Pieśń Słonia

Pieśń Słonia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pieśń Słonia
Pieśń Słonia / Źródło: Melenny Productions
„Pieśń słonia” to ekranizacja sztuki Nicolasa Billona (autora także scenariusza do filmu) z 2004 roku pod tym samym tytułem, opowiadającej historię próby rozwikłania zagadki zaginięcia jednego z lekarzy szpitala psychiatrycznego. Jedyną osobą, która wydaje się wiedzieć, co stało się z doktorem Lawrencem, jest Michael – pacjent szpitala z pięcioletnim stażem, który od pierwszych minut z wielką przyjemnością prowadzi intelektualną grę zarówno z widzem, jak przede wszystkim z przesłuchującym go doktorem Greenem. Psychiatra, nie czytając akt pacjenta, staje do nierównej walki z niepoczytalnym chłopakiem.

Usytuowana w latach 60. historia to psychologiczny dramat, który od pierwszych minut daje poczuć swoje sceniczne korzenie. To kameralny, minimalistyczny fabularnie, choć dopieszczony pod względem scenograficznym obraz, przepełniony klaustrofobicznym klimatem budowanym przez główną oś fabularną – rozmowę, a raczej zabawę w kotka i myszkę między dwoma głównymi bohaterami. Złowieszczy nastrój wzmaga dodatkowo sekwencja późniejszego przesłuchania doktora Greena i głównodowodzącej pielęgniarki Susan Peterson w sprawie tego, co dokładnie zaszło w czasie rozmowy psychiatry z Michaelem. Chłopak od momentu pojawienia się na ekranie prowadzi serię gier, insynuuje, że zabił dr Lawrence'a, miał z nim romans, że ten wykorzystywał go seksualnie – bada granice wytrzymałości doktora Greena, sprawdza, na ile może sobie pozwolić i co ostatecznie uda mu się ugrać. Siostra Peterson, która zdaje się znać zachowania chłopaka od podszewki, już na samym początku ostrzega doktora Greena przed manipulacyjnymi zagrywkami Michaela, jednak z zaciekawieniem obserwujemy, co też nowego wymyśli, jak zmieni zasady gry, czy pozwoli tracącemu cierpliwość psychiatrze odkryć prawdę o tym, co się stało z jego kolegą. Starcie tych dwóch bohaterów ogląda się wyśmienicie. Michael, który nie ma nic do stracenia, zdaje się świetnie bawić – jednak zabawa ta ma swój cel, którego osiągnięcie okaże się tragiczne w skutkach.

Problemem filmu jest znalezienie równowagi w przedstawieniu poruszającego przypadku młodego chłopaka, którego życie wypełnione było traumatycznymi przeżyciami (zdystansowana matka skupiająca się na karierze śpiewaczki operowej zamiast na synu, polowanie na słonie, którego był świadkiem jako dziecko, czy w końcu przyczynienie się do śmierci matki, co ostatecznie spowodowało, że wylądował w szpitalu), a podtrzymywaniu tajemnicy zaginięcia doktora Lawrence'a. Po jakimś czasie zapominamy, dlaczego ci dwaj w ogóle spotkali się w gabinecie zaginionego psychiatry, by skupić się tylko na portrecie psychologicznym bohatera granego przez Xaviera Dolana, który bezapelacyjnie wiedzie w filmie prym.

Gra aktorska (szczególnie młodego Kanadyjczyka) i zgrabnie napisane dialogi stanowią największą wartość tego filmu. I tak już minimalistyczny pod względem akcji film mógłby skupiać się tylko na interakcji dwóch bohaterów granych przez Dolana i Greenwooda, reszta zdaje się kompletnie niepotrzebna (niektóre poboczne wątki – jak życie prywatne doktora Greena zdają się zajmować tylko niepotrzebnie czas). „Pieśń słonia” to spektakl dwóch aktorów i dla nich warto ten film obejrzeć.

Ocena: 6/10

Czytaj także