścią o prywatnym kryzysie, o walce z własną słabością, zrealizowaną według klasycznych, sprawdzonych wzorców z „Rockym” na czele.

Rzeźbiarz Stanisław Kulon, bohater krótkometrażowego dokumentu Ernesta Lorka „St. Kulon”, nękany koszmarnymi wspomnieniami wojny i wywózki na Sybir, mówi w pewnym momencie: „Jak się wyzwolić, żeby tych snów nie mieć”. Swoje traumy zaklina w szkicach i płaskorzeźbach, najbardziej wstrząsające chwile dzieciństwa zamienia na sztukę. Ale to pytanie, które zadaje sędziwy artysta, mogłoby być wspólną cechą większości pokazywanych do tej pory w Koszalinie filmów. Ich bohaterowie odczarowują traumy, wypędzają własne demony.

Marzena i Janek, młode małżeństwo ze „Zgniłych uszu” Piotra Dylewskiego, poddają się niekonwencjonalnej terapii, by uratować swój związek. Co łatwe do przewidzenia, sesja zamienia się w litanię wzajemnych wyrzutów i pretensji, staje się okazją do odsłonięcia wstydliwych sekretów i skrywanych prawd. To motyw zbyt dobrze już rozpoznany przez kino, by mógł być zaskakujący bądź odkrywczy – nawet jeśli Piotr Dylewski próbuje go ożywić, wprowadzając w finale nastrój niczym z thrillera czy wręcz horroru.

Z własną przeszłością, wypartą tożsamością – lecz także świadomością zawodowej i życiowej porażki – mierzyć się także grany przez Bartłomieja Topę bohater „Dziury w głowie” Piotra Subbotki: aktor, który musiał porzucić ambicje i z podrzędnym zespołem objeżdża prowincjonalne domy kultury, wystawiając spektakl Thomasa Bernharda. Wreszcie wraca do umierającej matki na wieś, którą gardzi i z której chce znów jak najszybciej uciec. W rodzinnym domu spotyka jednak obcego: niepełnosprawnego umysłowo Andrzeja, którego matka aktora przygarnęła kiedyś, by pomagał w gospodarstwie. To przypadkowe spotkanie przyniesie bohaterowi zmianę – choć niekoniecznie taką, jakiej by sobie życzył (i jakiej mogliby oczekiwać widzowie). Film Subbotki, raz szorstko realistyczny, raz oniryczny, nie ułatwia zrozumienia motywacji bohatera, ani jego przemiany. Na przemian zachwyca – zwłaszcza rolami Topy i partnerującej mu Sandry Korzeniak – i irytuje, ale jest jednym z nielicznych filmów, które idą pod prąd, nie uciekają w bezpieczne schematy gatunkowe i fabularne.


JAKUB DEMIAŃCZUK, Koszalin

Źródło: Wprost

Czytaj także