VHS Hell Przedstawia - Lody na patyku

VHS Hell Przedstawia - Lody na patyku

Dodano:   /  Zmieniono: 
Lody na patyku / Eskimo Limon, Going All The Way (1978)
Lody na patyku / Eskimo Limon, Going All The Way (1978) / Źródło: Noah Films
Era wideo nieodłącznie kojarzy się dziś ze zwojami naoliwionych muskułów i wielkimi spluwami dzierżonymi dumnie przez Arnolda Schwarzeneggera, Sylvestra Stallone’a, Chucka Norrisa lub Jeana-Claude’a Van Damme’a. Kasetowy szał nie dotyczył jednak wyłącznie szeroko pojętego kina akcji.

Choć to dzięki produkcjom takim jak Krwawy sport, Amerykański ninja, Zaginiony w akcji czy Cobra młodzi miłośnicy wideo poznawali tajniki sztuk walki i meandry kodeksu honorowego prawdziwych wojowników, to pierwsze lekcje kobiecej anatomii pobierali z Lodów na patyku. I, jak łatwo się domyślić, wcale nie były one dla nich mniej istotne.

Kręcone w latach 1978-1988 Lody na patyku to ośmioczęściowa seria (w 2001 roku powstał także dziewiąty odcinek, ale w głównych bohaterów wcielili się inni aktorzy, trudno więc uznać go za kanoniczny) komedii młodzieżowych z dużą dawką erotyki, które podbijały kina na długo przed powstaniem American Pie. W centrum kolejnych części cyklu stała trójka najbliższych przyjaciół – kochliwy i opiekuńczy Benny, cyniczny playboy Bobby i cwany grubasek o imieniu Johnny (warto zwrócić uwagę, że imiona bohaterów różnią się w zależności od wersji językowej). Fabuła wszystkich filmów opowiadała o miłosnych perypetiach nastoletnich – a później dwudziestoparoletnich – chłopaków, którzy starają się zaliczać kolejne dziewczyny w żyjącym w rytmie rock and rolla Tel Awiwie lat pięćdziesiątych.

Podobnie jak opisywany w poprzednim odcinku niniejszego cyklu Paco – maszyna śmierci, tak i Lody na patyku przybyły do Polski w latach osiemdziesiątych i zdobyły dużą popularność na pirackich kasetach – tak zwanych stadionówkach – które rozpowszechniano zazwyczaj na miejskich targowiskach. Lody na patyku dzielą też z włoskim Terminatorem talent do zwodzenia widzów. Ze względu na soundtrack składający się z amerykańskich przebojów, cadillaki jeżdżące po ulicach filmowego Tel Awiwu i angielski dubbing (choć warto zauważyć, że niektóre wersje miały niemiecką ścieżkę dźwiękową) komediową serię uznawano za produkt rdzennie amerykański.

Tymczasem pierwsza część Lodów na patyku to film izraelski, z dialogami nagranymi pierwotnie po hebrajsku, a kolejne odcinki zrealizowano we współpracy z RFN. Za produkcję pierwszych części cyklu odpowiadali kuzyni-filmowcy, Menahem Golan i Yoram Globus, reżyserem Lodów na patyku 1, 2, 34 był natomiast ich młody współpracownik, Boaz Davidson. Debiutujący na ekranach w 1978 roku film dla młodzieży błyskawicznie stał się hitem w swojej ojczyźnie – w kinach obejrzała go wówczas jedna trzecia populacji Izraela (!). Dość powiedzieć, że choć od premiery minęło blisko czterdzieści, Lody na patyku ciągle zajmują pierwsze miejsce na liście najchętniej oglądanych filmów w Izraelu. Historia trójki napalonych kumpli zyskała także dużą popularność w RFN, skąd film prawdopodobnie dotarł do Polski.

Jako że Golan, Globus i Davidson myśleli o kinie w sposób bardziej amerykański niż wielu amerykańskich producentów („Menahem i Yoram byli królami Hollywood w Izraelu” – powie kilka dekad później aktorka Sybil Danning), sukces Lodów na patyku uznali za przepustkę do Fabryki Snów. Davidson szybko nakręcił anglojęzyczny remake swojego hitu, Ostatnią amerykańską dziewicę, ale nowa wersja nie spodobała się widowni. Po wyreżyserowaniu kilku mniej znanych filmów na dobre zajął się więc produkcją. Dzisiaj uczestniczy w realizacji kilku obrazów rocznie, a w jego portfolio znaleźć można między innymi Johna Rambo, serię o Niezniszczalnych i filmy z Nicolasem Cage’em (Zły porucznik, Anatomia strachu, Piekielna zemsta) lub Jasonem Stathamem (Mechanik: Prawo zemsty, W obronie własnej).

Kuzyni Golan i Globus wykupili natomiast podupadającą firmę Cannon Films i zamienili ją w prawdziwą fabrykę VHS-owych wspaniałości. To dzięki nim świat pokochał kopniaki z półobrotu Chucka Norrisa, szpagaty Jeana Claude’a Van Damme’a i chłopięcy uśmiech pierwszego amerykańskiego nindży, Michaela Dudikoffa; to oni pozwolili Charlesowi Bronsonowi wcielić się ponownie w mściciela Paula Kerseya w kolejnych częściach Życzenia śmierci, a Sylvestrowi Stallone’owi – ochronić Brigitte Nielsen przed zabójczą sektą w Cobrze.

Spośród wymienionych w pierwszym akapicie kasetowych akcyjniaków wszystkie powstały pod skrzydłami wytwórni Cannon Films zarządzanej przez Golana i Globusa, którzy dekadę wcześniej dorobili się milionów na Lodach na patyku i spełnili marzenie o amerykańskiej karierze. Pod koniec lat osiemdziesiątych żaden polski nastolatek nie miał o tym pojęcia, ale znaczna część jego VHS-owych przeżyć – zarówno tych wypełnionych akcją, jak i tych, które uczyły trudnej sztuki podrywu – miała tych samych ojców.

Grzegorz Fortuna / VHS Hell

Zapraszamy na najbliższe wydarzenie z serii "VHS Hell"


Czytaj także