Ze Śmiercią jej do twarzy - recenzja Śmierć nadejdzie dziś 2

Ze Śmiercią jej do twarzy - recenzja Śmierć nadejdzie dziś 2

Dodano: 
kadr z filmu "Śmierć nadejdzie dziś 2"
kadr z filmu "Śmierć nadejdzie dziś 2" / Źródło: UIP
Kiedy dwa lata temu do kin zawitał film „Śmierć nadejdzie dziś” Christophera Landona, szybko okazał się hitem, zjednując przychylność widzów i krytyków. Chwalono zabawę formułą horroru i jego zasad, liczne elementy humoru, charyzmatyczną bohaterkę w centrum, a także głębszą myśl, przyświecającą pokazywanym zdarzeniom. Kwestią czasu było zatem, by na ekranach pojawiła się kontynuacja tego niespodziewanego sukcesu.

Ten dzień właśnie nastąpił. Pokazywany obecnie w kinach film „Śmierć nadejdzie dziś 2” Landona jest obrazem dla wszystkich, którzy po seansie części pierwszej zastanawiali się: „ale właściwie dlaczego Tree wciąż przeżywała ten sam dzień? Nigdy tego nie wyjaśnili”. Pierwsze sceny nowej historii, rozgrywającej się na uczelnianym kampusie odpowiedzą dokładnie na to pytanie.

Tak, jak w części pierwszej słownie nawiązywano do „Dnia Świstaka“ Harolda Ramisa, czyli innego słynnego filmu, w którym dochodziło do przeżywania tego samego dnia przez głównego bohatera, tak w części drugiej dostajemy słowne nawiązanie do „Powrotu do przyszłości II“ Roberta Zemeckisa, gdzie bohaterowie cofali się do przeszłości, aby zobaczyć... samych siebie, którzy już wcześniej cofnęli się do przeszłości. Ten element ma znaczenie dla nowej historii przedstawionej w „Happy Death Day 2U”. Otóż Tree (znów charyzmatyczna i żywiołowa Jessica Rothe) tym razem trafia do… innego wymiaru. Zgodnie z teorią multiwersum (którą mogliśmy poznać już po seansie oscarowego filmu animowanego „Spiderman: Uniwersum”), Tree trafiła do alternatywnej rzeczywistości, która nieco różni się od naszej własnej, choć z początku wydaje się taka sama. Cofnięcie w czasie nadal tu istnieje, a dziewczyna będzie musiała znaleźć nowy sposób nie tylko, by uniknąć zabójcy, ale także, aby odnaleźć drogę powrotną do swojej wersji rzeczywistości. To czyni z nowego filmu Landona bardziej dzieło science-fiction, aniżeli horror, ale dzięki temu stanowi też ciekawe uzupełnienie przedstawionych wcześniej wątków.

Twórcy nie zapomnieli też o głębszej myśli, przyświecającej obrazowi. Pogłębiając problem egzystencjalny dziewczyny, znany z części pierwszej, pozwalają widzowi na chwile wzruszenia i refleksji. Znaleźli też nowy sposób, aby znana już formuła cofania się w czasie wciąż nas bawiła i nie wydawała się wtórna. Udało się to poprzez ukazanie nowych humorystycznych sposobów na uśmiercenie bohaterki, które przywodzą na myśl frazę „ze śmiercią jej do twarzy”, będącą tytułem słynnego filmu z lat 90. Dodano też nowych bohaterów i w umiejętny sposób odwrócono elementy, które zapamiętaliśmy z hitu z 2017 roku. Widać, że film powstał z rąk tych samych twórców, gdyż liczba nawiązań i mrugnięć okiem do fanów części pierwszej jest częsta i gęsta. Tak duża zresztą, że najlepiej oglądać oba filmy jeden po drugim, dla zwiększenia humorystycznego efektu.

Amerykańska produkcja wprawia nas w dobry nastrój i pozwala wciągnąć się w niezobowiązującą akcję. I choć jest słabsza od części pierwszej, chociażby dlatego, że pozbawiona już jej efektu zaskoczenia, nadal sprawdza się jako dobra rozrywka, która pozwoli nam zapomnieć o powtarzających się drobnych horrorach dnia codziennego.

Aż chciałoby się zaśpiewać: „Happy Death Day 2 U, Happy Death Day 2 U” w rytm melodii amerykańskiego „Sto Lat” dla scenarzysty i reżysera Christophera Landona. Niech dalej tworzy równie przyjemne filmy!

Ocena: 7/10

Czytaj także