Neapol spowity tajemnicą - włoskie passione

Neapol spowity tajemnicą - włoskie passione

Dodano: 
Neapol spowity tajemnicą - włoskie passione
Neapol spowity tajemnicą - włoskie passione / Źródło: Aurora Films
Ferzan Ozpetek to twórca o dość rozpoznawalnym nazwisku, jeśli chodzi o kinematografię włoską. Oczywiście nie bez znaczenia pozostaje jego oryginalne nazwisko będące wyrazem tureckich korzeni. Twórczość filmowca często pozostaje na kulturowym przecięciu Orientu i cywilizacji łacińskiej, czego przykładem jest obraz „Hamam. Łaźnia turecka” jako najsilniejsza egzemplifikacja niniejszej tezy. Innym znakiem rozpoznawczym jego filmów jest tematyzowanie pożądania jako siły determinującej ludzkie zachowania, czego efektem jest sensualne i erotyczne wręcz nasycenie fabuł.

Zarazem jednak ten reżyser pozostaje wyraźnie na marginesie europejskiego świata filmowego w kontekście innych reżyserów pochodzących z półwyspu Apenińskiego takich, jak Paolo Sorrentino i Matteo Garrone odnosząc jednak sukcesy na lokalnym rynku. W tym roku „Neapol spowity tajemnicą” był nominowany do „włoskich Oscarów” tzn. nagród David di Donatello właśnie w kategorii „najlepsza reżyseria” (notabene ów film był ostatecznie nominowany łącznie w 11 kategoriach, z czego laurami nagrodzono twórców scenografii i zdjęć).

Ci, którzy po najnowszym dziele Turka spodziewają się turystycznych landszaftów opiewających urodę Neapolu tak, jak to miało miejsce w filmie „Ostatnie prosecco hrabiego Ancilotto” w odniesieniu do regionu Wenecji Euganejskiej, mogą się poczuć rozczarowani. Nie jest to panegiryk ku czci miasta, jakim był onegdaj fabularyzowany dokument muzyczny Johna Turturro pod tytułem „Passione”. Jakichkolwiek zdjęć wskazujących na tę lokalizację jest tu jak na lekarstwo.

W ogóle to dość dziwny film, który nie przekonuje do siebie od razu, a wręcz może nużyć. Dopiero spięcie całej fabuły w finale daje ogląd tego, co zobaczyliśmy na ekranie. Śmiem twierdzić, że mamy w tym miejscu do czynienia z osobliwą komedią, aczkolwiek nie z gatunku tych, na których będziemy śmiać się do rozpuku. Prawdopodobnie zresztą nie zaśmiejemy się w trakcie sensu ani razu. Jeśli jednak uznamy, że podstawową funkcją tego gatunku jest parodia i satyra, to w tym zakresie będziemy w pełni ukontentowani. Główna bohaterka grana przez Giovanni Mezzogiorno (córkę słynnego Vittorio Mezzogiorno) jest przesadnie egzaltowana niczym Dakota Johnson w serii filmów o uwodzicielskim Greyu, a całość wyraźnie nawiązuje do tego erotycznego pościelowo-pastelowego cyklu. Skądinąd prawdopodobnie zupełnie nieintencjonalne jest odniesienie do kanonicznego obrazu „Uwierz w ducha” z Demi Moore i Patrickiem Swayze.

Z drugiej strony dzieło Ozpetka dość świadomie kpi z konwencji kryminału, albowiem odpowiedź na pytanie „kto zabił?” (a w istocie „czy ofiara w ogóle została zamordowana?”) stopniowo przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Reżyser rozsiewa różne tropy prowadząc widza w rozmaitych kierunkach. Raz jest to intryga szajki handlarzy zrabowanymi dziełami sztuki, innym razem wątki masońskie, które muszą pojawić się w mistycznym mieście o bogatej historii. Wrażenie robi już scena otwierająca film – jedna z najdziwniejszych ekspozycji, jakie dane mi było oglądać w kinie: rodzaj chrześcijańskiego misterium o narodzinach Jezusa, gdzie spazmatycznie krzyczący mężczyzna (?!) rodzi potomstwo. Gdyby jednak zdjąć z tego tytułu całą gatunkową oprawę, będzie to też całkiem autentyczna i poruszająca wypowiedź o potędze miłosnego uniesienia, które plącze zmysły uniemożliwiając odróżnienie fikcji od rzeczywistości.

Ocena: 7/10

Autor: Michał Mielnik

/ Źródło: FILM.COM.PL

Czytaj także