Człowiek z żelaza 3

Człowiek z żelaza 3

Dodano: 
Disney
Kolejna część przygód Iron Mana ma wszelkie szanse, 
by popularnością pobić 
nie tylko poprzednie epizody, ale również film „Avengers” – najbardziej kasową produkcję komiksowego uniwersum wydawnictwa Marvel - Rafał Rejowski

S

ukces ma zapewnić nie tylko dramatyczny scenariusz (czy to koniec Iron Mana?) i dizajnersko-gadżeciarski rozmach (wielka armia Iron Manów!), ale przede wszystkim posiadacz najbardziej szelmowskiej twarzy w Hollywood, Robert Downey Jr, który ponownie wciela się w genialnego utracjusza Tony’ego Starka.

Superbohaterów nie da się lubić tylko dlatego, że są zdolni do rzeczy niezwykłych. Najbardziej kochamy ich wtedy, kiedy mają nasze słabości i wady albo gdy bezkarnie rozrabiają – tak jak my chcielibyśmy rozrabiać. Tony Stark ma do tego wszelkie predyspozycje. Jako spadkobierca przynoszącego fortunę przedsiębiorstwa Stark Industries, które odziedziczył po ojcu wynalazcy (jakbyście nie wiedzieli, to Howard Stark razem z Oppenheimerem opracował bombę atomową), opływa w luksusy, mieszkając w hipernowoczesnym nadmorskim apartamencie w Malibu. Szasta pieniędzmi w kasynach, rozsmakowuje się w drogich alkoholach, kolekcjonuje samochody i dzieła sztuki oraz podrywa piękne kobiety – kto by tak nie chciał? „Miliarderzy nie zdobywają fortuny, będąc głupcami, pyśku” – stwierdza w jednym z komiksów Tony. Bo choć jest spadkobiercą majątku, to przecież pomnaża go również dzięki odziedziczonemu po ojcu bystremu umysłowi. Świadom swej pozycji, inteligencji i urody jest równie pyskaty i arogancki, co czarujący. Produkując broń dla armii USA, nie czuje wyrzutów sumienia, żyje z dnia na dzień z właściwą Amerykanom wiarą, że wszystko, co robi, jest słuszne. Upchnąć tak wielkie ego w blaszanej puszce to sztuka. Trzeba na to sposobu albo okoliczności.

Geniusz, miliarder, playboy

Okoliczności nadarzają się, owszem. I jak to bywa u większości superbohaterów, są wyjątkowo dramatyczne. Nie każdy

ma bowiem takie szczęście urodzić się przybyszem z innej planety (Superman) czy też bogiem (Thor). Zazwyczaj gryzie cię zmutowany pająk (Spider-Man) albo wpadasz do jaskini pełnej nietoperzy i na dodatek szaleniec morduje twoich rodziców (Batman). Narodzinom Iron Mana, niemalże jak dziecku z kuźni mitycznego Hefajstosa, od początku towarzyszył ogień. Tony wraca z terenowego pokazu działania nowej broni do bazy wojskowej w Afganistanie, kiedy jego konwój zostaje ostrzelany i wysadzony w powietrze, a on sam poważnie raniony odłamkami z pocisku, o zgrozo, własnej produkcji. Porwany i operowany w górskiej bazie terrorystów przeżywa, po przebudzeniu z przerażeniem konstatując, że w pierś wszczepiono mu elektromagnes – nie wszystkie odłamki udało się usunąć, a urządzenie powstrzymuje przed dotarciem do serca te, które utkwiły w ciele.

Tony zostaje zmuszony do zbudowania dla terrorystów jednej ze swych niszczących zabawek, pocisku Jericho, pod przykrywką jednak prac nad bronią wykuwa mechaniczny, uzbrojony pancerz – przepustkę do wolności, bowiem zdaje sobie sprawę, że porywacze zabiją go bez względu na  powodzenie prac. Najważniejszą częścią egzoszkieletu jest miniaturowy reaktor łukowy – rewolucyjne, niemalże niewyczerpalne źródło zasilania, którym Stark zastępuje ratujący mu życie elektromagnes. W piekle wybuchów, w prawdziwym chrzcie ognia, Tony salwuje się ucieczką i te przeżycia odmieniają go na zawsze.

Po powrocie likwiduje dział zbrojeniowy Stark Industires. W tajemnicy rozwija swój pomysł, budując coraz doskonalsze wersje futurystycznego rynsztunku i na własną rękę stabilizując sytuację na Bliskim Wschodzie. Z pławiącego się w samozadowoleniu handlarza bronią zmienia się w… pławiącego się w samozadowoleniu zbawcę świata trzymającego „tych złych” za pysk nie wymierzonymi w nich pociskami, tylko (jakże wymownie) latającą zbroją. Blaszana puszka, miast zdusić przerośnięte „ja” Starka, zadziałała niczym katalizator – poczuł się jeszcze bardziej chłopcem, jeszcze bardziej zakochanym w sobie geniuszem i wreszcie ekscentrycznym gwiazdorem. Nie wszystkim jednak z otoczenia Tony’ego są w smak jego szalone pomysły, a niektórzy wręcz knują plany, jak się go pozbyć…

Nie gniewam się, pączuszku, dobry lewy sierpowy

Tak w ogólnym zarysie wygląda wprowadzenie do historii „Iron Mana” i właściwie opis jego pierwszej części, która weszła na ekrany wiosną/latem 2008 roku, inaugurując nową serię filmów o superbohaterach z Marvel Cinematic Universe – komiksowego świata marvelowskiej stajni. Film wyreżyserował Jon Favreau znany m.in. z serialu „Rodzina Soprano”, a w obsadzie znaleźli się m.in. Gwyneth Paltrow jako sekretarka i późniejsza miłość Starka Virginia „Pepper” Potts, Jeff Bridges jako prezes zarządu Stark Industires oraz prze- ciwnik Iron Mana Obadiah Stane. I wreszcie Robert Dow- ney Jr, który za rolę Tony’ego dostał nagrodę Saturn dla najlepszego aktora. To on oczywiście ukradł cały show, bo też i rola Starka wydaje się jakby napisana specjalnie dla niego. Wychowany w rodzinie artystów, występował w kinie od dzieciństwa, wcielając się w role zarozumialców i buntowników czy później podrywaczy i dziwaków. Skandale i problemy z narkotykami, z którymi borykał się w latach 90., tylko dodały rumieńców jego karierze, która wróciła na właściwe tory wraz z rolą Iron Mana. Sam też przyznał, że nie bardzo miałby ochotę oddać ją komu innemu. Zagrał więc zarówno w sequelu opowieści o metalowym wojowniku (2010), jak i w pierwszym crossoverze cyklu Marvel Cinematic Uni- verse - „Avengers” (2012), w którym spotyka się z pozostałymi herosami uniwersum, m.in. Thorem, Hulkiem i Kapitanem Ameryką. Z nimi, działając pod auspicjami organizacji S.H.I.E.L.D. i jej szefa Nicka Fury’ego, broni świata przed zakusami Lokiego, nordyckiego boga o aparycji Michała Wiśniewskiego sprzed etapu różowych włosów; prywatnie brata Thora. I co tu mówić, przynajmniej na poziomie poczucia humoru znów zwycięża wszystkich, nawet sojuszników, a świat po raz kolejny może spać spokojnie. „Avengers” okazał się najbardziej rentowną z dotychczasowych produkcji MCU, przynosząc ponad 1,5 miliarda dolarów wpływu z box office’ów, a zakrojona na wielką skalę historia splatających się losów superbohaterów w pełni rozwinęła skrzydła. „Udało nam się osiągnąć sukces, ponieważ nie baliśmy się ryzyka” – skwitował krótko szef Marvel Studios Kevin Feige.


Więcej w najnowszym numerze miesięcznika FILM.

Czytaj także