KLER - Wojciech Smarzowski o kościele

KLER - Wojciech Smarzowski o kościele

Dodano: 
kadr z filmu "Kler" (2018)
kadr z filmu "Kler" (2018) / Źródło: Kino Świat
„Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Jeszcze przed oficjalną premierą wokół filmu narosło wiele legend i obiegowych opinii. Stał się też przyczynkiem szeroko zakrojonych dyskusji. Zapomnijmy jednak na chwilę o kontrowersjach i sprawdźmy czy „Kler” jest w ogóle dobrym filmem?

Najnowszy film reżysera „Domu Złego”, „Wesela”, czy „Drogówki” rozpoczyna się od stałego elementu jego obrazów, czyli wspólnej wesołej zabawy przy grubo zastawionym i suto zakrapianym stole. W domu jednego z nich, bawi się trzech księży - Kukuła (Arkadiusz Jakubik), Trybus (Robert Więckiewicz) i Lisowski (Jacek Braciak). Gdy zabawę przerywa przyjazd ministranta, który wzywa jednego z nich do odprawienia ostatniej posługi przy umierającej kobiecie, panowie, pijani, rozjeżdżają się w swoje strony. Dzięki takiemu zagraniu - rozpoczęciu filmu przez zaznaczenie znajomości trójki bohaterów, Smarzowski może przez cały czas trwania projekcji prowadzić trzy równoległe wątki, na ich kanwie opowiadając o całym spektrum przewinień kościoła.

„Kościół jest święty, ale tworzą go ludzie grzeszni”, padnie na początku obrazu. Idąc tym tropem, reżyser przygląda się losom trzech księży oraz ich otoczeniu, punktując nie tylko grzechy każdego z nich, ale i zaznaczając rozterki moralne, przed którymi niejednokrotnie stają. Film stara się unikać prostych charakteryzacji i łatwych osądów, wielokrotnie przyglądając się swoim bohaterom z wielu różnych stron. Bohaterowie „Kleru” to postacie z krwi i kości, wielowymiarowe, wiarygodne i pełne wewnętrznych sprzeczności. Reżyser stara się też przybliżyć przyczyny przedstawionego stanu rzeczy, uświadamiając, że w dużej mierze jest to problem systemowy i systematyczny, zakorzeniony w przeszłości i zachowaniach, które lubią powtarzać się cyklicznie. Płynie z tego gorzka refleksja, że historia będzie się powtarzać, póki ktoś nie wyłamie wreszcie tego rozpędzonego koła.

Każdy z księży staje przed własnym szeregiem dylematów, które wspólnie składają się na obraz instytucji kościoła, która nadużywa swojej władzy, w wielu sferach ludzkiego życia. Przy czym „Kler” jest jednak filmem wielowymiarowym, wyważonym, przemyślanym i unikającym tabloidowych skrótów i pogoni za sensacją, który przygląda się przedstawianym przez siebie problemem z różnych stron i w odpowiednio szerokim kontekście. Film porusza wiele trudnych wątków, jednak robi to w stonowany, niesensacyjny sposób. Reżyser nie chce szokować widza, zdając sobie sprawę, że wielokrotnie sugestia jest mocniejsza niż nadmierna dosadność dosłowności. Mimo kilku silnych, dramatycznych scen, film jest też wielokrotnie subtelny w sposobie pokazania niektórych zdarzeń. Reżyser w prosty sposób mógłby dużo bardziej uderzyć nas obuchem po głowie, a tego nie czyni. Sama świadomość niektórych czynów jest wystarczająco przerażająca, by włos zjeżył nam się na głowie.

„Kler” to film nie tylko znakomicie napisany i przemyślany, ale przede wszystkim mistrzowsko rozpisany dramaturgicznie. Sposób, w który reżyser przeplata wątki ze sobą, z każdą kolejną sceną nie tylko zaznaczając paralele, ale i wzajemne powiązania, sprawia, że napięcie, które odczuwamy stopniowo rośnie z czasem trwania obrazu. Film wielokrotnie też sprawia wrażenie thrillera, który przyciąga nas na brzeg fotela i który nie pozwala nam odciągnąć wzroku od ekranu, drżąc nad losem bohaterów. To zresztą kolejny plus najnowszego filmu Smarzowskiego. Reżyser nie ocenia swoich bohaterów. Pokazuje ich takimi, jakimi są - ze wszystkim swoimi zaletami, jaki i przywarami i wadami. Nie czyni z nich postaci jednowymiarowych, godnych jedynie potępienia, ale osoby, które zachowują się w określony sposób przez określony zestaw życiowych zdarzeń.

„Kler” to najwyższa półka umiejętności aktorskich. Każdy członek obsady wypada wiarygodnie w swojej roli, tworząc postać wyrazistą i na swój sposób tragiczną, w różnym znaczeniu tego słowa. Przyzwyczailiśmy się już do perfekcji od ról Jakubiaka, Więckiewicza i Braciaka, świetnie jest też zobaczyć kolejną wielką rolę Janusza Gajosa, który niczym wzniesiony w locie orzeł sprawuje piecze nad całym obrazem, raz za razem pokazując sieć wpływów swojego bohatera. Co jednak znamienne i pokazujące niezwykłe wyczucie reżyserskiej ręki Wojciecha Smarzowskiego, to fakt, że niezwykle wiarygodne są także postaci dalszego planu. Nawet takie, które jedynie kilkakrotnie pojawiają się na ekranie. Proste gesty i spojrzenia niektórych księży, pojawiających się w scenach grupowych, pełne są podskórnych znaczeń i wyrazistego niezwerbalizowanego napięcia, które łatwo jest nam odczytać.

„Kler” to obraz, który przyczyni się do szerokich (i tak już trwających) dyskusji na temat roli kościoła we współczesnym świecie. Co jednak ważne - finalny obraz nie jest aż tak polaryzujący i jednostronny, jak życzyliby sobie tego niektórzy, zarzucając reżyserowie nadmierne uproszczenia. To film przemyślany, który pokazuje złożoną sytuację i trudną drogę wyjścia.

Ocena: 8/10

Ankieta: Czy wybierasz się do kina na „Kler”?
/ Źródło: FILM.COM.PL

Czytaj także