Znośny ciężar oportunizmu

Znośny ciężar oportunizmu

Dodano:   /  Zmieniono: 
HBO 
Zimne styczniowe popołudnie, centrum Pragi. Strażnik w budce niedaleko Muzeum Narodowego pichci właśnie jakąś zupkę, gdy nagle przez szybę dostrzega człowieka niosącego dwa wiaderka. Postać przystaje pod murem, wylewa na siebie zawartość kubłów, po czym podpala się. A potem, płonąc, biegnie z krzykiem w dół Vaclavskich Namesti – Bartosz Żurawiecki
Zimne styczniowe popołudnie, centrum Pragi. Strażnik w budce niedaleko Muzeum Narodowego pichci właśnie jakąś zupkę, gdy nagle przez szybę dostrzega człowieka niosącego dwa wiaderka. Postać przystaje pod murem, wylewa na siebie zawartość kubłów, po czym podpala się. A potem, płonąc, biegnie z krzykiem w dół Vaclavskich Namesti.

Tak zaczyna się najnowszy film Agnieszki Holland – trzyczęściowy serial „Gorejący krzew” zrobiony na zamówienie czeskiego HBO. To aż nieprawdopodobne, że przez dwadzieścia kilka lat demokracji nie powstała nad Wełtawą ani jedna fabuła poświęcona Janowi Palachowi, studentowi z Pragi, który 16 stycznia 1969 roku dokonał samospalenia w proteście przeciwko agresji wojsk Układu Warszawskiego, obecności cenzury i apatii czeskiego społeczeństwa. Przecież owo wydarzenie wstrząsnęło ówczesną Czechosłowacją. Co więcej, manifestacje w dwudziestą rocznicę czynu Palacha dały początek „aksamitnej rewolucji”. Ta zaś, jak wiadomo, doprowadziła do upadku systemu komunistycznego.

Czeskie problemy z historią są innego rodzaju niż nasze, polskie. My żyjemy przeszłością, namiętnie przerabiamy ją na martyrologiczne opowieści o naszych moralnych zwycięstwach. Czesi tymczasem często wstydzą się swojej historii, swego konformizmu, wiecznej uległości, pasywności. Wolą o tym milczeć, wolą kręcić sielskie, anielskie komedie o żywotach poczciwych. Znamienne, że scenariusz „Gorejącego krzewu” napisał człowiek urodzony w 1984 roku, a więc nieobciążony w żaden sposób grzechami i grzeszkami poprzedniego systemu ‒ Stepan Hulik. Czeska telewizja publiczna jego tekst odrzuciła, zajęło się nim dopiero prywatne HBO, powierzając realizację równie młodej ekipie producenckiej.

Ta świeżość spojrzenia została wsparta doświadczeniem Agnieszki Holland, której wybór na stanowisko reżyserki „Gorejącego krzewu” wydaje się oczywisty. Nie tylko dlatego, że w swych filmach nieraz już autorka „Gorączki” wadziła się z historią. Również z tego powodu, że Holland na własne oczy obserwowała wydarzenia Praskiej Wiosny, inwazję wojsk Układu Warszawskiego i to wszystko, co nastąpiło u naszych południowych sąsiadów potem. Studiowała przecież w praskiej szkole filmowej FAMU. Siedziała też za swą działalność polityczną przez kilka tygodni w czeskim więzieniu. Holland biegle mówi po czesku (swego czasu przetłumaczyła nawet na polski „Nieznośną lekkość bytu” Milana Kundery) i – last but not least – ma spore osiągnięcia w realizacji produkcji telewizyjnych (nakręciła odcinki popularnych seriali: „The Wire”, „Dowody zbrodni”, „Treme”).

Ale, wbrew pozorom i mimo nawiązującego do Biblii tytułu, „Gorejący krzew” nie jest hagiografią Jana Palacha. Nie jest też historią jego życia. Holland opowiada o tym, co zdarzyło się po styczniu ’69. Na główną bohaterkę serialu wyrasta Dagmara Buresova (zagrana przez słowacką aktorkę Tatianę Pauhofovą), młoda prawniczka, późniejsza pierwsza ministra sprawiedliwości demokratycznej Czechosłowacji, która postanawia reprezentować rodzinę Palacha w procesie wytoczonym dygnitarzowi partyjnemu Vilemowi Novy’emu (Martin Huba). W swym przemówieniu zniesławił on imię praskiego studenta.

Przede wszystkim jednak Holland pokazuje, jak dogasa płomień wzniecony przez Jana Palacha. Jeszcze jego pogrzeb zmienia się w wielką manifestację, jeszcze trwają studenckie protesty, jeszcze tlą się jakieś iluzje Praskiej Wiosny, ale już powoli ludzie znowu zaczynają tchórzyć, wycofywać się, przytakiwać władzy. W ślady Palacha idą inni młodzi, m.in. 18-letni Jan Zajić, który podpalił się miesiąc po swoim koledze. Lecz ich ofiara pozostaje niezauważona. Otwiera się ponury czas tzw. normalizacji. Zgaszonych nadziei i stłumionego buntu. Jest „Gorejący krzew” niezmiennie aktualnym ostrzeżeniem przed „znośnym ciężarem oportunizmu”, którego nie zrzucą nam z pleców żadni męczennicy ni bohaterowie. Wypalić go można tylko za pomocą wewnętrznego ognia.