Strach bije z ekranu

Strach bije z ekranu

Dodano: 
Cinetex/Medium
Kilkudziesięcioletnia obecność horroru w telewizji wiele nauczyła twórców tego gatunku. Zachowując wyjątkową żywotność oraz zdolność adaptacji, niczym celuloidowy krwiopijca wysysa on esencję różnych typów widowisk: oper mydlanych, komedii, dramatów psychologicznych, dzieł historycznych, seriali detektywistycznych i produkcji fantastyczno-naukowych. Ale ten wampiryczny akt nie byłby możliwy bez przyzwolenia ze strony samej ofiary – telewidza czerpiącego perwersyjną przyjemność z bycia straszonym – Przemysław Pieniążek

Położony na Manhattanie apartamentowiec „The Drake” od lat stanowi mekkę dla ludzi sukcesu oraz tych, którzy w skrytości serca aspirują do tego miana. Tę drugą kategorię reprezentują Jane Van Veen (Rachael Taylor) i Henry Martin (Dave Annable), para, która obejmuje stanowiska menedżerów tajemniczego obiektu. Architektoniczna pasja Jane, jak również ambicja Henry’ego – pnącego się po szczeblach kariery prawnika ze sztabu burmistrza – nie uchodzi uwadze demonicznego właściciela budynku Gavina Dorana (w tej roli Terry O’Quinn),pragnącego przywrócić hotelowi jego dawny splendor. Początkowa euforia bohaterów związana z wkroczeniem do świata nowojorskiej elity nie trwa jednak długo. Jane prześladowana przez niezwykle realistyczne wizje odkrywa mroczne zakamarki hotelu i drzemiące w nim sekrety. A wiadomo, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

Walka dobra ze złem

„666 Park Avenue”, serial Davida Wilcoxa („Fringe: Na granicy światów”) wywiedziony z powieściowego cyklu Gabrielli Pierce to uniwersalna opowieść o walce dobra ze złem. Znana z nowej wersji „Aniołków Charliego” Taylor tworzy ze swoim ekranowym partnerem wyjątkowo przekonujący duet. Podobnie Robert Buckley(wcielający się w postać dramaturga Briana Leonarda) wiarygodnie oddaje dylematy bohatera rozdartego między miłością do żony a intrygującą femme fatale Alexis Blume (Helena Mattson). Z kolei Samantha Logan zjednuje widza kreacją nastoletniej Nony Clark, rezydentki hotelu trapionej zapowiedziami nadchodzących wydarzeń. Ale mistrzem ceremonii pozostaje Terry O’Quinn, pamiętny John Locke z serialu „Zagubieni”. Rola przedsiębiorczego biznesmena oraz kolekcjonera dusz skrupulatnie windykującego „uszczęśliwionych” przez siebie lokatorów wydaje się wprost stworzona dla charyzmatycznego aktora. Dzielnie sekunduje mu Vanessa Williams, której Olivia Doran jest postacią jednocześnie wyrafinowaną i bezwzględną, a przy tym naznaczoną piętnem osobistej tragedii.

Dopracowany pod względem wizualnym serial budzi chwilami nazbyt oczywiste skojarzenia z „Adwokatem diabła” Taylora Hackforda, przywodzi też na myśl twórczość Stephena Kinga. Ostatecznie nie przeszkadza to w odbiorze nastrojowej, choć – jak się okazuje – efemerycznej produkcji. W listopadzie 2012 roku stacja ABC ogłosiła bowiem, że realizacja serii została odwołana z powodu umiarkowanie satysfakcjonujących wyników oglądalności. Fani tytułu nie tracą jednak nadziei, że legenda piekielnego hotelu nie zakończy się po trzynastu odcinkach.

Makabryczne opowiastki

„666 Park Avenue ” wpisuje się w długą tradycję telewizyjnych opowieści niesamowitych, których fundamenty tworzył przed laty Rod Serling ze swoją „Strefą mroku”(1959–1964): klasyczną antologią łączącą elementy thrillera, SF i horroru, do której scenariusze pisały legendy fantastyki Ray Bradbury oraz Richard Matheson. W parabolicznych historiach autorzy skrzętnie przemycali refleksje na temat rasizmu, zimnej wojny, alienacji czy mechanizmów społecznej kontroli, nie tracąc przy tym humorystycznego spojrzenia. Dystansu z pewnością nie brakowało także Serlingowi, który jako narrator serii przekonywał, że „istnieje szósty wymiar”, o którym nie śniło się filozofom i naukowcom. Kiedy jednak zwrócono się do autora z pytaniem, jak według niego wygląda piąty wymiar, zdębiały scenarzysta błyskawicznie zrewidował swój światopogląd i treść kultowej sentencji. Serling był także współautorem oraz gospodarzem

„Night Gallery” (1969–1973); kolekcji makabrycznych opowiastek często inspirowanych prozą klasyków gatunku (takich jak chociażby H.P. Lovecraft). Warto przypomnieć, że pilotowy odcinek programu wyreżyserował debiutujący w telewizji Steven Spielberg.

Ciemna strona czeka...

W 1972 roku Matheson napisał scenariusz telewizyjnego filmu „The Night Stalker”, zapowiadającego serial (emitowany w sezonie 1974–1975) o perypetiach Carla Kolchaka (Darren McGavin);chicagowskiego dziennikarza rozwiązującego kryminalne zagadki o jawnie nadnaturalnym rodowodzie. Wampiry, zombie, wilkołaki czy mityczne stwory – to skromny wyimek z listy antagonistów dzielnego reportera. Swoje pięć minut wykorzystał Richard Kiel (późniejszy odtwórca roli przeciwnika Jamesa Bonda o ksywie „Szczęki”), wcielając się – a jakże – w bagienną bestię oraz kreaturę zwaną Diablero. Przygody żurnalisty odświeżono – bez powodzenia – w 2005 roku, ale oryginalny „Kolchak” pozostał w pamięci wielu, w tym Chrisa Cartera, twórcy kultowego „Z Archiwum X” (1993–2002), w którym agenci FBI Fox Mulder (David Duchovny) i Dana Scully (Gillian Anderson) musieli zmierzyć się z najróżniejszymi teoriami spiskowymi oraz zjawiskami paranormalnymi.

Popularność nowelowego „Creepshow” George'a A. Romero sprawiła, że reżyser postanowił wykorzystać sprawdzoną formułę w ramach telewizyjnych „Opowieści z ciemnej strony” (1983–1988), przesyconej czarnym humorem antologii fantastyczno-upiornych historii bazujących między innymi na krótkich formach Stephena Kinga, Clive’a Barkera czy Roberta Blocha. Seria zwieńczona w 1990roku pełnometrażowym filmem posłużyła za reżyserską wprawkę dla Toma Saviniego i Jodie Foster przypominających zgodnie z wieńczącą każdy odcinek sentencją, że „ciemna strona czeka, abyśmy w nią weszli. Czeka, aby wejść w nas”. Trudno o bardziej trafną metaforę wyjątkowej relacji łączącej widza i telewizyjny spektakl grozy. Atutem odcinkowych dreszczowców lat 80. była (patrząc z perspektywy czasu) doborowa obsada. W „Autostopowiczu” (1983–1991)– pierwszym serialu wyprodukowanym przez stację HBO – ścieżką grozy kroczyli Willem Dafoe, Helen Hunt, Klaus Kinsky iBill Paxton. Emitowane co tydzień „Koszmary Freddy’ego” (1988–1990), których gospodarzem był upiorny morderca dzieci z Elm Street (Robert Englund), przyniosły gościnne występy mało znanej wówczas Evy LaRue, Billa Moseleya czy Brada Pitta.

Jednak najlepsi aktorzy (Daniel Craig, SteveBuscemi, Kirk Douglas, Bob Hoskins czy Tim Roth) pojawili się w klasycznej dziś produkcji HBO pod tytułem „Opowieści z krypty” (1989–1996). Niektórzy próbowali swoich sił także po drugiej stronie kamery (Tom Hanks czy Arnold Schwarzenegger). Bazujące na popularnych seriach komiksowych z lat 50.makabryczne historyjki z morałem – nie stroniące od scen pełnych krwi, przemocy i seksu – opowiadali najważniejsi reżyserzy Fabryki Snów, jak chociażby Robert Zemeckis, który w odcinku „You, Murderer” (1995) zaprosił do „współpracy” cyfrowego awatara Alfreda Hitchcocka oraz Humphreya Bogarta. Ale w groteskowym show nie brakowało także bardziej klasycznych efektów specjalnych. Sześciu animatorów poruszało ciałem Strażnika Krypty, którego mocno zasuszony wygląd zaprojektował Kevin Yagher. Hollywoodzki mistrz animatroniki wiele czasu poświęcił także na opracowanie projektu nosa postaci, który ostatecznie nigdy nie został wykorzystany.

Nic nie jest takie, jakie się wydaje

Standardy postmodernistycznych seriali grozy wytyczyło „Miasteczko Twin Peaks” (1990–1991), stworzony przez Davida Lyncha oraz Marka Frosta cykl, którego wielowątkową fabułę (łączącą w sobie elementy opery mydlanej, kryminału, horroru i surrealizmu) osnuto wokół dochodzenia w sprawie morderstwa Laury Palmer (Sheryl Lee). Panowie początkowo chcieli zaadaptować na potrzeby telewizji biografię Marilyn Monroe, jednak nie otrzymując praw do ekranizacji, postanowili nieco zmodyfikować pierwotne założenie. O powodzeniu tej korekty mogą zaświadczyć nieprzespane noce, które widzom na całym świecie zafundował jeden z najstraszniejszych boogeymanów w historii gatunku: lubujący się w dżinsach upiorny Bob mający niezdrową tendencję do pojawiania się w najmniej oczekiwanych momentach.

Niestety sukces „Miasteczka Twin Peaks” nie był wszędzie jednakowy, choć decydowały o tym czasem iście prozaiczne przyczyny. W Niemczech stacja RTL wstrzymała emisję po dwudziestu epizodach z powodu niskiej oglądalności, będącej wynikiem przemyślanej strategii konkurencyjnego kanału SAT 1, który zdradził widzom tożsamość mordercy blondwłosej piękności jeszcze przed emisją pierwszego odcinka! Domykający historię kinowy film z 1992 roku nie powtórzył triumfu serialu, ale tym samym usankcjonował przesłanie „Miasteczka...”, że nic nie jest takie, jakie się wydaje.

W podobnym duchu utrzymane było „American Gothic” (1995–1996) – wyprodukowana przez Sama Raimiego ponura, przesycona religijną ornamentyką opowieść o wykraczającej poza doczesność konfrontacji między Calebem Temple (Lucas Black) a szeryfem Lucasem Buckiem (Gary Cole) wykorzystującym swoje nadludzkie zdolności do manipulowania mieszkańcami miasteczka Trinity.

Klimat bliski utworom Lyncha i Kinga charakteryzował także „Carnivale” (2003–2005), rozgrywającą się w czasie Wielkiego Kryzysu epicką opowieść o odwiecznej walce dwóch potężnych sił reprezentowanych z jednej strony przez tytułowy wędrowny cyrk odmieńców, z drugiej – przez złowieszczego pastora Justina Crowe miewającego profetyczne wizje. Odwołujące się do chrześcijańskiej oraz ezoterycznej symboliki dzieło Daniela Knaufa zdobyło pięć statuetek Emmy, jednak spadająca oglądalność drugiego sezonu oraz wysokie koszty realizacyjne zadecydowały o przedwczesnej śmierci kultowego tytułu. Szansę na kontynuowanie chlubnej tradycji zapoczątkowanej przez „Miasteczko Twin Peaks” ma natomiast „American Horror Story”.

Z myślą o prawdziwych fanach gatunku powstał cykl „Mistrzowie horroru”(2005–2007), podobnie jak „Oblicza strachu” (2008) będący dzieckiem Micka Garrisa. Reżyser, znany popularyzator dzieł Stephena Kinga na małym ekranie, zaprosił do współpracy między innymi Johna Carpentera, Dario Argento, Stuarta Gordona, Johna Landisa oraz Takashiego Miike, którzy ze zmiennym powodzeniem starali się przekonać widza, że w pełni zasługują na patronujące serii miano. Intencją Garrisa było, aby każdy z reżyserów miał jak największą swobodę twórczą. Niestety, zarząd telewizyjnej stacji Showtime wprowadził własny indeks zakazanych rozwiązań, takich jak kadrowanie męskiego przyrodzenia czy ukazywanie scen przemocy z udziałem dzieci (choć dziecko katujące dorosłego nie stanowiło już tematu tabu).

Natomiast stworzone przez Erica Kripkego „Nie z tego świata” (2005–), opowieść o przygodach Sama (Jared Padalecki) i Deana (Jensen Ackles) Winchesterów inspirowana popularnością „Ducha” Tobego Hoopera oraz „Martwego zła II” Sama Raimiego nadal gromadzi wierną rzeszę odbiorców, fanów miejskich legend. To historia braterskiego duetu przemierzającego Amerykę tropem duchów, demonów oraz wszelakich istot spełniających tytułowy warunek. Fenomen produkcji objął swoim zasięgiem także branżę pamiątkarską i zainspirował nawet powstanie popularnej anime. Co ciekawe, to Ackles ubiegał się o rolę Sama Winchestera, jednak nasz daleki krajan pokrzyżował nieco jego plany. Na szczęście producenci serialu przekonali Jensena, że jego łobuzerski czar (którego wedle ich opinii nie powstydziłby się Han Solo) predestynuje go do roli Deana. Podbudowany komplementem aktor nie kazał się długo prosić –wszak któż nie chciałby być jak legendarny oblatywacz Sokoła Millennium?

Ciągle otwartym tematem jest współtworzone przez J.J. Abramsa „Fringe: na granicy światów” (2008–) w nowoczesny sposób wykorzystujące sprawdzone patenty rodem z dzieł Roda Serlinga i Chrisa Cartera. Perypetie funkcjonariuszy specjalnego oddziału FBI Olivii Dunham (Anna Tory),Petera Bishopa (Joshua Jackson) oraz jego ojca doktora Waltera Bishopa (John Noble) połączone z widowiskowym testowaniem w praktyce teorii światów równoległych czy alternatywnych ścieżek czasu zapewniły produkcji (której finał nastąpi w2013) prawdziwie kultowy odbiór.

Nieumarli mięsożercy

Nominowane do nagrody BAFTA „Dead Set: W domu zombie” (2008); sugestywny zapis walki uczestników reality show o przetrwanie, której towarzyszy wybuch pandemii zombizmu, pod wieloma względami zapowiedziało nadejście stworzonych przez Franka Darabonta „Żywych trupów”(2010–). Nominowany do Złotego Globu serial, podobnie jak jego komiksowy pierwowzór, ukazuje dramatyczne perypetie zastępcy szeryfa Ricka Grimesa (Andrew Lincoln), jego rodziny oraz towarzyszącej im grupki ocalonych, którzy często na własnej skórze przekonują się, że w postapokaliptycznym świecie nieumarli mięsożercy wcale nie są największym zagrożeniem.

Protesty fanów komiksu Roberta Kirkmana piętnujących liczne uproszczenia telewizyjnej produkcji oraz zmiany w stosunku do oryginału sprawiły, że dotychczasowy sztab scenarzystów został zastąpiony przez bardziej kompetentnych autorów, czego dowodem jest rekordowy jak dotąd wynik oglądalności trzeciego sezonu. Kto wie, może pomocne okazało się to, że aktorzy grający zombie uczęszczali na seminaria poświęcone specyfice chodu oraz motoryki żywych trupów, nie mówiąc już o tym, że w czasie przerw zdjęciowych udawali się do własnej stołówki?

Czytaj także

 0

Czytaj także