Fascynują mnie bohaterowie, którzy z pozoru są "źli" - wywiad z Miłoszem Sakowskim

Fascynują mnie bohaterowie, którzy z pozoru są "źli" - wywiad z Miłoszem Sakowskim

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dzień Babci (2015)
Dzień Babci (2015) / Źródło: fot. Łukasz Brodowicz / BRATstudio
"Dzień Babci" to intrygujący film, który rozpoczyna się "metodą na wnuczka", a kończy niczym przypowieść o  sile przyjaźni - tak pisaliśmy po seansie dzieła. Teraz, z lauretaem Nagrody Publiczności na Festiwalu ZubrOFFka, Miłoszem Sakowskim rozmawiamy o kulisach powstania dzieła.

Michał Kaczoń, FILM: Anna Dymna, Lukasz Simlat - nazwiska z polskiej pierwszej ligi. Jak udało Ci się namówic ich na udział?


Miłosz Sakowski: Do Anny Dymnej zadzowniłem, mówiąc, że mam scenariusz pisany specjalnie dla niej. Pani Ania grzecznie i stanowczo odmówiła. Powiedziała, że nie chce go nawet czytać bo nie będzie miała czasu zagrać i nie chce żałować jeśli dobry. Tak się pożegnaliśmy. Ale pomyślałem, że jednak prześle scenariusz – niech żałuje. Po dwóch tygodniach, kiedy byłem już w poszukiwaniach innych aktorek, dostałem maila od Pani Ani, w którym pisała “Nienawidzę Cię, Ty dziadu. Czemu go wysłałeś? Teraz żałuję! Podaj jeszcze raz terminy”. Pół roku później, po wielu przygodach i dawno po terminie, w którym powinienem pokazać film na egzaminie, pani Ania stanęła na planie. Z mojego punktu widzenia warto było czekać.

Łukasza Simlata też skusił chyba scenariusz. Cierpliwie czekał, mimo przesuwających się terminów, bo wierzył w tę historię i chciał pomóc mi ją opowiedzieć. Jestem mu za to ogromnie wdzięczny, bo mimo, że był na planie tylko jeden dzień praca z nim to wielka przyjemność. Mateusza Nędzę odkryłem wcześniej - był na castingu do ”Kamieni na Szaniec”, przy których pracowałem jako asystent reżysera. 

Czytaj także:
36 godzin z szo(r)tami ŻubrOFFki

Jak długo trwały prace nad scenariuszem?


Zarys historii napisaliśmy z moim przyjacielem i scenarzystą Marcinem Kubawskim jednej grudniowej nocy - ostaniej nocy 2013 roku. Potem przez kilka miesięcy, dopracowywaliśmy scenariusz w Gdyńskiej Szkole Filmowej pod opieką Grzegorza Łoszewskiego i Roberta Glińskiego.


Niezmiernie podobało mi się rozpoczęcie filmu "metodą na wnuczka". Co było Waszą inspiracją podczas prac nad obrazem?


Fascynują mnie bohaterowie, którzy z pozoru są “źli” i nie da się ich lubić, a stawiamy ich przed sytuacją, która pozwala odkryć w nich dobrą stronę. Dresiarz, który na co dzień wykorzystuje naiwność starszych ludzi, a któremu gdzieś jednak dobrze patrzy z oczu, dawał tę możliwość. Chcieliśmy skonfrontować dwójkę oszustów, samotnych egositów, którzy muszą nauczyć się działać wspólnie. W finale mniejsze znaczenie ma to czy ich plan się powiedzie, ale to że są w tej sytuacji razem.

Czy dałeś aktorom jakąś swobodę improwizacyjną?


Zależało mi na dokładniej tej obsadzie, którą zebrałem, bo wiedziałem, że pani Ania, Łukasz Simlat i Mateusz dobrze odnajdą się w tych postaciach. Na etapie prób zmieniliśmy kilka tekstów, żeby lepiej leżały, ale głównie rozmawialiśmy o naszych doświadczeniach, których aktorzy szukali w tych postaciach i przepuszczali przez swoją wrażliwość. Dzięki temu na planie trzymaliśmy się tekstu, a improwizowaliśmy bardziej w obrębie emocji. Wywalczyłem, żeby ważne sceny kręcić chronologicznie – ograniczenie do jednej przestrzeni dawało taką możliwość – mogłem przez to obserwować przebieg ich relacji i na bieżąco ją korygować.

Czy wiesz już o czym będzie Twój kolejny film?



Z Marcinem przygotowujemy kilka projektów, o których nie chcę jeszcze głośno mówić, żeby nie zapeszyć. Trzymaj kciuki, żeby się udało.

Nagroda Publicznosci na ŻubrOFFce oraz liczne nagrody na najważniejszych polskich festiwalach. Czy chciałbyś coć powiedzieć ludziom, którzy na Ciebie głosowali? 

Tym którzy głosują w plebiscytach ale i tym, którzy na każdej projekcji głosują przez swoje żywiołowe reakcje, chciałbym powiedzieć, coś co jest banałem, ale to prawda - nie ma większej nagrody niż obserwowanie jak publiczność śmieje się i wzrusza na twoim filmie. Wysiłek wielu miesięcy i wielu osób, składa się na ten moment kiedy widzisz, że film żyje w oglądających, często jeszcze po projekcji. Z Marcinem chcemy robić filmy, na które będzie można pójść do kina w piątkowy wieczór - bez poczucia żenady czy kompromisów na jakości. Wiem, że to jest możliwe a ten dobry odbiór publiczności to ogromna motywacja, że warto się starać.  

Statuetki zdobyte na Festiwalach - gdzie je trzymasz?

Są tam lamy, żubry, ryby - ogólnie małe zoo - trzymają się razem w okolicy telewizora i oglądają filmy ;)


Czytaj także