Amy Berg - rozmowa o Janis Joplin

Amy Berg - rozmowa o Janis Joplin

Dodano:   /  Zmieniono: 
Janis / Janis: Little Girl Blue (2015)
Janis / Janis: Little Girl Blue (2015) / Źródło: MayFly
Minęło 45 lat od śmierci Janis, ale jej muzyka nadal oddziałuje na słuchaczy! NIe straciła nic ze swojej mocy – zaczyna rozmowę Amy Berg, reżyserka głośnego dokumentu o życiu Janis Joplin – „Janis: Little Girl Blues”, który dzisiaj wchodzi na ekrany polskich kin.

Obraz przedstawia archiwalne materiały z życia artystki, w połączeniu z wywiadami ze współpracownikami i przyjaciółmi. Ta typowa formalnie opowieść w ciekawy sposób układa portret artystki, która nie umiała poradzić sobie ze swoją sławą. O pracy nad filmem oraz artystycznych wyborach rozmawiałem z reżyserką podczas 31. Warszawskiego Festiwalu Filmowego. 

Michał Kaczoń, FILM: Jak myślisz, na czym polega fenomen Janis Joplin?

AMY BERG: „Janis Joplin miała wielki wpływ na historię rock and rolla, ale także na tysiące kobiet na całym świecie, w tym na moje życie. Jej trudy i bolączki są uniwersalne dla młodych ludzi, a to, że dawała z siebie wszystko w tak surowy i namacalny sposób, sprawiło, że jej przemyślenia silnie oddziałują na masową wyobraźnię po dziś dzień. 

Sądzę, że zasięg Janis wynika także z tego, że tak otwarcie borykała się z problemami, z którymi boryka się większość kobiet, nawet współcześnie jak robić karierę i mieć rodzinę. Jak zachowywać się w sposób, który „nie przystoi damie”, a jednak nadal tą damą się czuć. Wiem, że to archaiczny koncept, jednak prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach kobiety nadal borykają się z takimi tematami. Problem znalezienia balansu, złotego środka między tym, co same chcą robić, a czego się ode nich oczekuje. W dużej mierze problemy, które przeżywała Janis były związane dokładnie z tym rozróżnieniem. Można powiedzieć, że stała się ikoną, także dlatego, że była w stanie w tak otwarty i bezkompromisowy sposób mówić na ten temat. 

Pracując nad filmem, zależało mi, aby opowiedzieć tę historię z perspektywy samej artystki. Aby to jej głos był wiodącym. Zależało mi, aby to właśnie inna artystka, a nie aktorka użyczyła głosu piosenkarce. Szukanie odpowiedniej osoby zajęło sporo czasu. Kiedy jednak za poleceniem natrafiłam na głos wokalistki Cat Power (właśc. Chan Marshall), w kilka sekund wiedziałam, że to jest to. Cat nie dość, że brzmi jak Janis, to jej osoba w wielu aspektach przypomina Joplin. Obie posiadają specyficzną wrażliwość, artystyczną bezbronność. Na dodatek wytwarzają wokół siebie szczególną aurę osoby, która potrzebuje być kochaną. 

Zresztą cały proces poszukiwania materiałów był długi i żmudny. W dzisiejszych czasach mamy wprawdzie większe możliwości dostępu do niektórych danych, jednak mimo to parę miesięcy zajęło mi, aby zebrać wszystkie materiały. Potem parę lat, aby dokończyć ten projekt. Mieliśmy szczęście, mogąc wykorzystać fragmenty obrazu, który powstał w latach 70. – „Janis”. To tak naprawdę jedyny europejski wywiad z artystką, który mogliśmy odnaleźć. Sądzę, że to pewnego rodzaju tragedia, iż wiele archiwalnych materiałów zniknęło przykrytych kurzem historii. 

W pewnym momencie filmu Dave Goetz, partner artystki, mówi: „Nauczyłem się od niej szczerości”. Później jednak wyraża obawę, że dziewczyna „stała się karykaturą samej siebie”. Skąd takie ostre słowa?

Sądzę, że wynika to stąd, że ponieważ Janis była tak prawdziwa, tak emocjonalna na scenie, poza nią trudno było jej utrzymać takie tempo życia. Paradoks polega na tym, że słuchacze oczekują od ciebie pewnego stylu życia, pewnego sposobu zachowania, więc nie chcąc ich zawieść, wiedząc, jak duży masz na nich wpływ, zaczynasz stale się tak zachowywać, nawet jeśli tak w danym momencie się nie czujesz. Musisz bowiem jednocześnie znaleźć sposób na to, aby odpuścić, móc odpocząć od samego siebie. Nikt przecież nie może być tak żywiołowy przez cały czas. To ogromna presja. Innymi osobami, które borykały się z tym samym problemem, są Jimi Hendrix czy Jim Morrison. Ludzie widzieli ich pełne energii występy, więc w zwykłych kontaktach też oczekiwali, że artyści będą właśnie tacy. A ci, nie chcąc ich zawieść, musieli tacy być. A to przecież pewna figura, występ. Nikt nie może być tak zabawowy przez 24 godziny na dobę. Myślę, że o to właśnie chodziło Goetzowi, gdy wypowiedział to zdanie. Sądzę, że utrafił w sedno problemu. 

Z tego powodu zresztą skupiliśmy się w filmie także na jej związku z  Davidem Niehausem. Stanowi drugą stronę medalu, próbę bycia taką, jakiej oczekują od niej inni, w tym samo społeczeństwo. Związek ten opierał się na wyobrażeniu o „wielkiej miłości” z domkiem z ogródkiem na przedmieściach, który został zaszczepiony w niej w dzieciństwie. Sądzę jednak, że artystka nie czuła się w nim w pełni sobą. Dlatego zdecydowałam się umieścić wypowiedziane przez nią zdanie: „Wiem jak być gwiazdą rocka, ale nie potrafię zrobić chleba”. 

Chciałam zresztą tak opowiedzieć tę historię, aby wyraźnie zaznaczyć wzloty i upadki, momenty szczęścia i zwątpienia. Dobór piosenek i występów estradowych również był podyktowany chęcią pokazania najszerszego spektrum jej życia. 

W filmie wypowiada się wielu mężczyzn. Jak wiemy, w otoczeniu Janis było przecież także wiele kobiet. Niewiele z nich zdecydowało się jednak na nagraną rozmowę. Jak myślisz, skąd to wynika?

Ageizm jest wielkim problemem w naszej kulturze. Tutaj mamy piękny przykład na działanie tego uprzedzenia. Grace Slick powiedziała do mnie: „Ludzie nie chcą mnie widzieć w ten sposób”. W sensie: z siwymi włosami i zmarszczkami. Nie wygląda już tak, jak 25-latka, którą ludzie poznali lata temu. Uważam, że to niezwykle smutne. Potrzeba nam więcej kobiet jak Francis McDormand, która mówi wprost o tym, że nie chce żadnych operacji plastycznych, nie chce nosić makijażu, bo czuje się dobrze ze sobą. To niezwykła postawa w biznesie filmowym.

Czytaj także

 0

Czytaj także