Karlove Vary - podsumowanie cz. 2

Karlove Vary - podsumowanie cz. 2

Dodano:   /  Zmieniono: 
45 Years: Charlotte Rampling // Źródło: Film Servis Festival Karlovy Vary
45 Years: Charlotte Rampling // Źródło: Film Servis Festival Karlovy Vary
50. Festiwal Filmowy w Karlovych Varach dobiegł końca. W poprzednim wpisie przyglądaliśmy się filmom konkursowym. W tym przybliżamy obrazy z innych sekcji Festiwalu.

"45 lat” Andrew Haigha pojawiło się w Berlinie i zyskało dwie nagrody aktorskie, dla Charlotte Rampling i Toma Courtenaya. Kameralny dramat dwójki ludzi, którzy przygotowują się do obchodów 45 rocznicy ślubu, został zamknięty w ciągu pięciu dni. Geoff otrzymuje list, z którego dowiaduje się o odnalezieniu ciała jego dawnej miłości. Wspomnienia powracają, dawne uczucia odżywają, a myśli o utraconych szansach wypełniają każdy dzień. Kate musi poradzić sobie z demonami przeszłości męża i odnaleźć się w nowej rzeczywistości, w której na jaw wychodzą przemilczane fakty. Nie wszystkim przypadnie do gustu powolny sposób opowiadania Haigha, który w dużej mierze z uwagą przygląda się swoim bohaterom. Kamera portretuje zamyślone twarze, ciche gesty i nieme przemyślenia. To kino kontemplacyjne opierające się na tym, co niewidoczne dla oka. Rampling zdecydowanie daje tutaj popis aktorskiego kunsztu, zatopiona w myślach, stale nieobecna i uważna na swojego partnera. Choć zachowuje powściągliwość i spokój, to wewnętrznie aż kipi od emocji. W ten sposób „45 lat” jest kinem aktorskim, skromnym i bez fajerwerków. Subtelnym obrazem kontemplacji ludzkich relacji, tak bardzo odległym od królujących w multipleksach szalonych wyścigów efektów specjalnych.

„Umrika” Prahanta Naira była filmem, który zebrał największą publiczność na pokazie prasowym. Zwycięzca nagrody publiczności w Sundance to lekka i przyjemna opowieść o braterskiej miłości oraz męskim honorze. Skromna historia o spełnianiu marzeń i trudnościach w przyznaniu się do porażki. Lalu (Tony Revolori) staje się narratorem i przewodnikiem po indyjskim świecie. Poznajemy go jako małego chłopca, podczas gdy jego starszy brat opuszcza wioskę i wyrusza do Ameryki. Wydarzenie przyciąga uwagę wszystkich mieszkańców, którzy zaczynają żyć wielką przygodą odważnego członka społeczności. Ląd za oceanem jawi się jako nieznana kraina oferująca bezpieczniejsze i lepsze życie. Cała wioska przeżywa opowieści przysyłane przez Ramakanta (Suraj Sharma), raz po raz czytając listy przy wspólnych posiłkach. Nikt nie zdaje sobie sprawy, jak naprawdę potoczyły się losy chłopaka. To Lalu odkrywa prawdę i staje przed dylematem ujawnienia posiadanych informacji. Nair nie unika pokazywania biedy Indii oraz zachwytu nad Ameryką. Miesza ton poważny z ogromnymi pokładami dystansu do bohaterów i indyjskiej kultury, dzięki czemu sprawia, że uśmiech nie schodzi z twarzy.

Opuściwszy realny świat, przeniosłam się do baśniowej opowieści Matteo Garrone. „Tale of Tales” to zlepek przypowiastek Giambattisty Basilego – neapolitańskiego poety, twórcy „Baśni nad baśniami, czyli Festyna tłuścioszka”. Reżyser czerpie inspiracje garściami i kreuje świat trzech królestw, którymi rządzą wyniosłe i samolubne postaci. I choć film charakteryzuje się topornym aktorstwem, rozwleczoną formą i nadmiernym rozmachem, to ogląda się go z niekłamaną przyjemnością. Każdy z władców posiada skrywane pragnienia napędzające ich działania, co prowadzi do komicznych i tragicznych sytuacji. Królowa Longtrellis (Salma Hayek) pragnie mieć dziecko i jest gotowa do ogromnych poświęceń, aby osiągnąć swój cel. Egoistyczny władca Strongcliff (Vincent Cassel) czerpie przyjemności z życia doczesnego, zatapia się w alkoholowych trunkach i spędza czas z pięknymi kobietami. Jego rozbuchana chuć wpędza go w pułapkę miłości bardziej do wyobrażeń i fantazji niż do rzeczywistej kobiety. Natomiast król Highhills (Toby Jones), jako samotny introwertyk skupiony na przedziwnym zwierzątku, pewny swojej władzy i nieomylności traci kontakt z jedyną córką, którą nieroztropnie wydaje za mąż za ogra. „Tale of Tales” to zbiór pięknych obrazów, komicznych rozwiązań i nieco mniej udanych fabularnych powiązań. Zaprezentowane segmenty opowieści są różnej jakości, a całość broni się tylko wtedy, kiedy zostanie wzięta w ogromny nawias komizmu. Niestety Garrone zmarnował potencjał za długimi scenami, przepychem kostiumów i łzawą muzyką, nie pozostawiając miejsca na puentę i wybrzmienie morału z baśni. 

Największym zainteresowaniem uczestników festiwalu cieszyła się „Młodość” Paolo Sorrentino. Pełne sale przy obu pokazach oraz nagroda publiczności jest w pełni zasłużona dla obrazu włoskiego reżysera. Choć dziejąca się w szwajcarskim spa opowieść o dojrzałych przyjaciołach: kompozytorze Fredzie (Michael Caine) oraz reżyserze Micku (Harvey Keitel) jest mniej efektowna niż „Wielkie piękno”, to mimo wszystko porywa pięknymi obrazami i spójną koncepcją twórcy. Zmierzch życia, wspominanie przeszłości i wciąż jeszcze pełne pożądania spojrzenia na kobiece ciało towarzyszą mężczyznom w górskim wypoczynku. Rozmowy o dolegliwościach i problemach z pamięcią zostają okraszone humorem i dystansem do przemijania. Spa Sorrentino niczym nie przypomina polskich sanatoriów, lecz staje się doskonałym miejscem do kontemplowania zmarnowanych szans oraz snucia świetlanych planów na przyszłość. Mick wraz z młodymi twórcami pracuje nad scenariuszem do swojego ostatniego filmu, który ma być jego testamentem, podczas gdy Fred usiłuje naprawić relacje z córką Ledą (Rachel Weisz).

„Młodość” jest filmem perfekcyjnie zagranym i skonstruowanym z wizualnym rozmachem. W pamięć zapadnie scena dyrygowania krowami na pastwisku. I choć nie oferuje niczego nowego i lepszego niż „Wielkie piękno”, to pozostawia dobre wrażenie i nutkę nostalgii. Warto żyć pełnią życia, aby później nie żałować zaprzepaszczonych szans. 

Karlowe Wary to nie tylko gotowe produkcje filmowe, ale również zapowiedź tych, które dopiero powstaną. Jamie Dornan pojawił się na jeden dzień w Czechach, aby opowiedzieć o „Anthropoid” w reżyserii Seana Ellisa, do którego zdjęcia ruszą w najbliższym czasie. Film będzie opowiadał historię spadochroniarzy Jana Kubiša i Józefa Gabčíka, którzy dokonali zamachu na Reinharda Hyedricha, protektora Czech i Moraw. Zabójstwo doprowadziło do wzmocnienia represji niemieckich, ale również nasiliło działania ruchu oporu w trakcie II wojny światowej. Na konferencji prasowej Ellis mówił, że to niesamowita historia, którą trzeba opowiedzieć w nowy sposób, aby widz mógł emocjonalnie utożsamić się z bohaterami i zrozumieć ich motywacje. Podkreślał, że dzięki bogatej historycznej dokumentacji można dość precyzyjnie odtworzyć przeszłe wydarzenia, ale największym wyzwaniem jest rozgryzienie, jakie uczucia towarzyszyły Kubisowi i Gabcikowi. Nam pozostaje tylko czekać na efekty ich pracy oraz na kolejny festiwal w czeskim uzdrowisku.

Czytaj także

 0

Czytaj także