All About Freedom Festival: „Nadejdą lepsze czasy”, „Louder Than Bombs”

All About Freedom Festival: „Nadejdą lepsze czasy”, „Louder Than Bombs”

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu „Nadejdą lepsze czasy / Something Better to Come” (2015)
Kadr z filmu „Nadejdą lepsze czasy / Something Better to Come” (2015) / Źródło: Against Gravity
W czasie drugiego dnia festiwalu All About Freedom zaprezentowane zostały między innymi dokument Hanny Polak „Nadejdą lepsze czasy”, opowiadający o ludziach żyjących na moskiewskim wysypisku śmieci, oraz nominowany do Złotej Palmy w Cannes dramat Joachima Triera „Louder Than Bombs”.

Nadejdą lepsze czasy

„Nadejdą lepsze czasy” to dokument Hanny Polak, który powstawał przez ostatnie czternaście lat. Reżyserka przez ten czas odwiedzała jedno z największych wysypisk śmieci, jakie znajduje się niedaleko Moskwy. Wstęp tam jest dla osób postronnych całkiem zakazany. Również filmowanie jest całkiem zabronione. Pomimo zakazu miejsce przyciąga wyrzutków społeczeństwa, ludzi, którzy nie mają gdzie się podziać. Żyją wśród śmieci, pijąc i paląc, nawet nie marząc o lepszym jutrze. Jedną z takich osób jest dziesięcioletnia Jula, która trafiła tutaj wraz z matką, po tym jak zmarł jej tata i skończyły się wszystkie pieniądze. Reżyserka śledzi losy dziewczynki przez kolejne lata, tworząc niejako polsko-rosyjską, dokumentalną odpowiedź na amerykański „Boyhood”.

Reżyserka przede wszystkim skupia się na dorastającej Juli, ale przelotem spogląda również na innych mieszkańców śmietniska. Ludzi starych i zaskakująco młodych, niechcianych przez społeczeństwo, niemogących liczyć na żadną pomoc. Tę bezskutecznie próbuje im zapewnić reżyserka, chociażby umożliwiając kontakt z lekarzem. Tak naprawdę jednak nic nie jest w stanie zrobić. Obraz ten staje się więc strasznie smutnym, przygnębiającym portretem odrzucenia, biedy, braku nadziei dla tej garstki osób, których życie, los, sprowadziły w takie miejsce. Tak jest przynajmniej przez trzy czwarte tego dokumentu, odrobinę przeciągnięte, monotonne półtorej godziny. Co ciekawe, tytuł tej produkcji nie pozostaje jedynie pobożnym życzeniem, niemożliwym do spełnienia marzeniem. Staje się zwiastunem tego, co może nadejść. Chociażby dla jednej z osób, która przez lata zmuszona była do mieszkania na wysypisku.

Ocena: 6/10

Louder Than Bombs

Widzowie All About Freedom Festival dobrze znają Joachima Triera. Jego poprzedni film – „Oslo, 31 sierpnia” można było bowiem obejrzeć w trakcie piątej edycji festiwalu, jaka miała miejsce cztery lata temu (wtedy jeszcze w gdańskim Multikinie). Tamten obraz był przejmującą, hipnotyzującą opowieścią o jednym dniu z życia młodego mężczyzny, który niedługo zakończy odwyk i rozpocznie nowe życie; skromnym, norweskim filmem rozgrywającym się w Oslo. Tym razem reżyser przenosi akcję swojego filmu do Stanów, do Nowego Jorku. Udało mu się również zaprosić do współpracy całkiem imponującą obsadę: Jessego Eisenberga, Isabelle Huppert, Gabriela Byrne'a i Davida Strathairna. Ponownie mówi o depresji, ale pozostawia ją na drugim planie.

„Louder Than Bombs” to wielowątkowa i wielotematyczna opowieść, historia pewnej rodziny. Ojciec, który kiedyś był aktorem, obecnie pracuje jako nauczyciel. Jego starszy syn ma już żonę i nowonarodzone dziecko, młodszy przechodzi przez ciężki okres dorastania. Ich matka, fotografka wojenna, trzy lata temu zginęła w wypadku samochodowym. A przynajmniej taką wersję zna młodszy z synów – tak naprawdę kobieta popełniła samobójstwo. Ich historię poznajemy w opowieści poprowadzonej z zaburzoną chronologią, w której przeszłość miesza się z teraźniejszością, wspomnienia przenikają się z tym, co dzieje się teraz. To film delikatny, spokojny, chwilami zabawny, hipnotyzujący (fragmenty, w których włączają się głosy z offu, a całość przybliża się do teledyskowego obrazu), momentami piekielnie smutny. Obraz wyczulony na małe gesty, poprzez drobne sytuacje opisujący stany emocjonalne bohaterów. Jak chociażby w scenie, w której bohater zauważa w gazecie zdjęcie, jakie zrobiła bohaterka. Jest dumny z jej umiejętności, a ona kątem oka widzi mężczyznę, który ledwo zwraca uwagę na to zdjęcie, przerzucając kolejne strony. 

„Louder Than Bombs” jest filmem bardzo pojemnym w wątki i spojrzenia. To przede wszystkim opowieść o próbach radzenia sobie z żałobą, różnych drogach oswojenia straty, w zależności od tego, kto musi się z nią rozprawić – mąż czy synowie. To obraz mówiący o zawodzie fotografa, o tym, jak oddziałuje on na bliskich takiej osoby oraz jak wpływa na samego fotografa. Jakie rozdarcie powoduje, z jednej strony w czasie pracy męcząc tęsknotą za domem, z drugiej strony po powrocie przygniatając wrażeniem, że to, co ważne, dzieje się gdzieś indziej. To film gładko i sprawnie łączący również opowieść o życiu i związkach, rozczarowaniach, jakie ze sobą mogą nieść, trudnościach wytrwania w wierności, jak i o początkach uczuć, tych młodzieńczych i dojrzałych. Spokojny, interesujący, wciągający film.

Ocena: 8/10

Czytaj także