Nakręceni na komiks

Nakręceni na komiks

Dodano: 
Rafał Skarżycki, Tomasz Leśniak
Po ekranizacji „Jeża Jerzego” filmowcy biorą na warsztat kolejne komiksy: „Wilq”, „Łauma”, „Podróż smokiem diplodokiem” – nad tymi tytułami ruszyły już prace. Czego możemy się po nich spodziewać? – Sebastian Frąckiewicz

„Jeż Jerzy” nie był frekwencyjnym hitem na miarę „Jesteś bogiem”, ale Tomasz Leśniak – rysownik komiksowego pierwowzoru oraz jeden z reżyserów ekranizacji i tak jest zadowolony z wyniku. Zwłaszcza, że polski widz nie jest przyzwyczajony do pełnometrażowych krajowych animacji dla dorosłych. Przygody kolczastego skate’a obejrzało w naszych kinach 120 000widzów, a na dodatek „Jeż...” zdobył kilka międzynarodowych nagród, w tym Grand Prix na Festiwalu Filmów Animowanych SICAF w Seulu. Był dobrze przyjmowany także na pokazach w innych częściach Azji, m.in. w Hongkongu. „Gdy rozmawiałem z widzami, okazywało się, że odnajdywali w nim wiele nawiązań do wschodnich filmów. Od Akiry do filmów kung-fu”– mówi Leśniak. Dlatego wraz z tą samą ekipą, czyli Rafałem Skarżyckim, Wojciechem Wawszczykiem i Jakubem Tarkowskim postanowił przenieść na ekran kolejne komiksy. W fazę developmentu (czeka na dotację PISF) wchodzi właśnie „Tymek i Mistrz”, czyli filmowa adaptacja komiksu dla dzieci Skarżyckiego i Leśniaka, który pierwotnie ukazywał się na łamach dodatku z historiami obrazkowymi do „Gazety Wyborczej”, a później wydawany był w osobnych albumach.

Komiksowy pierwowzór to zabawna historia o losach chłopca praktykującego u roztargnionego Czarnoksiężnika. Wyróżniał się subtelnym, niewymuszonym humorem i licznymi nawiązaniami do świata baśni i popkultury. Filmowy „Tymek...” w zamierzeniu autorów ma być 13-odcinkowymserialem. Scenariusze i projekty postaci już są gotowe.

Diplodok międzynarodowy

Jednak o wiele większe emocje niż „Tymek” wśród fanów historii obrazkowych wzbudza „Podróż smokiem diplodokiem”, czyli film, który będzie oparty na twórczości Tadeusza Baranowskiego. To obok Janusza Christy, Papcia Chmiela i Szarloty Pawel największy mistrz komiksu doby PRL. Na jego albumach drukowanych w 300-tysięcznych nakładach wychowało się kilka pokoleń Polaków. Filmową „Podróż…” zrealizuje również ekipa od „Jeża Jerzego” i stoi przez nimi nie lada wyzwanie, bo komiksowy pierwowzór wyróżnia się niezwykle charakterystyczną, odrobinę psychodeliczną grafiką, a twórczość Baranowskiego jest dodatkowo bardzo literacka, oparta na językowych grach, przeinaczeniach i wyrafinowanym żarcie oraz dialogach rodem z Monty Pythona. Projekt dostał niedawno dotację z PISF i wszedł w fazę developmentu.

Tomasz Leśniak zastrzega jednak, że nie będzie to wierne przeniesienie komiksu na ekrany, a własna interpretacja Baranowskiego. Scenariusz zostanie oparty na wątkach z dwóch albumów, tytułowej „Podróży smokiem” oraz „Antresolki Profesorka Nerwosolka”. Czym film będzie różnił się od oryginału Baranowskiego? Przede wszystkim twórcy nie chcą robić bryka z komiksu. „Planujemy rezygnację z części hermetycznych żartów językowych, ponieważ chcemy tym filmem dotrzeć również do zagranicznego widza. Zachowamy absurdalny klimat i bogactwo plastyczne komiksów, ale dodamy dużo akcji, co jest typowe dla współczesnego kina animowanego. Podobnie jak w komiksie chcemy oprzeć szereg żartów na zabawach formalnych”– mówi Tomasz Leśniak. Dodaje, że w przeciwieństwie do USA ekranizacja komiksu w Polsce nie jest od razu warunkiem sukcesu. Dlatego chcą zrobić dobry film, który będzie się podobał nie tylko fanom komiksu, ale również osobom, które wcześniej nie znały twórczości Baranowskiego. Niezależnie od wieku, bo „Podróż...” ma być w założeniu kinem familijnym, a autorzy filmu dostali wolną rękę od Tadeusza Baranowskiego.

Najwcześniej, bo na wiosnę przyszłego roku, zobaczymy krótkometrażowy film „Wilq: Negocjator”. To adaptacja jednego z najpopularniejszych polskich komiksów o wyjątkowo niepoprawnym politycznie superbohaterze z Opola autorstwa Tomasza i Bartosza Minkiewiczów. Jednak „popularny” w przypadku polskiego rynku komiksowego oznacza sprzedaż każdego zeszytu na poziomie 5000 egzemplarzy. To niewiele, biorąc pod uwagę, że na Facebooku Wilq ma prawie 30 000 fanów.

Ograniczający komiks Minkiewiczowie uznali, że w tak niekomiksowym kraju jak Polska obrazkowe medium jest ograniczające. „Komiks jest formą wdzięczną dla twórcy, nad którą ma on dużą kontrolę i to jest fajne, ale z drugiej strony jako medium jest poważną barierą. Zakładam, że Wilq, jego fabuła, humor, pomysły może spodobać się dużo większej grupie ludzi niż tej będącej w stanie przyswoić sobie komiks” – mówi Tomasz Minkiewicz, rysownik komiksu i współreżyser animowanej wersji Wilqa. Producentem „Wilq: Negocjatora” jest Platige Image, a za animację odpowiada Leszek Nowicki ze studia animacji Crunchdog. Rysownik twierdzi, że największym wyzwaniem było przeniesienie celowo niechlujnej szkicowej kreski z komiksu do filmu. Zależało im, by nie stracić estetyki pierwowzoru. Ekipa długo zastanawiała się także, czy będzie to film z dialogami. „Każdy, kto czytał komiks, ma w głowie inny głos Wilqa i reszty bohaterów. Pierwszą reakcją fanów na informacje o powstającym filmie było: „Błagam, tylko nie bierzcie do podkładania głosu (tu wstawiano nazwiska większości aktorów polskich i paru amerykańskich), bo zniszczycie Wilqa na zawsze!” – wspomina Tomasz Minkiewicz. Ostatecznie głos pod Wilqa podłoży Eryk Lubos, a pod komisarza Gondora Marian Dziędziel. Minkiewicz z Nowickim pojechali do Lubosa na plan „Misji Afganistan”, i choć aktor widział „Wilqa” po raz pierwszy, po lekturze kilku komiksów podobno nie trzeba go było długo przekonywać. Twórcy „Wilq: Negocjator” liczą na to, że ta krótkometrażowa produkcja spodoba się widzom. Będą chcieli stworzyć animowany serial, więc film, który powstaje, będzie swoistym testem przed większym projektem.

Z kolei reżyser Paweł Borowski i LavaFilms chcą przenieść na ekrany „Łaumę” Karola Kalinowskiego. To jeden z ciekawszych komiksów dla młodszych czytelników opublikowanych w ciągu kilku ostatnich lat. Opowiada historię Dorotki, która wraz z rodzicami przenosi się z Warszawy na Suwalszczyznę do domu babci, która była wiejską szeptuchą. Karolowi Kalinowskiemu udało się w komiksie ożywić dawne pogańskie, a dokładnie jaćwieskie legendy i stworzyć z nich współczesną baśniową historię. Tytułowa „Łauma” to zraniona przez Perkuna bogini (dokładnie chodzi o złamane serce), która została zamieniona w wiedźmę porywającą dzieci. W komiksie pojawiają się leśne duchy z dawnej mitologii, cały zestaw dawnych podań i przesądów. „To zanurzenie „Łaumy” w wierzeniach rodem z Suwalszczyzny nie jest przypadkowe i zachowanie w filmie magii tych opowieści jest dla nas bardzo istotne” – deklaruje Mariusz Włodarski z Lava Films. Dodaje, że ich wizja będzie połączeniem baśniowego klimatu, elementów grozy i czarnego humoru. Dużą rolą ma odgrywać scenografia i warstwa plastyczna, zwłaszcza że nie będzie to klasyczna animacja, ale film fabularny z elementami animacji 3D. „Postaci fantastyczne zostaną „złożone” z elementów 3D, jednak w celu dodania im wrażenia realności chcielibyśmy zastosować niekiedy elementy silikonowe. Jest to dużo bardziej skomplikowany proces niż przy tradycyjnych kostiumach filmowych. Dodatkowo chcielibyśmy większość bóstw i leśnych duchów stworzyć poprzez odzianie aktorów w bardzo rozbudowany kostium, aby osiągnąć efekt naturalnych ruchów i konsekwentnej sylwetki. Z kolei pracując nad mimiką twarzy, będziemy używać technologii cyfrowej” – mówi Mariusz Włodarski. Dodaje, że w przypadku kostiumów chciałby osiągnąć podobny efekt do tego, który osiągnięto w „Gdzie mieszkają dzikie stwory”, a jeśli chodzi o atmosferę, gęstość narracji oraz umiejętność połączenia świata realnego z fantastycznym, punktem odniesienia jest „Labirynt fauna”. Nie wiadomo jeszcze, kto wystąpi w roli Dorotki, ale podobnie jak w komiksie to ona będzie centralną postacią filmu. Dziecięcy sposób widzenia świata ma odgrywać tutaj kluczową rolę.

Czy komiks w Polsce stanie się bardziej popularny dzięki ekranizacjom? Trudno na to liczyć, bowiem nie jesteśmy drugimi USA i obrazkowe medium nie jest u nas tak mocno wpisane w kulturę. Należałoby chyba spojrzeć na to zjawisko inaczej – dobrze, że polski komiks inspiruje filmowców, którzy znajdują w nim ciekawe historie, świetne kreacje postaci, choćby takich jak Wilq. Na pewno skorzystają też na tym twórcy ekranizowanych komiksów, bo ich bohaterowie będą mogli trafić do nowych odbiorców. Nie tylko w Polsce. Jak pokazuje przykład „Jeża Jerzego” na widzów w Hong-kongu i Seulu polskie produkcje mogą liczyć.

Czytaj także