Królowie nocy (We Own The Night)

Królowie nocy (We Own The Night)

Dodano: 
Królowie nocy to mógł być bardzo dobry film. Tyle tylko, że kto inny musiałby zająć się reżyserią.
Królowie nocy to mógł być bardzo dobry film. Tyle tylko, że kto inny musiałby zająć się reżyserią. Lata 80. w Nowym Jorku. Bobby Green (Joaquin Phoenix) jest menadżerem przynoszącego znakomite zyski klubu nocnego na Brooklynie. Jego brat Joseph Grusinsky (Mark Wahlberg) prowadzi natomiast akcję przeciwko rosyjskiej mafii zajmującej się handlem narkotykami. Problem polega na tym, że Rosjanie handlują prochami w klubie Bobby'ego i ten chcąc nie chcąc będzie musiał opowiedzieć się po którejś ze stron. Niby w filmie Jamesa Graya wszystko jest na swoim miejscu. Historia jest całkiem interesująca, aktorstwo pierwszorzędne (Phoenix i świetny Robert Duvall w roli ojca rodziny) a kobieta piękna (Eva Mendes). Problem jednak polega na tym, że zamiast tajemniczości i niedopowiedzeń dostajemy za dużo patosu i patriotyczne wiece. Zamiast dramatu o tragicznych życiowych wyborach dostajemy opowieść o szlachetnych nowojorskich policjantach. Pocieszające jest jedynie to, że poprzedni film Jamesa Graya "Ślepy tor", w którym zresztą także pojawili się Phoenix i Wahlberg był jeszcze słabszy. Kosztował 20 milionów a w kinach amerykańskich zarobił 800 tysięcy. "Królowie nocy" poradzili sobie znaczniej lepiej, więc tym razem nowojorski twórca nie będzie musiał czekać siedem lat na realizację kolejnego obrazu. I miejmy nadzieję znowu nakręci nieco lepszy.

Czytaj także