Należały do sekty Charlesa Mansona, opowiedziały o tym po raz pierwszy. „Nie było mi żal, że ci ludzie zginęli”

Należały do sekty Charlesa Mansona, opowiedziały o tym po raz pierwszy. „Nie było mi żal, że ci ludzie zginęli”

Dodano: 
Charles Manson
Charles Manson / Źródło: YouTube / Oxygen
Kobiety, które 50 lat temu były członkiniami bandy Charlesa Mansona, po raz pierwszy otworzyły się na rozmowę o tym. W dokumencie „Manson: The Women”, opowiadają o tym, jak wyglądało życie grupy i jak udało się je zwerbować liderowi sekty.

W dokumencie poznajemy cztery kobiety, które należały do kręgu Mansona: Dianne „Snake” Lake, Catherine „Gypsy” Share, Sandrę „Blue” Good i Lynette „Squeaky” Fromme. Każda z nich opisuje, że czuła się osamotniona podczas gdy poznała Mansona, a on sam jawił się im jako charyzmatyczny mesjasz, który przyjmuje je z otwartymi ramionami do swojego kręgu w 1967 roku podczas okresu zwanego „Summer of Love”.

Manson był wówczas drobnym przestępcą, który już od nastoletnich lat miał problemy z prawem. 30-latek zaczął w pewnym momencie zbierać swoich „wyznawców”, głównie kobiety, które porównywały go do Jezusa Chrystusa. Większość z nich była nastolatkami, a wszystko działo się mimo sprzeciwu ich rodzin.

– Urodziłam się we Francji – mówi w filmie obecnie 76-letnia Share. – Moja matka podczas wojny została porwana i zgwałcona przez oficera. Odebrała sobie życie. Później zostałam adoptowana przez rodziców z USA. Moja nowa matka zachorowała na raka i umarła, gdy miałam 16 lat. Również odebrała sobie życie, ponieważ nie chciała być ciężarem. A później jakoś oddaliłam się od swojego ojca. Nie miałam własnego miejsca. To były tortury – samotność polegająca na tym, że nigdy na nikogo nie mogę liczyć – tłumaczy. Gdzie poznała Mansona? Zobaczyła, jak prowadzi samochód, a razem z nim były cztery dziewczyny. – Był najbardziej pewną siebie osobą, jaką kiedykolwiek poznałam. Lubił zabawę. Wszyscy wydawali się spokojni i szczęśliwi. Czułam się tam akceptowana – dodaje.

70-letnia Lynette Fromme opowiada z kolei, że miała 18 lat, gdy ojciec wyrzucił ją z domu. – Zaczęliśmy się kłócić, co robiliśmy często, o coś naprawdę głupiego – definicję słowa, czy coś takiego. A potem powiedział: „Wynoś się i nie wracaj”. Wzięłam to sobie do serca. Płakałam, bo wiedziałam, że to koniec. Wszyscy szukaliśmy rodziny. Lokalnej rodziny – wyjaśnia.

Sandra „Blue” Good wyznała, że gdy była dzieckiem, była bardzo chora. – Miałam dwie tracheotomię nim skończyłam rok. Moja mama nie chciała, żebym żyła. Wiem to, bo pokazywała to codziennie. Nigdy nie widziałam szczęścia ani spełnienia w ludziach, na których patrzyłam. Nikt nie był szczęśliwy, wiele osób było alkoholikami – mówi. – Charlie'ego poznałam w Topanga Canyon w Kalifornii. Spojrzał na moje gardło i przesunął palcem po moich bliznach po tracheotomii. Powiedział: „Twoja matka chciała cię zabić, ponieważ była zazdrosna. Ty nie jesteś słaba”. Jego blask przenikał całą moją istotę. Mój umysł był pod wrażeniem jego głosu, postawy i szczęścia – dodaje.

Diane Lake, która dołączyła do bandy Mansona w wieku 14 lat, co sprawia, że była jej najmłodszym członkiem, była wychowywana przez hipisów i poznała przywódcę kultu przez swoją matkę. Opowiada, że natychmiast ją zauroczył – miał 34 lata i grał na gitarze oraz śpiewał. Jej rodzice bez problemu wyrazili zgodę na to, aby dołączyła ona do grupy, więc tak też zrobiła. – Charlie był niezwykle kochający i czułam się mile widziana. Zabrał mnie tamtej nocy i kochał się ze mną – poczułam się kobietą. Pamiętam, że myślałam, że chcę tylko, żeby mnie kochał i poślubił. Zostałam pozbawiona praw obywatelskich. Nie czułam się, jakbym gdziekolwiek należała, a on zaprosił mnie do swojej rodziny. Więc tam zostałam – wyjaśnia.

„Rodzina” ostatecznie założyła osadę zlokalizowaną w Spahn Ranch nieopodal Kalifornii, gdzie Manson manipulował swoimi wyznawcami, podając im narkotyki, robiąc wykłady czy nadzorując orgie. Dianne Lake w dokumencie przypomina traumatyczne dla niej przeżycie z tego okresu. Tłumaczy, że seks z nim stał się brutalny, a później dochodziło po prostu do gwałtów. – Kiedyś zostawił mnie krwawiącą we łzach. Powiedział coś w stylu: „Tak właśnie robimy w więzieniu”. Bałam się o swoje życie, ale jednocześnie wciąż szukałam aprobaty – wyjaśnia.

Manson regularnie wmawiał swojej „grupie”, że czeka ich niebezpieczeństwo. – Jednej nocy coś gotowałam, a on wpadł i powiedział, że Czarne Pantery wiedzą gdzie jesteśmy i mogą nas zaatakować w dowolnym momencie. Wierzyłam w to, że jestem tam bezpieczna, bo Charlie wie, jak wszystkim zarządzać – opowiada Share.

Fromme odniosła się też do morderstw dokonanych przez innych członków grupy Mansona. – Nie było mi żal tego, że ci ludzie zginęli. Nie wiedziałam nawet, że żyją. Ale jeżeli chodzi o same morderstwa – ja nie byłam gotowa na to, żeby to zrobić – dodaje.

Share z kolei zaznacza, że jest jej bardzo żal ofiar. – Po tym zamknęłam się w sobie. To było po prostu okropnie. Nie wyobrażam sobie, jak czuły się ich rodziny. Jest mi bardzo przykro. Przykro mi też z powodu młodych ludzi, których zamienił w morderców – wyjaśnia.

Dwugodzinny film dokumentalny „Manson: The Woman” został po raz pierwszy pokazany 10 sierpnia na antenie Oxygen. Na razie nie wiadomo, na jakim kanale w Polsce będziemy mogli go zobaczyć.

Morderstwa na 10050 Cielo Drive

Sharon Tate po ukończeniu prac na planie filmu „12 + 1” dołączyła do swojego męża w Londynie, a 20 czerwca 1969 roku wróciła do Los Angeles. Roman Polański swój powrót zaplanował na 12 czerwca, aby zdążyć przed narodzinami ich dziecka. Do tego czasu zaopiekować aktorką mieli się Wojciech Frykowski i Abigail Folger.

Galeria:
Aktorka i modelka Sharon Tate

8 sierpnia 1969 roku Tate spędzała najpierw czas ze swoimi koleżankami, później rozmawiała z przez telefon – najpierw z Romanem Polańskim, późnej ze swoją siostrą Debrą, która pytała jej czy może wraz z drugą siostrą Patti, spędzić u niej noc. Aktorka jednak im odmówiła, co najprawdopodobniej uratowało im życie. Tego dnia wieczorem Tate wybrała się na kolację do restauracji z Sebringiem, Frykowskim i Folger. Wrócili z niej około 22:30.

Cała czwórka nocy z 8 na 9 sierpnia padła ofiarą mordu dokonanego przez członków sekty Charlesa Mansona. Ich ciała odkryła rano gosposia. Policja wezwana na miejsce znalazła najpierw na podjeździe w samochodzie zwłoki Stevena Parenta, który został zastrzelony. Wewnątrz domu znaleziono ciała Tate i Sebringa – spoczywały w bawialni, połączone długim sznurem, zawiązanym ofiarą wokół szyj i przerzuconym przez belkę u sufitu. Zwłoki Frykowskiego i Folger leżały na trawniku przed domem. Wszyscy zmarli w wyniku licznym ran kłutych.

Polański, gdy dowiedział się o zbrodni, natychmiast wrócił do Los Angeles. Pogrzeby wszystkich ofiar odbyły się 13 sierpnia. Sharon Tate z synem Paulem Richardem Polańskim w objęciach, pochowana została na cmentarzu Holy Cross w Culver City.

Do członków grupy Mansona doprowadziła policję sama Susan Atkins, mówiąc koleżankom z celi, że brała udział w zamordowaniu Sharon Tate. Przebywała ona w więzieniu w związku ze sprawą kradzieży samochodów przez grupę Mansona. Efektem tego było postawienie w stan oskarżenia jej samej oraz: Charlesa Mansona, Charlesa „Texa” Watsona, Patricii Krenwinkel oraz Lindy Kasabian.

Czytaj także:
Zbrodnia, która wstrząsnęła Ameryką. 50 lat temu banda Charlesa Mansona zabiła Sharon Tate

Źródło: WPROST.pl / Fox News

Czytaj także