Szumowska: Nie muszą mnie lubić

Szumowska: Nie muszą mnie lubić

Dodano: 
Małgorzata Szumowska (fot. Anna Wawrzecka / mat. prasowe)
Małgorzata Szumowska nie boi się przełamywać tabu. "W imię" to historia homoerotycznej miłości księdza. I choć nikt jeszcze tego filmu nie widział, już wzbudza on kontrowersje. Po raz pierwszy pokazany zostanie na festiwalu w Berlinie. Z reżyserką rozmawia Krzysztof Kwiatkowski z "Wprost".
To duży sukces. W ostatnich latach w konkursie głównym Berlinale znalazły się tylko dwie polskie produkcje: "Weiser" Wojciecha Marczewska (2001) i "Tatarak" (2009) Andrzeja Wajdy. Bohater "W imię...", ksiądz, prowadzi ośrodek dla trudnej młodzieży na Mazurach. Praca społeczna i habit są dla niego nie tylko misją, ale również ucieczką od własnej seksualności. Jednak między duchownym a miejscowym chłopakiem wybucha erotyczna fascynacja.

W rozmowie z "Wprost" reżyserka filmu mówi m.in.:

Dlaczego nie warto oczekiwać po "W imię..." skandalu: "W imię..." to film o pragnieniu miłości, o tęsknocie za bliskością. Często brakuje jej ludziom w stałych związkach. A wśród księży to wyjątkowo dramatyczny problem. Ich samotność musi być ogromna, namiętność traktują jak synonim grzechu . Przeczytałam w gazecie tragiczną historię proboszcza uwikłanego w zakazane uczucie i zaczęłam pisać scenariusz. Robiłam film o uczuciu, nie chciałam zabierać głosu w społecznej dyskusji na temat kościoła, księży i homoseksualizmu.

Skąd czerpie inspiracje do swoich filmów: Myślę, że także dlatego "W imię..." dostało się na festiwal w Berlinie, bo jest mocno osadzone w polskich realiach. Reżyser powinien czytać gazety. Tam prawie codziennie są tematy na filmy. Dziewczyna wygrała w Trybunale w Strasburgu z Polską, bo jej odmówiono aborcji. Mobbing w olsztyńskim ratuszu, który pokazał w "Miłości" Sławek Fabicki. Chciałabym zobaczyć film o naszym stosunku do inności. Po to jest sztuka i po to zostaje się reżyserem, żeby opisywać rzeczywistość ale i próbować ją zmieniać. Nie zrobiłabym kilku swoich filmów, gdybym nie była stąd.

Co znaczy dla niej polskość: Niosę ze sobą specyficzne doświadczenia. Pamiętam komunę. Środowisko rodziców, krakowską inteligencję. Okres transformacji. Głód Zachodu, podróży, innej wizji świata. Nawet głód fajnych ubrań. Rzeczy, o których Francuz nie ma pojęcia. Żyjemy w kraju, w którym tradycja została zmieciona przez wojnę i pół wieku reżimu. Często do nas nie dociera, jak młodym jesteśmy społeczeństwem. Myślę, że i tak jest nieźle, że tyle się przez ostatnie dekady zmieniło.

Co ją drażni w Polsce: Ciągle historia pozostaje naszym piętnem. Rodzi ten nasz nawiedzony patriotyzm, którego nie spotkałam na Zachodzie. Francuzi żeby okazać dumę ze swojego kraju, jedzą sery i piją wino, a nie plują na Hiszpanów. My budujemy płoty. Drażni mnie w kraju małostkowość, zamknięcie, myślenie kliszami. Nasza skorupa. My nieustannie nazywamy. Schematyzujemy. Mówimy: czarne, białe, dobre, złe. Nie umiemy myśleć bez etykiet. Szumowska – skandalistka. Smarzowski – specjalista od polskich tematów. Borcuch – ten od miłosnych opowieści o ładnej młodzieży.

O zawiści: Wystarczy włączyć telewizor czy radio albo wyjechać z centrum Warszawy i już czuje się nietolerancję. Niechęć do inności, agresję. Jest w nas tyle złości i zawiści. Na Zachodzie ludzie nauczyli się, że nie wypada okazywać zazdrości. Największy wróg pogratuluje ci sukcesu.  U nas trudno ukryć niechęć w kieszeni. Akceptujemy tylko to, co swojskie, polskie. Nie wyściubiać nosa. Więc nie czuję się szczególnie lubiana. Ale nie przeszkadza mi to.

Pełny zapis rozmowy Krzysztofa Kwiatkowskiego z Małgorzatą Szumowską w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", który w niedzielę o godzinie 20 będzie dostępny w formie e-wydania.

Najnowszy numer "Wprost" będzie także dostępny na Facebooku.

Czytaj także