Zalew papieży

Zalew papieży

Dodano: 
Lata 20. mają zadziwiająco klerykalne otwarcie. Nie sposób tego przegapić, nie sposób się przed tym ukryć. Krótko po sylwestrze wracam do Warszawy, tarabanię się z Centralnego na tramwaj, patrzę – a tu papież. Nawet nie jeden, a dwóch. Dumnie powiewają na bilbordzie rozmiarów boiska, pomiędzy nimi czerwony napis Netflix. Reklama większa niż Świątynia Opatrzności, człowiek nie wie, czy klękać, czy spokojnie iść dalej.

Mało tego. Jeśli Netflix myślał, że na papiestwo ma monopol, to się grubo przeliczył. HBO nie oddaje tak łatwo rządu dusz. W odpowiedzi na „Dwóch papieży” posadzili na watykańskim tronie „Nowego papieża”, będącego nieoczekiwaną kontynuacją „Młodego papieża”.

Tymczasem stary papież, Benedykt XVI, rozpętał całkiem spore, jak na 92-latka, medialne tornado. Pojawił się news, że jest on współautorem książki o celibacie, w której ma się sprzeciwiać papieżowi Franciszkowi. Jak się potem okazało, ani się Ratzinger nie sprzeciwia, ani nie jest współautorem. Zapachniało jednak watykańską intrygą, czyli tym, co tygrysy lubią najbardziej.

Tak czy inaczej – gdzie się nie obejrzeć, tam jakiś papież. A każdy kolejny ciekawszy.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2020
Artykuł jest zamknięty
Cały felieton dostępny jest w 4/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także