Nieposłuszne - miłość silniejsza niż wiara?

Nieposłuszne - miłość silniejsza niż wiara?

Dodano: 
Nieposłuszne - miłość silniejsza niż wiara?
Nieposłuszne - miłość silniejsza niż wiara? / Źródło: M2Films
„Nieposłuszne” Sebastiana Lelio to osadzona w hermetycznym środowisku ortodoksyjnych Żydów uniwersalna opowieść o samostanowieniu i prawie do wolności wyboru.

Obraz, oparty na powieści Naomi Alderman, rozpoczyna się powrotem Ronit (dobra Rachel Weisz) do londyńskiego domu, po śmierci lokalnego rabina, który nie tylko był ważny dla społeczności, ale i dla samej dziewczyny. Jej przyjazd budzi jednak powszechne zdziwienie, z powodu dość rychłego wyjazdu kobiety z miasta wiele lat wcześniej. Szczególnie zaskoczona wydaje się Esti (dobra Rachel McAdams), żona Dovida, dawnego znajomego Ronit. Powoli dowiadujemy się kolejnych informacji o przeszłości obu kobiet, a zasłona milczenia, wisząca nad tajemniczym wyjazdem jeden z nich przed laty, zaczyna się unosić.

Reżyser bardzo prostymi środkami zarysowuje zaistniałą sytuację i zachęca widza do emocjonalnego odbioru opowieści. Nie od dziś wiadomo, że muzyka w filmach odgrywa ważną rolę. Kiedy jednak w filmie pojawia się jedyna nie-instrumentalna i nie-religijna piosenka, możemy być pewni, że ma ona ogromne znaczenie dla fabuły. Tak też dzieje się w tym wypadku. Gdy Ronit i Esti chodzą po dawnym domu dziewczyny, wspominając stare czasy, a z radia lecą nuty „Lovesong” The Cure, jej słowa dokładnie oddają stan emocjonalny, w którym znajdują się kobiety. „Kiedy jestem sam z Tobą, czuję się jakbym znów był w domu”. Gdy dodamy do tego, że ten sam utwór leci też na napisach końcowych, możemy uznać, że stanowi kodę całej historii, jej bezpośrednie zwieńczenie. Słowa, które padają wtedy z ekranu można bowiem bezpośrednio odnieść do sytuacji przedstawionej. Stają się one też opisem filmowego problemu w mikroskali.

Na dodatek - takie umieszczenie muzyki - podczas ważnej sceny oraz na napisach końcowych, przywodzi na myśl podobny zabieg zastosowany w niedawnym „Call Me By Your Name” Luci Guadagnino. Oczywiście, nie on jeden zastosował podobny zabieg, jednak sposób jego użycia w obu dziełach jest wyjątkowo wyraźny. W „Tamtych Dniach, Tamtych Nocach” muzyka jest bowiem nośnikiem emocji. Gdy Elio i Oliver mają pierwszy raz zbliżyć się do siebie, z ekranu leci kilka nut wieńczącego obraz utworu „Viseons of Gideon” Sufjana Stevesa. Gdy więc utwór ten pojawia się w pełnej okazałości podczas napisów końcowych, automatycznie łączymy go z tamtą sceną, bezwiednie ją sobie przypominamy. Tutaj, w “Nieposłusznych” następuje podobny mechanizm. Muzyka staje się emocjonalnym nośnikiem historii.

Angielskojęzyczny debiut Chillijczyka Sebastiana Lelio urzeka przede wszystkim niezwykłym uniwersalizmem i prostotą przekazu. Mimo, że film nie jest subtelny w swojej wymowie, wykrzykując wręcz (dosłownie) swoją główną myśl, jest na tyle sprawnie poprowadzony i na tyle zniuansowany, że w pełni to kupujemy. Pewnie dlatego, że sposób prowadzenia historii obu kobiet i gorący konflikt, który podzielił społeczność, poprowadzony jest już z ogładą i szacunkiem. W tym kontekście końcowe zdania, wprost określające rozwiązanie problemu, nie wydają się błędem. Czasami trzeba po prostu usłyszeć uniwersalne prawdy w tak prosty i przekonujący sposób.

“Nieposłuszne” to precyzyjnie, prostolinijnie opowiedziana historia dwóch kobiet, które muszą nauczyć się żyć po swojemu. Przekaz filmu, będący pochwałą wolności, jest niezwykle prosty. Czasami jednak w prostocie kryje się największe piękno.

Ocena: 8/10


Czytaj także

 0

Czytaj także